Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie i śmierć. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie i śmierć. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 listopada 2010

"Requiem dla snu"

Ten demotywator okazał się być dla mnie motywatorem do obejrzenia Requiem for a dream. Zgadzam się w 100% z jego autorem - ów film daje takiego kopa w mózg, że patrzę się teraz na ćpanie z jeszcze większym obrzydzeniem, niż do tej pory.
Film sam w sobie można traktować jako ostrzeżenie zarówno przed różnego rodzaju pixami czy czymkolwiek takim (zwłaszcza przed braniem w żyłę - zob. obrazek powyżej), ale też przed lekami teoretycznie dopuszczonymi do sprzedaży w aptekach. Najciekawsze dla mnie jest to, kto zauważył pierwszy działanie leków.
Polecam szczerze każdemu obejrzenie tego filmu. Jest to tzw. terapia szokowa, ale bardzo skuteczna.

poniedziałek, 18 października 2010

In vitro vs. nauka Kościoła v.2

Doszło, do czego doszło: w końcu ktoś się opowiedział za in vitro. Jak już wspominałem tu dużo wcześniej, jestem bardziej za tą metodą zapłodnienia, niż za kościołem. Modlenie o zdrowie się nic nie da, jeśli nie będzie postępu w nauce, a przecież za kilka lat może się okazać, że w obumierających embrionach z nieudanych zapłodnień tą metodą wytwarza się substancja stanowiąca w określonej dawce lekarstwo na nieuleczalne obecnie choroby. To, że kościół wiele ogranicza swoimi narzuceniami (in vitro jest dowodem na to, że życie może być stworzone sztucznym zapłodnieniem, "nie po bożemu") jest widoczne w historii: średniowiecze to okres, w którym świat zacofał się o dobre 800 lat, nie było żadnych postępów naukowych, bo inteligencja była uważana za heretyków, i gigantyczna część wiedzy zdobytej przez cywilizację do tego czasu przepadła. Tą metodą będziemy musieli dochodzić do wielu tych osiągnięć od zera, z uwzględnieniem oczywiście faktu, że ktoś już to zrobił. Możliwe, że w gronie noblistów znajdują się ludzie, którzy tylko odświeżyli wynalazki sprzed tych kilkunastu wieków.
Dodając jeszcze do tego ostatnie wydarzenia z krzyżem pod pałacem prezydenckim dochodzę do wniosku, że kler spowodował zaciemnienie naszego Narodu do takiego stopnia, że sam sobie nie potrafi dać z tym rady (moherowe berety rzucające kurwami w księży doskonale o tym świadczą).

Owszem, jest to po części wina straży miejskiej, że ci ludzie zostali pobici, ale ile rencistów teoretycznie nie zdolnych do pracy tam się tłukło z nimi i przestawiało barierki (które, wierzcie mi bądź nie - w cale nie jest tak łatwo ruszyć) trudno zgadnąć. Jestem za tym, by takim dokładnie awanturnikom odebrać renty i wysłać do pracy, bo siłę mają.
Wracając do pierwotnego tematu tego posta, uważam, że kościół nie powinien grozić władzom z absolutnie żadnego powodu, a cały ten konkordat bardziej komukolwiek przeszkadza niż pomaga. Zgadzam się z prof. Pawłem Łukówem oraz z ludźmi wypowiadającymi się w tym materiale video. Jeśli komuś ma to dać możliwość założenia później normalnej rodziny - jestem za!
Pamiętajmy jednak jeszcze o umiarze: Metoda in vitro po tuningu może pozwolić na projektowanie sobie dzieci niczym gra w simsy. I tu już kończy się według mnie granica etyczności: sens to będzie miało, jeśli np. będziemy chcieli, by nasze dzieci nie chorowały na choroby przenoszone przez geny (jak się przed chwilą dowiedziałem, jest to realne) ale jak wspomniałem, jest to już na granicy mojej własnej moralności. Nie chciałbym wiedzieć już teraz, jak dokładnie będą wyglądać moje dzieci jak będą miały po 25 lat, ani regulować w ten sposób ich charaktery.

poniedziałek, 11 października 2010

Liu Xiaobo i jego nagroda Nobla

Nie byle jakie kontrowersje wywołała w Chińskiej Republice Ludowej nagroda Nobla dla Liu Xiaobo. Jest to Chiński dysydent, profesor literatury, bardzo światły człowiek, który obecnie odsiaduje wyrok 11 lat więzienia za "działalność wywrotową". Jak dla mnie to taki chiński Wałęsa z przypałem: Nasz nie siedział.
Na sam fakt tej przyznania nagrody Chińskie władze reagują w niewłaściwy według mnie sposób: groźby pod adresem Norwegii za przyznanie nagrody przez komitet pochodzący z Uniwersytetu w Sztokholmie to chyba jakaś chora pomyłka. Dodatkowo, Chiny stwierdziły w piątek, że przyznanie Liu tej nagrody jest sprzeczne z jej celami, a dziś media w tym kraju uznały, że jest to przejaw strachu przed rosnącą jego potęgą. Osobiście uważam, że władza komunistyczna w cale nie jest po stronie swoich obywateli w jakimkolwiek sporze - cały komunizm to dość dziwna idea, z którą zgadzam się tylko częściowo (ludzie na wsiach dobrze wspominają PGR'y).
Nie powinien nikogo dziwić fakt, że Dalajlama XIV też popiera Liu - mają podobne ideały, z niewielkimi różnicami (Liu walczy za Chiny, Dalajlama za Tybet).
Osobiście uważam, że w kraju kwitnącej wiśni i drzew morwowych nie dojdzie do żadnego przewrotu, dopóki Liu Xiaobo nie wyjdzie z więzienia lub nie pojawi się ktoś w jego miejsce, ale zanim Chińczycy zaczną krzyczeć powinni ukształtować sobie podziemie co najmniej na takim poziomie, co nielegalna Solidarność. Samymi słowami niczego nie wskórają, co najwyżej powtórzą się wydarzenia z Placu Niebiańskiego Spokoju (ta nazwa przestała pasować do owego miejsca).

