Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komputeryzacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komputeryzacja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 kwietnia 2011

Szary post...

...opisujący zwykłą rzecz, jaką wiele razy wiele osób robiło.
Jak większość studentów mieszkających w Wołominie, tak i ja dojeżdżam do Warszawy do szkoły. Mniejsza już o samą szkołę. Przeważnie moja droga do szkoły zaczyna się o 6:30, lecz dziś zaczęła się o dwie minuty później, co poskutkowało widokiem odjeżdżającego pociągu z odległości 150m. Pociąg jadący oczywiście do Dworca Wileńskiego, prawdopodobnie jedynego na świecie kompleksu centrum handlowego ze stacją kolejową.
Jadąc zazwyczaj o 6:44 spod tzw. szubienicy (tj. ze stacji PKP Wołomin) docierałem do szkoły na Ursynowie w godzinę - metro okazuje się być bardzo dogodnym środkiem transportu. W dodatku, bardzo często trafiałem w pociągach znajomych z czasów liceum i gimnazjum.
Dziś jednak wyszło, jak wyszło, pospałem trochę dłużej, i skorzystałem z alternatywnej linii: do Warszawy Zachodniej. I w cale nie wyszedłem na tym dużo gorzej.
Przypomniałem sobie, że niegdyś ściągnąłem sobie na telefon mapę linii kolejowych okręgu warszawskiego - wsparcie 250kb obrazka okazało się wprost nieocenione w tej sytuacji. Ogólnie chwalę sobie możliwości mojej Motoroli, gdyż nieraz bezczynne minuty czekania uprzyjemniam sobie czytając na nim książki, o czym już wzmiankę nawet zrobiłem. Tak też było dziś w pociągu: "Ogród bestii" Jeffery'ego Deaver'a złagodził mój niepokój, że się zgubię (jak się później okazało - nieuzasadniony). Jadąc prawie pustym pociągiem ponad pół godziny przeczytałem ładny kawałek owego ebooka, kontrolując na każdej stacji, gdzie jestem i porównując to co jakiś czas z posiadaną mapą. Mijając Dworzec Wschodni wspomniałem, jak dwa lata temu odprowadzałem tam troje znajomych jadących na wczasy, którzy do ostatniej chwili namawiali mnie, bym pojechał z nimi. Gdy już dojechałem na Śródmieście, wyszedłem z odoru niewietrzonego i nieklimatyzowanego pociągu z zablokowanymi oknami w smród szczyn i nie wiadomo czego jeszcze na peronie, doszedłem do wniosku, że plugawe powietrze centrum najważniejszej metropolii w Polsce nie jest jeszcze takie najgorsze, a wręcz błogosławione.
Niedługo po wyjściu na powierzchnię pojawiła się u mnie potrzeba zapalenia papierosa, co też uczyniłem, i z tym towarzyszem prawie dotarłem do metra. Jak zwykle pod pałacem kultury trafia się palacz-sęp, ale tym razem trochę dziwny: dwóch, prawdopodobnie nie znających się ludzi rozmawiających (na szczęście w kulturalny sposób) o wyglądzie jednego z nich, mianowicie o podobieństwie do Macieja Miecznikowskiego. Faktycznie, trochę podobny, pomyślałem, i zapytany później o to nawet to powiedziałem, ale w sumie co mnie to obchodzi.
Choć nie korzystam z reguły ze stacji PKP Śródmieście, to bez problemu trafiłem do metra, gdzie pojawił się mój odwieczny problem dotyczący stacji Centrum: zjechałem na nie ten peron, co potrzeba (szkoda, że ta stacja nie jest tak zorganizowana jak wszystkie pozostałe). Eh... cóż, kolejny pociąg mi dziś uciekł, ale jestem przyzwyczajony, że tu mi się to zdarza. Jak widać umiem z tym żyć.
W metrze to już standard: dojechałem do stacji Stokłosy, skąd do mojej szkoły jest 150m. Gdy spojrzałem na budynek uczelni naszedł mnie odruch zerknięcia na zegarek. Była 8:10, czyli pierwszy wykład powinien się już zacząć. Jako że nie mam również pamięci do numerów sal, w których mam zajęcia napisałem po drodze sms do kolegi z zapytaniem właśnie o miejsce zajęć. Gdy dotarłem na salę, okazało się, że nie tylko ja przysnąłem... byłem dziesiątą osobą, wliczając w to profesora, który stwierdził, że lepiej poczekać, aż ktoś jeszcze dojdzie.
Moje spóźnienie było po prostu nieodczuwalne, poza tym, że sprawdziłem alternatywę trasy dojazdu do szkoły.

