piątek, 3 grudnia 2010

Obraz bez kabla

Ostatnio pisałem o zbliżającej się śmierci Symbiana, dziś widzę, jak wymierają kolejne standardy transmisji obrazu: Sam jestem użytkownikiem monitora z podejściem VGA, zastąpionym przez D-Sub, wypieranym, ale też częściowo współżyjącym z HDMI, a z kolei oba te standardy wkrótce zostaną wygryzione przez DisplayPort.
Teraz już pojawia się pomysł, na przekazywanie obrazu komputer-monitor bezprzewodowo. I tu ciekawi mnie kilka rzeczy:
  1. Jak to się ma do "słuchaczy fal radiowych", którzy obecnie wykradają nam dane z bezprzewodowych klawiatur i słuchawek? Czy oprócz przechwytywania naszych rozmów na komunikatorach, przez telefony i haseł do kont bankowych, pocztowych i społecznościowych okoliczni hakerzy będą mogli również podglądać faktury które mamy zapisane na pendrive'ach i korzystamy z nich bez udziału internetu?
  2. Jak podłączyć pierwszy bezprzewodowy monitor do komputera, który nie ma możliwości podłączenia innego (lub tego) monitora po kablu?
  3. Po co tak na prawdę w stacjonarnym komputerze bezprzewodowe połączenie z monitorem, który i tak będzie potrzebował połączenia po kablu do sieci 230V?
  4. Nie wiem jak reszta świata, ale nawet jeśli to miałoby własne zasilanie, to zamiast łazić po domu z monitorem, myszką i klawiaturą wolę wziąć laptopa ☺

poniedziałek, 29 listopada 2010

Symbian umiera

Fundacja Symbian, której nazwa nie bez powodu kojarzy się wielu użytkownikom Nokii z ich telefonami, ma bardzo poważne szanse zamknąć swoją działalność w niedługim czasie. Faktem jest, że jest to pierwszy w światowej telekomunikacji ustandaryzowany system operacyjny, okrzyknięty przez niektórych "Ojcem mobilnych systemów operacyjnych", i jest to bardzo obszerna karta w historii technologii informatycznych, ale... czy na prawdę mamy czego żałować?
Jako były serwisant telefonów komórkowych mam wyrobione zdanie o tym systemie: nie ma nic bardziej awaryjnego, niż Symbian, i wszystkie jego wersje starsze niż 9.2 miały bardzo poważną wadę: otóż pewien Czech, oczywiście informatyk, napisał program dla telefonów komórkowych obsługujących Javę MIDP 1.0 i nowszą, który pozwalał na włączenie w tych telefonach bluetooth'a przez niego samego. Nie mam pojęcia, jak to jest możliwe, ale gdybym nie zobaczył, to bym nie uwierzył. Ów człowiek ponoć bardzo dobrze skończył, gdyż rzekomo dostał ofertę pracy w Symbian Ltd., w zamian za co nie miał wytoczonego procesu sądowego, ale musiał zaprzestać dystrybucji tego oprogramowania. Późniejsze przeboje związane z tym systemem operacyjnym biorą się głównie z przyczyn Nokii: źle dobrana moc obliczeniowa procesora w stosunku do oprogramowania i reszty sprzętu (ostatni świetny przykład - N8).
Nie dziwi więc, że Nokia zaprosiła do współpracy Intela, z którym pracują nad MeeGo. Może pomoże to uniknąć takich problemów i Nokia wróci na tron króla producentów telefonów komórkowych, o który tak często kłóci się z Samsungiem i koncernem Sony-Ericsson, mając coraz bliżej pleców jednocześnie LG i HTC. Z drugiej jednak strony, nie jest wykluczone, że owe problemy ze sprzętem Nokii pozostaną - przypomnijmy coś o Nokia Booklet 3G (netbook): kto stawia na kompie z Atomem 1,66GHz i z 1GB RAM'u Windows 7 Home Premium? Jak Home Basic nie będzie się mulił, to będzie cud technologiczny!
Dodam jeszcze do tego wszystkiego, że gdy Symbian przestanie być produkowany pojawią się utrudnienia z supportem czegokolwiek na niego i problemy z naprawą błędnego oprogramowania.
A więc mówiąc krótko, większość dzieci przeżywa swoich ojców, tak więc czas teraz na śmierć Symbiana... Nareszcie.

niedziela, 28 listopada 2010

Po co USA miesza się w sprawy między Koreami?

Nudząc się podczas okna na uczelni doczytałem się, że USA będzie czynnie uczestniczyć w konflikcie między Koreą Północną a Południową - stojąc po stronie tej drugiej. Zastanawia mnie to wielce, jak to jest, że Barack Obama dostał Nagrodę Nobla w dziedzinie działania na rzecz pokoju na świecie, mieszając się jednocześnie w każdy konflikt zbrojny na świecie, który nie dotyczy Rosji (jest to zapewne wynikiem spotkania Miedwiediew - Obama na początku kończącego się już roku).
Chińczycy, z uwagi na bezpośrednie sąsiedztwo lądowe z z Koreą Płn. i dostęp do morza żółtego zgłaszają obawy, czy im też się nie oberwie - nic dziwnego, tak porywczej i nieobliczalnej władzy jak Korea Płn. trudno szukać na świecie. Są oni jednak uspokajani przez władze amerykańskie. Ale nie mówi to nic, o poczynaniach Korei południowej. Po wydarzeniach sprzed paru lat, kiedy to doszło do osiągnięcia względnego spokoju pomiędzy Koreami (niektórzy pewnie pamiętają ten piękny, symboliczny obrazek, dwoje dzieci na granicy daje sobie kwiaty) mamy kolejny, zbrojny i według mnie niepotrzebny konflikt, zaczęty przez Koreańczyków z północy, którzy i tak ze względu na zaawansowanie technologiczne nie mają zbyt dużych szans na wygranie go.
Ech... po co to wszystko? przecież mogłoby być tak pięknie... Idealne podsumowanie ujmują Fenomen w "Ludzie przeciwko ludziom"