czwartek, 30 września 2010

Dopalacze

Dostępne od jakiegoś czasu na naszym rynku dopalacze to z farmakologicznego punktu widzenia substancje psychoaktywne mające po zażyciu dać efekt narkotyczny porównywalny z tym, co zakazane. Ale oto RMF24.pl prezentuje je dokładniej pod tym względem.
Wnioskuję z tego artykułu, a zdaje się być dość wiarygodny, że są to Pochodne narkotyków, mające podobny efekt co one, ale zmieniony skład w taki sposób, aby prawo nie mogło się do tego przyczepić.
Zdolni chemicy, którzy jeszcze do niedawna dostawali stypendia na swoich uczelniach wzięli się do bardzo opłacalnej pracy: kombinując i główkując wymyślają coraz to nowe substancje, których prawo nie zabrania, a mają efekt psychogenny. W efekcie, jeśli jednego dnia wyjdzie ustawa o zakazie sprzedawania jakiejś substancji to za niedługo będzie wyprodukowana w jej miejsce kolejna. To błędne koło będzie się zataczać, dopóki ktoś nie stworzy ustawy, która mówić będzie w przybliżeniu coś takiego:
Wszystkie substancje chemiczne i produkty pozyskiwane z roślin przeznaczone do spożycia doustnego lub inhalacji mogą być rozprowadzane wyłącznie w aptekach.
I problem wydaje się być rozwiązany. Sęk jednak w tym, że tą metodą również papierosy przejdą z kiosków do aptek, co w wielu wypadkach oznacza zakończenie działalności tych pierwszych.
Dopalacze są podobne do narkotyków w jeszcze innej kwestii: Początkowo, gdy nowa substancja jest wypuszczana na rynek sprawdza ją dopiero docelowy klient. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że człowiek który to sprzedaje na początku nawet nie wie, co ma: może sprzedać dzieciakowi coś, co go natychmiast zabije (od pierwszego bucha czy tabletki). Równie dobrze któraś z tych substancji może stanowić szczepionkę na HIV, i tego też nikt nie będzie wiedział.

piątek, 24 września 2010

Jak ułatwić innym życie

To, o czym ostatnio czytałem to ponoć w większości bajery dla bogatych, ale według mnie bardziej się to przyda osobom niepełnosprawnym, niż leniwym burżujom. Liczmy na to, że gdy owe bajery pojawią się w Polsce, NFZ chociaż rozważy ich refundację.
Zacznijmy może od obrotowej poduszki na krzesło: pomysł wziął się w celu ułatwienia wsiadania do i wysiadania z samochodu osobom z uszkodzeniami kręgosłupa (np. oprawionych w gorset Jewett'a). Na innej stronie czytałem, że ma ona łożysko do obrotów, którego nie da się wyczuć tyłkiem. Ciekawe, jak to zostało zrobione.
Innym i dużo ciekawszym ciekawym rozwiązaniem na ułatwienie życia osobom niepełnosprawnym jest urządzenie do sterowania komputerem, za pomocą mimiki. Bardzo sympatycznie się to zapowiada dla osób z porażeniem czterokończynowym, lub z uszkodzonym kręgosłupem szyjnym, gdy pacjent jest sparaliżowany od szyi w dół. Byłoby to jeszcze świetniejsze, gdyby to dało się podłączyć do np. samochodu, i tym samym umożliwić jego prowadzenie przez osoby po amputacji nóg lub z niewładnymi nogami.
Szkła mające po 0 dioptrii, za to z wyświetlaczami ciekłokrystalicznymi, a oprawki z mikrofonami i układem rozpoznawania mowy niezależnie od głosu - tak prezentują się okulary dla niesłyszących. Urządzenie ma wychwytywać mowę z otoczenia i przetwarzać ją na tekst wyświetlany na wewnętrznej stronie oprawek, przez co ułatwi osobom niesłyszącym konfrontacje z ludźmi nieznającymi języka migowego. Ciekaw jestem, jak to się będzie sprawdzało w miejscach o dużym skupieniu gadatliwego bydła ludzkiego, i czy bardzo będzie zasłaniać pole widzenia. Poza tym, że te na zdjęciu wyglądają paskudnie, ale może będą też i inne, bardziej twarzowe oprawki:)
Jak się okazuje, również znana wszem i wobec firma Apple też ułatwia życie potencjalnym posiadaczom w/w okularów. Ma się to za sprawą aplikacji o małomówiącej nazwie "FaceTime". Chodzi o to, że w iPhone 4, jedynym jak do tej pory obsługującym wideorozmowy, zastosowany zostanie nowy format kompresji obrazu: rozmyte, lub nawet całkowicie usunięte tło, a w zamian za to wyostrzone twarz i dłoń rozmówcy - ułatwi to pokazywanie gestów migowych i ruchów ust na wyświetlaczu urządzenia docelowego. Jest to dobry sposób na pozyskanie dodatkowej grupy klientów, gdyż trafia to w potrzeby osób niesłyszących wręcz idealnie.
Z takimi nowinkami technologicznymi osobom niepełnosprawnym będzie na pewno dużo łatwiej poruszać się po współczesnym świecie, jednak pamiętajmy o tym, by do tych osób nie dołączać: nie zabijać się bez potrzeby, bo większość takich przypadków i tak kończy się kalectwem, ani też nie ucinać sobie rąk, nie wkładać ich do kwasów etc.
Poważniej rzecz ujmując, nie jestem w stanie znaleźć takiej statystyki, która mówiłaby, ile osób rodzi się jako niepełnosprawni, a ile okalecza się w wypadkach. Nierzadko takie przypadki opisywane są w "Nagrodach Darwina", ale czy wszyscy są chętni się tam załapywać? Może lepiej postępować z pewną rozwagą, a tylko dodatkowo liczyć na łut szczęścia, że na drodze nie spotkamy pijanego kierowcy?