piątek, 18 marca 2011

Angry Birds

Choć graczem nie jestem, to jednak ta gra mnie wkręciła nie tylko dlatego, że słyszałem o niej wcześniej, i... nie wypuszczała przez dość długi czas. Otóż Angry Birds to gra produkcji skandynawskiej korporacji programistycznej o wdzięcznej nazwie Rovio, w której to grze dowodzimy grupą kolorowych ptaków mających na celu odzyskanie skradzionych przez zielone świnie jaj. Ci, którzy nie słyszeli jeszcze o tej grze, lub wiedzą o niej mało, pewnie się ubawili przy czytaniu poprzedniego zdania. W sumie nie dziwne, bo fabuła jest zwyczajnie komiksowa.
Wielu maniaków gier flash kojarzy zapewne Zamkową katapultę. Gra była na tyle popularna, że wyszła jej druga część, według mnie zdecydowanie ciekawsza, i podejrzewam, że mogła nawet być prekursorem Angry Birds. Wściekłe Ptaki same w sobie pojawiły się najpierw na platformę dla iOS (iPod Touch, iPhone), później na Androida (gdzie zdobyła największą popularność), Maemo, Symbiana, PSP, Palm Web OS, a na samym końcu na systemy stacjonarne typu PC i Playstation. Ja dorwałem wersję na Androida.
Fabuła gry jest taka: Świnie ukradły z gniazda ptasie jaka, więc te ptasie móżdżki, zamiast wziąć się za produkcję kolejnego zestawu, wolą odzyskać tamte, żywiąc cały czas nadzieję, że nie zostały jeszcze zjedzone. Przykład zaciągnięty chyba z iPhone'a:
Tu mamy 5 pierwszych poziomów. Co jakiś czas dochodzą nowe, i nie jestem w stanie określić, ile ich jest w chwili obecnej, ale mając jeszcze na uwadze aplikację Angry Birds Seasons (Walentynki, Boże Narodzenie, Halloween, Zielone Świątki, etc... logika i fizyka są te same, ale mamy do dyspozycji nowe poziomy stworzone na konkretne święta) można się spodziewać ok. 170-200.
Do dyspozycji mamy kilka ptaków:
  1. Czerwony, podstawowy, którego możliwości oglądaliśmy przed chwilą.
  2. Trójkątny żółty, który po wypuszczeniu i ponownym dotknięciu ekranu spłaszcza parabolę swojego lotu, przyspiesza i dobrze przecina żółte (prawdopodobnie drewniane) klocki i słupki.
  3. Mały niebieski, który po wypuszczeniu i ponownym dotknięciu ekranu dzieli się na 3 (WTF? minus za brak realizmu w tak wybitnym stopniu, przecież ptaki nie rozmnażają się w locie) i świetnie nadaje się przeciwko niebieskim klockom i bloczkom (zdają się być szklane).
  4. Czarny, przypominający bombę i jak bomba się zachowujący: po uderzeniu w kamienny (szary) słupek lub bloczek niszczy go doszczętnie, jak również 2 lub 3 znajdujące się za nim, na końcu wybucha. Nie bez powodu na obrazku obok nazwany został jako kamikadze.
  5. Biały, który z uwagi na swoją zawartość przypomina kształtem jajko. Tu właśnie pojawia się według mnie pewien absurd, ponieważ ptak ten zrzuca jajko jako bombę, a następnie zmienia trajektoria swojego lotu (a przecież o jajka im chodziło!).
  6. Zielony tukan, który po otwarciu dzioba zachowuje się jak bumerang, zastosowanie ma podobne co żółty, ale służy do uderzeń od tyłu konstrukcji.
  7. Pojawiają się też większe ptaki, które mają zastosowania takie same, co ich mniejsi koledzy o tych samych kolorach, ale zdecydowanie większą moc.
Gracz nie ma możliwości wyboru ptaków przed rozpoczęciem gry, ani w trakcie jej trwania. Ptaki są dobrane raz na zawsze do określonego poziomu, i trzeba się z tym pogodzić. Jeśli po wystrzeleniu ptaka z procy po lewej stronie nie dotkniemy ekranu, nie użyjemy jego dodatkowej właściwości, i będzie miał taką samą funkcję, co czerwony, czyli jeśli konstrukcja się nie przewróci, to niewiele się stanie.
Celem każdego poziomu jest usunięcie wszystkich zielonych świń na planszy. Konstrukcja sama w sobie może zostać nietknięta, o ile pozdychają te świnie (nie umierają ze starości).
Ciekawostką jest nowa część gry o nazwie Angry Birds Rio. Jest to sposób na promocję filmu animowanego o tym właśnie tytule, opowiadającego o ptakach właśnie. Trailer gry:
Poza tym, istnieje również możliwość zrobienia sobie tortu urodzinowego z Wściekłymi Ptakami w roli głównej, w tzw. "Real3D". Ot i właśnie:

piątek, 3 grudnia 2010

Obraz bez kabla

Ostatnio pisałem o zbliżającej się śmierci Symbiana, dziś widzę, jak wymierają kolejne standardy transmisji obrazu: Sam jestem użytkownikiem monitora z podejściem VGA, zastąpionym przez D-Sub, wypieranym, ale też częściowo współżyjącym z HDMI, a z kolei oba te standardy wkrótce zostaną wygryzione przez DisplayPort.
Teraz już pojawia się pomysł, na przekazywanie obrazu komputer-monitor bezprzewodowo. I tu ciekawi mnie kilka rzeczy:
  1. Jak to się ma do "słuchaczy fal radiowych", którzy obecnie wykradają nam dane z bezprzewodowych klawiatur i słuchawek? Czy oprócz przechwytywania naszych rozmów na komunikatorach, przez telefony i haseł do kont bankowych, pocztowych i społecznościowych okoliczni hakerzy będą mogli również podglądać faktury które mamy zapisane na pendrive'ach i korzystamy z nich bez udziału internetu?
  2. Jak podłączyć pierwszy bezprzewodowy monitor do komputera, który nie ma możliwości podłączenia innego (lub tego) monitora po kablu?
  3. Po co tak na prawdę w stacjonarnym komputerze bezprzewodowe połączenie z monitorem, który i tak będzie potrzebował połączenia po kablu do sieci 230V?
  4. Nie wiem jak reszta świata, ale nawet jeśli to miałoby własne zasilanie, to zamiast łazić po domu z monitorem, myszką i klawiaturą wolę wziąć laptopa ☺

poniedziałek, 29 listopada 2010

Symbian umiera

Fundacja Symbian, której nazwa nie bez powodu kojarzy się wielu użytkownikom Nokii z ich telefonami, ma bardzo poważne szanse zamknąć swoją działalność w niedługim czasie. Faktem jest, że jest to pierwszy w światowej telekomunikacji ustandaryzowany system operacyjny, okrzyknięty przez niektórych "Ojcem mobilnych systemów operacyjnych", i jest to bardzo obszerna karta w historii technologii informatycznych, ale... czy na prawdę mamy czego żałować?
Jako były serwisant telefonów komórkowych mam wyrobione zdanie o tym systemie: nie ma nic bardziej awaryjnego, niż Symbian, i wszystkie jego wersje starsze niż 9.2 miały bardzo poważną wadę: otóż pewien Czech, oczywiście informatyk, napisał program dla telefonów komórkowych obsługujących Javę MIDP 1.0 i nowszą, który pozwalał na włączenie w tych telefonach bluetooth'a przez niego samego. Nie mam pojęcia, jak to jest możliwe, ale gdybym nie zobaczył, to bym nie uwierzył. Ów człowiek ponoć bardzo dobrze skończył, gdyż rzekomo dostał ofertę pracy w Symbian Ltd., w zamian za co nie miał wytoczonego procesu sądowego, ale musiał zaprzestać dystrybucji tego oprogramowania. Późniejsze przeboje związane z tym systemem operacyjnym biorą się głównie z przyczyn Nokii: źle dobrana moc obliczeniowa procesora w stosunku do oprogramowania i reszty sprzętu (ostatni świetny przykład - N8).
Nie dziwi więc, że Nokia zaprosiła do współpracy Intela, z którym pracują nad MeeGo. Może pomoże to uniknąć takich problemów i Nokia wróci na tron króla producentów telefonów komórkowych, o który tak często kłóci się z Samsungiem i koncernem Sony-Ericsson, mając coraz bliżej pleców jednocześnie LG i HTC. Z drugiej jednak strony, nie jest wykluczone, że owe problemy ze sprzętem Nokii pozostaną - przypomnijmy coś o Nokia Booklet 3G (netbook): kto stawia na kompie z Atomem 1,66GHz i z 1GB RAM'u Windows 7 Home Premium? Jak Home Basic nie będzie się mulił, to będzie cud technologiczny!
Dodam jeszcze do tego wszystkiego, że gdy Symbian przestanie być produkowany pojawią się utrudnienia z supportem czegokolwiek na niego i problemy z naprawą błędnego oprogramowania.
A więc mówiąc krótko, większość dzieci przeżywa swoich ojców, tak więc czas teraz na śmierć Symbiana... Nareszcie.