PS. Biorąc pod uwagę, że jest to Hip-Hop który mi się podoba, świadczy to o tym, że piosenka jest dobra, ale martwi mnie w niej tylko to, że od jej powstania minęło już ok. 10 lat, a ona nadal jest aktualna.

sobota, 27 listopada 2010

Przemyt po meksykańsku

Jak donosi wp.pl, na przejściu granicznym w Meksykańskiej Tijuanie znaleziono 2 tunele, prowadzące do stanu Karolina w USA. W pierwszym znaleziono 30 ton marihuany, w drugim o połowę mniej. Drugi tunel ponoć był wyposażony jeszcze w kolejkę i szyby wentylacyjne. Jedno mnie tylko w tym zastanawia: Jak to jest możliwe, że nikt wcześniej nie zauważył budowy tych inwestycji?

poniedziałek, 22 listopada 2010

O relacjach damsko-męskich i vice versa ♂ ♀

Jestem zwolennikiem pewnej myśli, którą dziś odnalazłem na demotywatorach ujętą w obrazek i podpis:Jakże bardzo bolesnym dla mnie jest jest fakt, że tyle kobiet nie zdaje sobie z tego sprawy... Albo jednak im po prostu nie zależy :(

środa, 17 listopada 2010

"Requiem dla snu"

Ten demotywator okazał się być dla mnie motywatorem do obejrzenia Requiem for a dream. Zgadzam się w 100% z jego autorem - ów film daje takiego kopa w mózg, że patrzę się teraz na ćpanie z jeszcze większym obrzydzeniem, niż do tej pory.
Film sam w sobie można traktować jako ostrzeżenie zarówno przed różnego rodzaju pixami czy czymkolwiek takim (zwłaszcza przed braniem w żyłę - zob. obrazek powyżej), ale też przed lekami teoretycznie dopuszczonymi do sprzedaży w aptekach. Najciekawsze dla mnie jest to, kto zauważył pierwszy działanie leków.
Polecam szczerze każdemu obejrzenie tego filmu. Jest to tzw. terapia szokowa, ale bardzo skuteczna.

poniedziałek, 18 października 2010

In vitro vs. nauka Kościoła v.2

Doszło, do czego doszło: w końcu ktoś się opowiedział za in vitro. Jak już wspominałem tu dużo wcześniej, jestem bardziej za tą metodą zapłodnienia, niż za kościołem. Modlenie o zdrowie się nic nie da, jeśli nie będzie postępu w nauce, a przecież za kilka lat może się okazać, że w obumierających embrionach z nieudanych zapłodnień tą metodą wytwarza się substancja stanowiąca w określonej dawce lekarstwo na nieuleczalne obecnie choroby. To, że kościół wiele ogranicza swoimi narzuceniami (in vitro jest dowodem na to, że życie może być stworzone sztucznym zapłodnieniem, "nie po bożemu") jest widoczne w historii: średniowiecze to okres, w którym świat zacofał się o dobre 800 lat, nie było żadnych postępów naukowych, bo inteligencja była uważana za heretyków, i gigantyczna część wiedzy zdobytej przez cywilizację do tego czasu przepadła. Tą metodą będziemy musieli dochodzić do wielu tych osiągnięć od zera, z uwzględnieniem oczywiście faktu, że ktoś już to zrobił. Możliwe, że w gronie noblistów znajdują się ludzie, którzy tylko odświeżyli wynalazki sprzed tych kilkunastu wieków.
Dodając jeszcze do tego ostatnie wydarzenia z krzyżem pod pałacem prezydenckim dochodzę do wniosku, że kler spowodował zaciemnienie naszego Narodu do takiego stopnia, że sam sobie nie potrafi dać z tym rady (moherowe berety rzucające kurwami w księży doskonale o tym świadczą).

Owszem, jest to po części wina straży miejskiej, że ci ludzie zostali pobici, ale ile rencistów teoretycznie nie zdolnych do pracy tam się tłukło z nimi i przestawiało barierki (które, wierzcie mi bądź nie - w cale nie jest tak łatwo ruszyć) trudno zgadnąć. Jestem za tym, by takim dokładnie awanturnikom odebrać renty i wysłać do pracy, bo siłę mają.
Wracając do pierwotnego tematu tego posta, uważam, że kościół nie powinien grozić władzom z absolutnie żadnego powodu, a cały ten konkordat bardziej komukolwiek przeszkadza niż pomaga. Zgadzam się z prof. Pawłem Łukówem oraz z ludźmi wypowiadającymi się w tym materiale video. Jeśli komuś ma to dać możliwość założenia później normalnej rodziny - jestem za!
Pamiętajmy jednak jeszcze o umiarze: Metoda in vitro po tuningu może pozwolić na projektowanie sobie dzieci niczym gra w simsy. I tu już kończy się według mnie granica etyczności: sens to będzie miało, jeśli np. będziemy chcieli, by nasze dzieci nie chorowały na choroby przenoszone przez geny (jak się przed chwilą dowiedziałem, jest to realne) ale jak wspomniałem, jest to już na granicy mojej własnej moralności. Nie chciałbym wiedzieć już teraz, jak dokładnie będą wyglądać moje dzieci jak będą miały po 25 lat, ani regulować w ten sposób ich charaktery.