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Jak Litwini patrzą na Józefa Piłsudskiego

Nasz narodowy bohater, Józef Piłsudski, którego nazwiskiem nazywane są ulice w 3/4 polskich miast, a i tak połowa polaków pisze je z błędami (Piłsudzki, Piłsucki), uważany powszechnie (i słusznie) za człowieka, bez której Rzeczpospolita by się nie obyła, jest widziany na Litwie, delikatnie mówiąc źle. Jak podaje gazeta.pl, Litwini oskarżają go za odebranie im Wilna. Trudno teraz ocenić, co to miało na celu, ale weźmy pod uwagę, że unię Polsko-Litewską, która została zawiązana pomiędzy braćmi Witoldem i Władysławem Jagiełło (ten pierwszy rządził wtedy Litwą, i dzięki tej współpracy ostatnia bitwa średniowiecznej Europy została rozegrana na naszą - chyba nawet wspólną - korzyść) Litwini biorą za zabór polski. Ciekawe tym bardziej, że w/w Jagiełłowie byli Litwinami.
Wracając do tematu marszałka Piłsudskiego: przytoczyłem go dlatego, że w jednym z kurortów, w którym nasz znany ze swych powiedzonek bohater lubił spędzać czas, i gdzie wielu Polaków przyjeżdża wypocząć stanąć ma jego pomnik. Dawno mnie na Litwie nie było, ale jak poznałem trochę ich nastawienie do polaków, mogę śmiało powiedzieć, że propozycja stawiania w tym kraju takiego pomnika brzmi dla jego obywateli podobnie absurdalnie, co dla nas obecnie brzmiałoby stawianie pomników Lenina w Polsce.

niedziela, 15 sierpnia 2010

Ossów 1920-2010

Mówiąc o historii, tworzymy historię. Wczoraj (14.08.2010) na polach Ossowskich była rekonstrukcja bitwy zwanej przez wielu "cudem nad Wisłą" (choć do Wisły jest stamtąd ok. 20km). Jako członek chóru Echo czynnie uczestniczyłem w mszy po inscenizacji: podobno msza owa była nawet transmitowana w TV (owszem, widziałem kamery), ale na pewno będzie opisywana w "Wieściach podwarszawskich". Oprócz kamer widziałem jeszcze Chór i orkiestrę wojska polskiego, cały szereg różnego stopnia wojskowych, burmistrza Miasta Stołecznego Wołomina p. Jerzego Mikulskiego, prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej p. Bronka Komorowskiego, prymasa Józefa Glempa (poznałem po radarach), polonistę z liceum na Sasina a dziennikarza jednej z lokalnych gazet Rafała Pazio, grupkę harcerzy harcujących z wodą, i cały tłum bydła cywilnego. Na mszy odbyła się również ceremonia wręczenia Orderu Orła Białego.
Ogółem było tam dużo gadania, zwłaszcza pięknych słów, które i tak niczego politycznie nie zmienią, ale nie o to tu chodzi. Uważam, że takie wydarzenia, jak ta rocznica są potrzebne. Polska historia jest ciekawa, a taka nieobowiązkowa jej lekcja skusić może większą uwagę, niż te, które obowiązkowo w podstawówkach, gimnazjach i szkołach średnich są wmuszane na siłę. Jedyne, co mi się nie podoba, to że moja teczka w IPN tężeje od takich wydarzeń (aby móc wystąpić musiałem udostępnić moje dane osobowe, m. in. imię ojca i PESEL).

niedziela, 18 lipca 2010

Palikot o Gosiewskim: "on żyje"