piątek, 20 sierpnia 2010

Konsole do grania... ?

Jakim niesamowitym bajerem była w latach '90 konsolka Sony PlayStation u kumpla w domu! Sam już nie wiem, ile godzin spędziliśmy z padami w dłoniach, ale wiem, że mój "towarzysz Gierek" do tej pory ową konsolkę jeszcze trzyma. Ech, sentymenty. Sam za szczenięcych lat miałem w domu bazarowego pegasusa, którego mój ojciec wyciągnął gdzieś z demobilu, ale niestety nie wiem, gdzie go teraz mam. Contra, to był przebój! a następne w kolejce Super Mario Bros.

Miałem do tej konsolki jeszcze dwa pady, które udawały kształtem pady z PS, ale miały 6 innych przycisków w miejscu [O], [X], [Δ] i [□], które obsługiwał pegasus, w imię czego nie było przycisków [L1], [L2], [R1] oraz [R2] (no cóż, taka to była konsola).
Później pojawiły się jeszcze Nintendo Gameboy, Nokia N-Gage, potem był jeszcze Nintendo Gameboy Advance, a dopiero później pojawiło się Sony PSP, ale porównywanie tych "gadżetów" do siebie, to jak porównywanie Odry do kompa z Win95 - nie lada przełom.

Na chwilę obecną, kiedy to Nintendo odpuściło z NES'ami pod wpływem konkurencji z Sony'ego i Microsoftu mamy kilka konsol stacjonarnych, wszystkie wyposażone w Bluetooth i bezprzewodowe kontrolery (już nie same pady):
  1. Sony Playstation 3
  2. Microsoft XBox360
  3. Nintendo Wii

Ale jak owe kontrolery się sprawują, bywa różnie. Oto przed nami filmik o nowym kontrolerze do Xbox'a 360.
Kinect, bo tak nazywa się ów kontroler, wisi na ścianie pod wyświetlaczem, i działa na zasadzie rozpoznawania położenia i ruchów kończyn gracza i przenoszenia ich na postać w grze. Ten, jak widać - wkurzył się;) Podobało mi się jeszcze, jak na demonstracji Wii bawiłem się kontrolerem - tak, jak nim machnąłem, tak postać machnęła mieczem - świetna zabawa. Czasem pojawiam się też u innego koleżki, który zainwestował w PS3, i narzeka, że nie stać go na gry. Mogę go pocieszyć, że znalazła się metoda, jak w końcu uruchamiać na tym piraty.
Jednak, jak przystało na człowieka, który z komputerami ma do czynienia odkąd pamięta, że żyje, nie zapomnę gier na komputer ZX Spectrum, czyli pierwszy komputer, jaki miałem w domu, i przez długie lata jedyny w okolicy. Transformers, Pacman, Tetris... Heh joystick do tego komputera miał tylko 1 przycisk (fizycznie były 4, ale w środku były zwarte) i możliwość określania kierunków. Można było grać jeszcze na klawiaturze, strzałki zawsze wypadały na klawiszach[5], [6], [7], [8] (odpowiednio ← ↓ ↑ →, i w większości gier nie dawało się ich przeprogramować!). Grafika z max. 8 kolorami, 2D... niezapomniane mam wrażenia, jak grałem w coś na styl wyścigów motocyklowych - poklatkowo zbliżały się wszystkie elementy na trasie, razem z przeciwnikami, tekstury się zmieniały na większe i inaczej ustawione, a sam motor miał 4 pozycje, w których mógł się znaleźć: jadąc prosto, był pionowo, skręcając wychylał się w odpowiednią stronę (2 klatki w animacji), i wypieprzony na glebę (również 2 klatki w animacji), co z powodzeniem udawało wtedy 3D!
Na chwilę obecną, jeśli miałbym wydawać pieniądze na jakąkolwiek konsolę do gry, to wolałbym za to kupić komputer, na którym można zrobić dużo więcej, bo po upływie tylu lat gry przestały mnie aż tak interesować - wolę się przejść z kimś gdzieś, zrobić coś i wrócić stamtąd, albo po prostu iść spać, ale przyznać muszę, że sprzęt komputerowy dla graczy robi na mnie duże wrażenie (np. używam myszy Roccat Kova).

poniedziałek, 26 lipca 2010

Synaptics i ich wynalazki

Firma Synaptics znana jest powszechnie z produkowania sterowników do urządzeń typu touchpad, czyli laptopowych odpowiedników komputerowych myszek. Ostatnimi czasy pojawiać się zaczęły touchpady z technologią multitouch, co jest w pewnym stopniu zasługą właśnie ich. Wyjaśnijmy sobie najpierw, czym jest wspomniana technologia multitouch: jest to wzbogacenie funkcjonalności powierzchni dotykowych takich jak wyświetlacze czy touchpady o obsługę 2 i więcej palców. Stąd np. wiemy, że iPhone ma wyświetlacz multitouch, bo gdy powiększamy na nim obrazek robimy to 2 palcami, dotykając nimi jego wyświetlacza na środku i rozsuwając je od siebie.
W netbooku, na którym piszę teraz tego posta mam touchpada z taką funkcją: obsługuje maksymalnie 3 palce, poruszające się lub nie. I tak np. dotykając touchpada dwoma palcami i przesuwając je w górę lub w dół mam efekt kręcenia kółkiem na myszy, z kolei jak przesuwam tak samo ułożone palce na boki dostaję rezultat przechylania tegoż kółka, a oprócz tego przy przeglądaniu obrazów czy dokumentów mogę je powiększać i zmniejszać tak jak przed chwilą wspomniałem w przypadku iPhone'a. Niektórzy pewnie pomyślą: fajnie, tylko po co, jak to jest odpowiednio na prawym i dolnym brzegu każdego touchpada? otóż odpowiadam: w netbookach o tak małych wymiarach jak mój touchpad ma bardzo ograniczoną przestrzeń osobistą, i ustawienie tych funkcji dostępnych pod jednym palcem bardziej mi przeszkadza, niż pomaga. Ponadto, istnieją jeszcze gesty trzech palców: przesunięcie ich w górę daje efekt play/pause na klawiaturze, w dół to stop, a na boki - następny/poprzedni utwór w playliście/slajd w prezentacji, lub - zależnie od aktywnego okna - przyciski następny/poprzedni, znajdujące się z reguły na którymś z brzegów standardowej myszki. Należy jednak uważać, gdy uruchamia się jednocześnie WMP i prezentację, gdyż systemowi mylą się priorytety. Istnieje jeszcze możliwość zaprogramowania aplikacji, która ma zostać uruchomiona po przytrzymaniu przez chwilę trzech paluchów na touchpadzie.
Kolejnym sympatycznym wynalazkiem Synaptics jest Scrybe. Jest to dość sympatyczny, choć trochę niedopracowany program do obsługi gestów, co prawda tylko monotouch, ale uruchamiany przez krótkotrwałe dotknięcie touchpada 3 palcami. Daje on nam możliwość zaprogramowania dowolnej aplikacji lub linku w sieci do wybranych gestów po uruchomieniu go wspomnianą przeze mnie metodą. Niestety, są pewne gesty, które choćbym chciał, to nie jestem w stanie ich przeprogramować z uwagi na wiążącą licencję (jest to program freeware, ale z zastrzeżeniem, że nie wolno go edytować). Synaptics daje nam w ten sposób kilka gestów, które osobom znajdującym się w Polsce do niczego nie są potrzebne albo są łatwiej dostępne z pozycji klawiatury, a tylko marnują niepotrzebne gesty, mianowicie:
  • Amazon - amerykański sklep internetowy, nie mający przedstawicielstwa poza USA i nie wysyłający nic poza och granice, a nawet jeśli, to nie byłbym zainteresowany żadnym z ich produktów.
  • Obsługa Windows'owskiego schowka - jakbym nie wiedział, do czego służą kombinacje klawisza [Ctrl] z [X], [C] i [V], to może bym i używał.
  • Funkcja research (pl odśwież) - dostępna w prawie każdej aplikacji po przyciśnięciu [F5].
  • Funkcje "Undo" i "Redo", działające tylko z Microsoft Office - [Ctrl]+[Z] lub [R].
  • Funkcja "zaznacz wszystko" - [Ctrl]+[A].
Cała reszta nawet przejdzie, ale kilka gestów im się nie udało:
  • Gest zaprogramowany do skrótu do bankowości, przypominający $ w niektórych czcionkach załącza się po wykonaniu zwykłego dużego S.
  • Istnieją gesty pojedynczych kresek, które różnią się od siebie kierunkiem i zwrotem wektora narzucanego przez palec. Fajnie, szkoda tylko, że gesty dla I i pionowej kreski przesuwanej palcem w dół są jednakowe, a można je niezależnie programować.
  • Brak możliwości stworzenia własnych gestów - istnieją tylko gotowe wzory liter, cyfr i niektórych znaków.
  • Brak możliwości wykonania wybierania połączeń z określonymi sieciami bezpośrednio przy użyciu gestu.
Jednak istnieją funkcje, które jednak na prawdę się przydają, takie jak np. prosty skrót do domyślnego odtwarzacza audio/video, skrót do wyszukiwania w Yahoo! zaznaczonego słowa (działa idealnie, pod warunkiem, że zaznaczona jest tylko jedna fraza, czyli zaznaczanie z [Ctrl] odpada) i cały szereg znaków, które się nie powtarzają.
Ogółem, Synaptics robią bardzo fajne oprogramowanie, ale Scrybe według mnie przesadza z niektórymi ograniczeniami i spamem. O ile dla ograniczeń jestem wyrozumiały, bo to pionierski program, to spam jest straszliwie denerwujący.