Pan Janusz Palikot na swoim blogu sugeruje, jakoby Przemysław Gosiewski żył, i był widziany na peronie we Włoszczowej. Moje pytanie teraz brzmi następująco: skąd niby taka informacja? i dlaczego akurat na tym peronie, który - o ironio - sam kilka lat temu sponsorował podczas budowy, by zdobyć tam popularność?
Sugestie, że ciała znalezione w lesie smoleńskim i/lub te przywiezione do Polski w trumnach to zwłoki innych osób, a de facto tamci "nasi-nienasi" są przetrzymywani w granicach Rosji (jak pisze Palikot) wydają się być mało prawdopodobne, i lepiej, by nie miał on racji.
Osobiście uważam, że w głowie posła Palikota rodzą się pomysły na ciekawe scenariusze filmowe: mijające się z prawdą w założeniach i zakręcone jak psie gówno, oparte czasem na stanie faktycznym (numer z "małpkami"), a czasem na urojeniach jak w filmie "teoria spisku" z 1997r.
Dlatego w tym momencie uznaję to za kolejny wygłup Palikota, który udaje dra Frankenstein'a, mając za swego potwora Przemysława Gosiewskiego:
- On żyje!


No, dobra, deczko przesadziłem, ale hasło jest podobne.

czwartek, 17 czerwca 2010

Historyczny koncert TrashMetall'owy

Jestem niesamowicie zawiedziony, że ominęło mnie tak ważne wydarzenie: na warszawskim lotnisku na Bemowie, znanym dość dobrze jako miejsce koncertów Michela Jacksona, Cher, Ricky'ego Martin'a i wielu, wielu innych odbył się wczoraj koncert 4 światowej sławy zespołów TrashMetall'owych, ścisłej czołówki w tej dziedzinie, poprzedzony występem Behemota. Wystąpili: Anthrax, Slayer, Megadeth oraz Metallica.
I przyznam się szczerze: Jestem wkurwiony, że mnie tam nie było.
Niestety, niektórzy mają też powód, by żałować obecności na tym koncercie. No, w zasadzie nie tyle na koncercie, co już samego powrotu z niego.

środa, 16 czerwca 2010

Pilnuj majtek, bo kradną!

Troszkę mnie to rozbawiło, a najbardziej tytuł tego artykułu: Nastolatkowie ukradli 570 par majtek... - rzecz miała miejsce w Opolu, a nie w Wołominie czy Warszawie, ale i tak należy trzymać się na wodzy:) Dodam jeszcze, że nie byli to ludzie z serii iluzjoniści: ręka szybsza niż oko - myk-myk i nie masz majtek. Okradali sklepy, po czym sami (prawdopodobnie) sprzedawali to, co ukradli. Też jest to metoda na życie, ale czy warto ponosić konsekwencje typu dozór kuratora? Kurator będzie pilnował nawet czy się nie wagaruje w szkole, a jeśli będzie miał jakieś problemy z delikwentem to zorganizuje mu nalot policji i wytoczy sprawę w sądzie.
Nie ma co, młodzież dziwnie wyrasta. Powyżej opisałem przypadek duetu 15- i 17-latek, a tu mamy wzmiankę o "czternastce z kolegami".

niedziela, 6 czerwca 2010

Ciekawa fabuła pornosa...

Jako częsty bywalec Gazety.pl, a zwłaszcza użytkownik ich kanału RSS, wyczytałem tam przed chwilą o ciekawym zdarzeniu na planie filmu pornograficznego: Otóż jeden z aktorów, po tym jak dowiedział się o swoim zwolnieniu z pracy zabił swojego kolegę kataną, która miała służyć jako rekwizyt w owym filmie, po czym popełnił samobójstwo skacząc ze wzgórza. Takiego pornosa to jeszcze nie widziałem:) choć w sumie, to nie jestem aż tak tym zainteresowany. Aczkolwiek też bym się wkurzył, jakbym się postawił na jego miejscu - pojawił już się na planie, pewnie w pełnym wzwodzie, i się dowiedział, że sobie nie porucha. Co prawda nie jest to powód, żeby kogoś od razu zabijać, i według mnie facet ostro przesadził, ale widocznie mu się bardzo chciało. Śmieszne - będzie z niego kandydat do nagrody Darwina. Nie zmienia to jednak faktu, że można takie sprawy rozwiązywać na bardziej pokojowe sposoby.

sobota, 5 czerwca 2010

Paradoks

Doczytałem się dzisiaj ciekawego paradoksu. Na wstępie przypomnijmy kilka powszechnie znanych prawd:
  1. Kot zawsze spada na 4 łapy.
  2. Kromka chleba zawsze spada posmarowaną stroną do gleby.
I zadajmy sobie pytanie: co się stanie, jeśli przyspawamy kotu do pleców kromkę chleba posmarowaną masłem od góry?
Oto dopuszczalne warianty:
  1. Kromka chleba spadnie posmarowaną stroną do ziemi (bo zawsze tak jest)
  2. Kot spadnie na 4 łapy (bo zawsze tak jest)
  3. Nastąpi konflikt grawitacyjny i zawisną w powietrzu kręcąc się wokół własnej osi
  4. Pierdolną bokiem i się zabiją (powiedzmy, że to będzie 5 piętro)
Ciekaw jestem, kto mi jak odpowie:)

środa, 26 maja 2010

Więcej szczęścia niż rozumu

Nic dodać ani ująć w tym wypadku (tak, wypadek to dobre słowo). Wybuchłem po prostu śmiechem jak zobaczyłem, że motocyklista z tego wypadku wślizgiem na dupie wylądował tuż przed innym samochodem, wstał i poszedł. Choć bywają też niestety i takie wypadki, zwłaszcza w miejscach, gdzie sporo ludzi wyprzedza na 3-go, że ofiara wypadku zostaje rozjechana 2 samochodami. Czasem przeżywa, a czasem nie.
Dlatego warto się rozglądać i używać różnego typu odblasków. Koniecznie zobacz film poniżej.
A większość takich wypadków ma miejsce z powodu takich właśnie kierowców, jak ten.

Zobacz inne wiadomości z tej dziedziny tutaj

środa, 28 kwietnia 2010

Wrak arki Noego

Doszły mnie niedawno słuchy, o odnalezieniu wraku arki Noego. Opowieść o arce Noego powstała według mnie po to, aby proste ciemniaki żyjące w tamtych czasach mogły sobie odpowiednio do ich poziomu rozumowania odpowiedzieć na pytania:
  1. Dlaczego na ziemi są takie a nie inne zwierzęta?
  2. Skąd wzięła się tęcza i co to jest?
  3. Co jest tam wysoko, w górach, gdzie nie jesteśmy w stanie wejść?
...i tak powstała piękna, religijna i przepełniona symbolami opowieść o jedynym dobrym człowieku na ziemi. Jednak w artykule, do którego link przytoczyłem na wstępie tego posta jest też wypowiedź, która skłania do zastanowienia się, czy nie włożyć jej między bajki: Skoro ów "wielki potop", który ok. roku 2800r. p.n.e. (szacunkowo) miał zalać w całości 2 kontynenty (Europę i Azję) podnosząc wodę na wysokość zbliżoną do 4km nad poziom morza rzeczywiście miał miejsce, to jakim cudem przetrwała np. cywilizacja egipska, która pojawiła się tuż obok i to o 1000 lat wcześniej? przecież zdarzenia ujęte w biblii dot. arki Noego mają miejsce po wyprowadzeniu żydów z ziemi egipskiej. Poza tym, czy nie jest dziwne, że drewno przetrwało aż tyle czasu, i nie dość, że się nie rozłożyło (jak to w przyrodzie być powinno), to wciąż jest możliwe do określenia, skąd się wzięło oraz co to jest?

niedziela, 18 kwietnia 2010

Pogrzeb prezydenta vs. chmura syfu wulkanicznego

Na Islandii doszło w piątek do erupcji wulkanu, przez co znaczna część europy jest przykryta pyłem wulkanicznych śmieci. Jest to niestety przykra wiadomość dla tych, którzy chcieli przylecieć samolotem na pogrzeb naszego prezydenta: Barack Obama jako jeden z pierwszych odwołał swoją delegację. Pewnie i tak by nie przyleciał, bo możliwe, umówiłby się z kolegą z pracy na golfa czy tenisa (co by nie było, Obama olewa w zasadzie całą Unię Europejską, i śmiem wątpić w jego szczere intencje, by chciał przyjechać na pogrzeb L. Kaczyńskiego, a fakt zagrożenia lotniczego tylko sprzyja w tym momencie jako wymówka). Dużą przesadą jest jak dla mnie komentarz z Newsweek International "Sama wola Obamy, że chciał przyjechać na pogrzeb to już dużo".
Pył wulkaniczny roznosi się po kontynencie na podobną skalę, co syf z elektrowni w Czarnobylu. Oby okazał się mniej szkodliwy. Ogółem, już chyba 1/2 delegacji odwołała się na tę uroczystość. Angela Merkel nie ma chyba zbyt daleko, a jednak odwołała swoją wizytę.
Najmądrzejszym, co mi się wydaje, to aby zamiast tych wszystkich odwołanych delegacji, jako reprezentanci przybyli ambasadorzy (siedzący i tak w Polsce) tych zagranicznych państw. Tą metodą, mielibyśmy delegacje ze wszystkich państw, które chciały być obecne na tej uroczystości, ale bez ryzyka, że ktoś z delegatów dołączy do listy ofiar katastrof lotniczych. Największe zagrożenie stanowiłby wtedy tylko atak terrorystyczny.

Dość niedawno ukazał się w sieci ten film, nakkręcony telefonem komórkowym na którym rzekomo Rosjanie dobijają ocalałych z samolotu w lesie koło Smoleńska. Powiedzmy sobie szczerze: Gdyby ten film faktycznie pokazywał takie zdarzenie, to znikąłby z internetu jeszcze szybciej, niż się w nim pojawił. Osoby, które zleciłyby ów zamach zadbałyby o to na pewno.

wtorek, 13 kwietnia 2010

Marzyć sobie...