czwartek, 22 lipca 2010

iGoogle

Jak widać na pierwszy rzut oka, jestem użytkownikiem usług Google. I oto zauważyłem bardzo fajną rzecz pomiędzy tymi usługami: iGoogle.
Jest to pulpit internetowy, który daje możliwość dostosowania się do użytkownika: Można wybierać mu skórki, dodawać do niego zakładki, a w nich kanały RSS z wiadomościami z różnych serwisów (użytkownik może wybrać, które mu odpowiadają), szereg różnych dodatków takich jak wyszukiwarka filmów YouTube, prognozy pogody, przypominajka dot. urodzin rodziny i znajomych (trzeba wprowadzać), dostęp do GoogleCzatu, gry, efektowne zegary czy kalendarze, aż w końcu wtyczkę do Gmail'a, która wyświetla skrzynkę "Odebrane", a po kliknięciu wiadomości otwiera ją w tym samym oknie i daje możliwość stworzenia nowej.
Osobiście używam na tym przecudownym wynalazku dostępu do Gmail'a, kanałów RSS z repertuarem kin, Bash.org.pl, Kretyn.com, Gazeta.pl, wp.pl, money.pl, RMF24.pl, TVN24.pl, Rzeczpospolita.pl, KomputerSwiat.pl, oprócz tego wspomnianej przypominajki, podglądacza aukcji Allegro, kilku prognoz pogody, bramki sms, kalkulatora walut... jest tego trochę!