Kiedyś, za gówniarza marzyłem o zabawkach, potem, za gnojka o tym, żeby przynieść ze szkoły jakiś stopień lepszy niż 2-, potem marzyłem o panienkach, a teraz... teraz mam 3 marzenia, już od paru lat uważam je za konieczne do spełnienia aby stać się szczęśliwym:
  1. Być w stabilnym związku z kobietą, której mogę w 100% ufać i dobrze się z nią dogaduję/będę dogadywał.
  2. Znaleźć grupę ludzi, z którymi będę mógł zrobić wszystko - można powiedzieć, przyjaciół na dobre i na złe.
  3. Mieć stałą, dobrą pracę.
...i to są te rzeczy, o których na starość będę mógł powiedzieć "tak, to dzięki temu czuję się szczęśliwy". Wydawać się może, że to nie wiele, ale dążąc do tego widzę, że to jednak bardzo trudne spełnić te warunki. Są to co by nie patrzeć rzeczy, od których wszystko się zacznie dziać w dużo lepszej atmosferze: Mając stałą kobietę i pracę w końcu kupimy mieszkanie lub zbudujemy dom, gdzie założymy rodzinę, z kolei mając paczkę przyjaciół, z którymi oprócz imprezowania będziemy się wspierać w trudnych momentach można na prawdę wiele osiągnąć. Zwłaszcza, jeśli to z nimi uda się rozkręcić jakiś dobrze prosperujący biznes, tak aby wszyscy z nich, którzy w to weszli byli zadowoleni.
Pojawia się tu również rozróżnicowanie marzeń od zachcianek. Marzenia to osiągnięcia, z których radość rozciągnie się na całe życie. Zachcianki to rzeczy, które chcemy sobie kupić: samochód, komputer, akcje na giełdzie, poimprezowanie. Mogą to być też rzeczy takie, jak np. wyrobienie jakiegoś certyfikatu, który ułatwi znalezienie pracy czy w tej pracy pomoże czy dostanie odpowiedniej oceny w szkole (osiągnięcia inne, banalniejsze niż marzenia). Niekiedy zachcianki sprowadzają się do tego, że dzięki zaspokajaniu ich mamy możliwość spełniania marzeń, kiedy indziej mogą stanąć wręcz na przeszkodzie tego. Dla przykładu, przesadne imprezowanie może się skończyć nałogowym ćpaniem albo chlaniem, a spontaniczne wydatki zrujnować mogą domowy budżet i doprowadzić do zniszczenia własnej rodziny. Z kolei takie zachcianki, jak kupno mieszkania, w którym istnieje możliwość późniejszego zamieszkania z kimś to zachcianka zbliżająca mnie do realizacji marzenia, które wymieniłem na wstępie tego posta jako 1.
Uważam, że nie ma sensu istnieć tylko po to, by czerpać zewsząd przyjemności i radość. Czasem największą przyjemnością i radością jest sprawianie ich komuś innemu, ale widać to dopiero wtedy, gdy ofiarujemy to właściwym osobom.

piątek, 9 kwietnia 2010

O życiu i śmierci. Zwłaszcza o śmierci

Najpewniejsze w życiu jest to, że kiedyś się ono skończy - i to jest niezaprzeczalny fakt. Niestety, niektórzy ludzie umierają niepotrzebnie, inni przez własną głupotę. Istnieją organizacje jak Amnesty International które są przeciwko uśmiercaniu ludzi na wszelkie sposoby, głośno krzyczą o "zabijaniu w majestacie prawa", ale czy zawsze mają rację?
Według mnie w przypadku niektórych przestępstw kara śmierci jest jak najbardziej wskazana, np. zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem. Jednak warunkiem obowiązkowym, aby skazać kogoś na krzesło elektryczne czy wstrzyknięcie trucizny jest pewność, że to ten człowiek a nie ktoś inny popełnił ów czyn niedopuszczalny.
Kompletnie inną sytuacją jest ludzka głupota - oto przykład człowieka, który zginął właśnie z tego powodu (oprócz tego wspomniany w materiale video policjant zmarł w szpitalu).


Pewnie znadją się ludzie, którzy powiedzą a, młody to i głupi był. Otóż gorszą głupotę zrobił człowiek znacznie starszy od niego: żwawy staruszek zmarł na zawał podczas ćwiartowania zwłok zamordowanej wcześniej przez siebie kobiety - wykonał na sobie autowyrok śmierci. Nadaje się jako kandydat do nagrody Darwina.
Wracając do tematu Amnesty International - dlaczego reagują wyłącznie na tzw. "gwałt w imię prawa" a nie mówią nic o zamachach terrorystycznych? przecież tylu ich jesteśmy świadkami, o tak dużej ilości z nich mówią nam media, a organizacje które teoretycznie zajmują się ochroną życia nie mają w tym temacie nic do powiedzenia. Organizatorom ataków na niewinnych ludzi nic nie mówią, ale bronią przestępców skazywanych na śmierć - żałośni ludzie już w zamyśle. Ale niekiedy też potrzebni - pamiętamy przypadek zgwałconej kobiety skazanej na ukamienowanie za zdradę męża (to było w którymś z krajów azjatyckich) - tu uważam, iż sąd wydał niesprawiedliwy wyrok, i ich interwencja była bardzo potrzebna.

sobota, 3 kwietnia 2010

Moskiewskie metro

Nie lada zaskoczeniem była nowina, w której dowiedzieliśmy się o eksplozjach w moskiewskim metrze. Przypomnijmy: Dwa zamachy na dwóch sąsiadujących ze sobą stacjach w godzinach porannego szczytu 29.03.2010. Jeszcze tego samego dnia, pani Krystyna Kurczab-Redlich mówi o tej sytuacji tak:
Okropnie współczujemy moskwianom. Są zakładnikami polityki. Każdy akt terrorystyczny jest rezultatem fatalnej polityki prowadzonej przez Kreml
W 100% zgadzam się z jej wypowiedzią, choć niektórzy mogą dojść do wniosku, że źle ją interpretuję. Nie raz już mówiłem o zbyt agresywnej polityce, jaką prowadzi duet Miedwiediew & Putin. Jednak ja uważałem, iż UE nie będą chcieli robić z nimi więcej interesów jak np. często wspominane gaz i prąd. Tu z kolei mamy akt przemocy, który za brutalną politykę prowadzoną przez ludzi sprawujących władzę odbija się na niewinnych cywilach. Osobiście uważam, że to zajście będzie miało dla Kaukazu gorsze konsekwencje, niż by tego chcieli - już doszło w Rosji do przemocy pod adresem kilku osób o kaukaskim wyglądzie. Przez głupotę władców dwóch państw rośnie wzajemna nienawiść ich narodów do siebie, i cierpią ludzie, którzy nie są niczemu winni. Metoda "jak Kuba bogu, tak bóg Kubańczykom" pociągnie za sobą setki niepotrzebnych ofiar. Jeśli ludzie z Kaukazu chcą osiągnąć jakiś konkretny efekt swoich zamachów, powinni je przeprowadzać bezpośrednio na władzy spoczywającej wygodnie w Kremlu - tak jak zaczęła to robić rosyjska strona: mieć na celu przede wszystkim górne sfery hierarchii, a nie osoby postronne (ponoć jedną z zamachowczyń z metra była wdowa po "Emirze Dagestanu").
Najbardziej martwiącym jest fakt, że jeśli obie strony nie dojdą do pokojowego porozumienia (a sytuacja nie wskazuje, by do tego doszło w najbliższym czasie) to obie strony działające w tym sporze będą włączać w to kolejnych "sprzymierzeńców", co tylko zwiększy liczbę ofiar, nie wnosząc przy tym nic mądrego ani dobrego do zaistniałej sytuacji.
Obecny papież może mieć to w dupie, ale nasz Papież z pewnością potępiłby te zamachy, i być może też zauważyłby ich przyczynę w działaniach rosyjskiego rządu. Ja uważam, że obie strony robią źle, a zwłaszcza Kaukaz, włączając w konflikt tak wiele niepotrzebnych ofiar, ale o tym już tutaj mówiłem.

środa, 24 marca 2010

Empatia i prawa zwierząt

Wiele już osób słyszało o organizacji pt. "Empatia" - rzeczy związane z ochroną praw zwierząt etc., ale pozastanawiajmy się chwileczkę nad niektórymi docelowymi odbiorcami takich akcji: Jeśli widzisz na swojej ulicy grupę bezdomnych psów tłukących się na ulicy i niejednokrotnie atakujących przechodniów (a hycel rozkłada ręce bo w schronisku nie ma miejsca), to czy nie jest bezpieczniej dla ludzi itp. uśpić lub jeśli się nie da inaczej, to w ostateczności wybić je?
Naświetlę moje poglądy dotyczące praw zwierząt:
  1. Zwierzęta mają prawo do życia o ile nie zagrażają człowiekowi lub ich obecność nie powoduje poważnego uszkodzenia populacji innego gatunku (można je próbować przetransportować w inne miejsce)
  2. Kłusownictwo powinno być zakazane
  3. Zwierzęta hodowlane i laboratoryjne powinny być wykorzystywane zgodnie ze swoim przeznaczeniem, np. na mięso i inne przetwory mniej lub bardziej naturalne
  4. Produkcja futer z dzikiej zwierzyny powinna być karalna
  5. Zwierzęta w zoo i w domach powinny być traktowane z należytą im godnością, a nie jak niewolnicy
Prawie codziennie widzę przez okna własnego domu psy gryzące się na ulicy, i bardzo często bywa tak, że moja matka idąc do którejś ze swoich sióstr a moich ciotek prosi mnie, abym przeszedł się z nią kawałek w obawie, że któryś z tych psów ich zaatakuje. Z tego powodu złoszczę się, jak widzę, że ktoś te psy dokarmia. Jeśli też karmisz bezdomne psy, to już lepiej zabierz je do swojego domu i tam je karm, będą w tedy twoje i nikomu nie będą zagrażały, poza tym dostaną wtedy dom i odpowiednią opiekę, więc wyjdzie to i im, i okolicznym mieszkańcom na zdrowie. A jeśli sam/sama się ich boisz, lub z jakiegoś powodu nie chcesz się nimi zajmować, to nie zajmuj się nimi w 100% i ich po prostu nie karm.
Kłusownictwo powinno być zakazane, gdyż przez nie bezpowrotnie giną gatunki, które są przeważnie charakterystyczne dla tylko jednego rejonu (np. ptaki Moa, tarpany).
Co do zwierząt hodowlanych, to znamy przypadki wypuszczania karpia do Wisły w wigilię świąt bożego narodzenia. Bez sensu - karp hodowlany nie będzie w stanie znaleźć sobie pożywienia na wolności i padnie z głodu. Co innego zabijać dzikie gatunki zwierząt, aby pozyskiwać z nich mięso (gołąb wędrowny, będący prawdopodobnie inspiracją dla Hitchcock'a, gdyż poruszał się w nawet milionowych stadach potrafiących zasłonić niebo na przestrzeni kilkudziesięciu kilometrów), ale to powinno się dziać pod kontrolą, aby nie wyniszczyć gatunku.
Zwierzęta, które są zabijane podczas polowań, aby pozyskać ich futra... obrazek znanego plakatu po lewej mówi chyba wszystko na ten temat. To samo tyczy się sprawy wypraw po kość słoniową. Może resztki zwierząt nie powinny być gratisem do zakupowanego towaru (handlu tymi materiałami się nie wytępi, jest to jakby zabronić przeklinać uczniom w szkołach czy walczyć z wiatrakami) ale nie widzę nic złego w załączaniu fotografii takich jak ta i statystyk podających konsekwencje takich poczynań. Uważam, iż jest to nawet potrzebne, ale to coś w rodzaju napisów "Palenie zabija" na paczkach papierosów.
Niestety dość często się zdarza, że zwierzę, które było trzymane w domu zostaje przywiązane przez właściciela do drzewa, co się zdarza dość często np. gdy rodzice kupią dziecku psa i po jakimś czasie pies się dziecku znudzi. Szczyt nieodpowiedzialności. Podobne sytuacje mają miejsce, gdy rodzina wyjeżdża na wczasy - zawsze jest ktoś, kto może choć w minimalnym stopniu zająć się zwierzęciem.

Ciekawym tematem dot. wymierania zwierząt jest kryptozoologia, ale to kompletnie inna bajka niż prawa zwierząt więc nie będę jej teraz poruszał.

czwartek, 11 marca 2010

Aborcja i jej legalizacja

Kto słyszał o przypadkach znanych w mediach, gdzie np. ciąża jest wynikiem gwałtu, lub poród może spowodować bardzo poważny uszczerbek na zdrowiu matki (np. Alicja Tysiąc) ma na pewno wyrobione zdanie na ten temat. Chcąc napisać tego posta, muszę jednak trochę zamieszać w opiniach. Uważam, że prawo do aborcji powinny mieć kobiety w następujących przypadkach:
  1. Ciąża jest wynikiem gwałtu stwierdzonego na drodze sądowej
  2. Poród może zagrażać zdrowiu lub życiu matki
  3. Przed urodzeniem stwierdzono, że dziecko może mieć bardzo poważne problemy zdrowotne (np. zespół Pataua lub inne, przez które będzie problem z utrzymaniem go przy życiu po urodzeniu)
Tak, pisałem o tym już w pierwszych słowach tego posta, i uważam, ze w tych przypadkach kobieta będąca w ciąży powinna mieć prawo do aborcji. Nie bez powodu wytłuściłem te słowa: Prawo nie jest równe obowiązkowi. To matka powinna decydować, czy chce urodzić dziecko i je później wychowywać, czy oddać do adopcji lub domu dziecka, albo dokonać aborcji przed porodem. Pod warunkiem, że spełnia jeden z powyższych warunków. Prawa do aborcji nie powinny mieć np. małolaty, które upiły się na imprezie i zaliczyły wpadkę. Owszem, alkohol jest dla ludzi, ale wszystko z umiarem, gdyż za co jak za co, ale za własną głupotę powinno się ponosić konsekwencje. Jeśli ktoś ma co do tego wątpliwości, niech zapyta znajomych (o ile jeszcze nie wie) o zabawę znaną pod nazwami "Gwiazda" albo "Słoneczko". Ale stawiam za warunek również jedną rzecz: kobieta, która dostała prawo do aborcji z powodu zagrożenia zdrowia i później jeszcze raz zaszła w ciążę, a jej stan zdrowia w dalszym ciągu jest nieodpowiedni do podjęcia porodu nie powinna dostać prawa do aborcji. I to z tego samego powodu co pijane dzieci: to już jest głupota tej kobiety, która przecież zdaje sobie sprawę, że nie powinna zachodzić w ciążę bo poród jest dla niej ryzykowny. To już byłoby igranie z prawem (o ile w ogóle taka ustawa zostałaby dopuszczona).
Nie bez powodu również zamieściłem tutaj zdjęcia płodów - pierwsze zdjęcie prezentuje żywy, zdrowy płód, natomiast drugie to resztki płodu po aborcji. Jeśli trafi się tu ktoś, kto jest stanowczo za aborcją, bez względu na okoliczności, niech sobie uświadomi, że zanim zaczął, to sam mógł skończyć tak jak ten mały człowieczek na drugim zdjęciu. Moi drodzy, zdaję sobie sprawę, że jest to przykre, ale pewna część z Was to właśnie wpadki rodziców z ostro zakrapianych imprez. Zastanówcie się 5 razy, zanim coś powiecie w tym temacie.
Punkt 3. dodaję to tego posta po rozmowie z koleżanką z pracy, która nasunęła mi tę myśl. Proponuję sprawdzić w Wikipedii, czym są aberracje chromosomowe. Nie mówię o takich stosunkowo delikatnych problemach jak zespół Downa, zespół Superfemale czy zespół Klinefeltera, ale o takich jak zespół Pataua. Zamieszczam zdjęcie i odnośnik.