wtorek, 15 czerwca 2010

Bluetooth A2DP + AVRCP

Jakże wspaniałym wynalazkiem okazuje się być darmowa łączność radiowa do wymiany danych, jaką jest Bluetooth! A ile osób nawet nie zdaje sobie sprawy, jakie możliwości daje owa technologia, tego nie wiedzą najstarsi górale. Otóż dysponując np. telefonem z łączem BT2.0 mamy do dyspozycji:
  1. Przesyłanie plików (obrazów, wizytówek, dźwięków)
  2. Synchronizację multimediów i danych znajdujących się na telefonie z tymi z komputera
  3. Transmisję internetową (czyli jak uczynić modem internetowy z telefonu, wymaga dostępu do sieci GSM lub UMTS)
  4. Możliwość przesyłania dźwięku w czasie rzeczywistym w wariantach słuchawka i mikrofon oraz słuchawki stereofoniczne (streaming audio)
  5. Streaming video (transfer wideoklipów lub udostępnienie telefonu jako kamery sieciowej w czasie rzeczywistym)
  6. Pilot do prezentacji i odtwarzacza multimedialnego
  7. Bezprzewodowy kontroler do gier
  8. Połączenie z myszką lub klawiaturą komputerową
  9. Gry wieloosobowe
  10. Uzyskanie danych z telefonu (np. przeczytać świeżo odebranego sms'a na wyświetlaczu radia samochodowego lub innego telefonu, podgląd nazwy osoby dzwoniącej na wyświetlaczu zegarka)
  11. Połączenie z zewnętrznym odbiornikiem GPS lub telewizyjnym
  12. Wynoszenie danych z cudzego telefonu
Temat punktu 12. będę tu na pewno poruszał, ale jeszcze nie teraz. W tym momencie zajmiemy się takim wspaniałym elementem w wyżej wymienionym zbiorze, o którym mowa w punktach 4. i 6.
Otóż jestem zwolennikiem takiego rozwiązania, jak słuchawki Bluetooth, ale jak dla mnie monofoniczny zestaw słuchawkowy nie ma sensu, podobnież słuchawki do telefonu powinny posiadać mikrofon (są to tylko moje przekonania, nie każdy musi mieć to samo zdanie). I o takich właśnie słuchawkach wątek zaczynamy: Test i porównanie wybranych słuchawek BT stereo z mikrofonem.

Motorola S9
Są to moje pierwsze słuchawki tego typu, kupiłem je w marcu 2009 za moją pierwszą wypłatę ze szpitala :) i uważam je za bardzo wygodne, z pominięciem paru szczegółów. Może najpierw plusy:
  • małe i lekkie
  • douszne, a bez niepotrzebnych przewodów (jak to często bywa)
  • dobrze przemyślana klawiatura
  • łatwość parowania z innymi urządzeniami
  • elastyczna konstrukcja
Słuchawki są wykonane z elastycznego plastiku uzupełnionego gumą i metalowymi wstawkami. W prawą słuchawkę wbudowany jest mikrofon, więc aby obniżyć cenę producent zrezygnował z mechanizmów tłumienia echa i po prostu ją wyłączył do gadania, tak więc podczas rozmowy przez telefon albo skype rozmówcę słychać tylko w lewej. Nad obiema słuchawkami znajduje się 6 przycisków: 3 po prawej służą do (licząc od góry) zmiany utworu na następny\przewijanie do przodu, play\pause, zmiany utworu na poprzedni\przewijanie do tyłu. Z kolei nad lewą słuchawką mamy przycisk inicjujący i kończący połączenia głosowe otoczony klawiszami do regulacji głośności.
Siódmym przyciskiem, umieszczonym na spodniej części pałąka znajdującego się z tyłu głowy jest wyłącznik. Obok niego znajduje się również dioda sygnalizująca stan połączenia (światło niebieskie ciągłe oznacza łączenie lub wyszukiwanie urządzeń wysyłających strumień audio, mruganie na niebiesko lub zielono (zależnie od stanu baterii) oznacza, że połączenie już nastąpiło, wolno mrugająca czerwona dioda mówi nam, że odłączono już co najmniej 1 urządzenie, ale jeśli mruga szybko, to znak, że jest połączenie, ale zaraz padnie bateria. Pokazuje ona również stan naładowania podczas podłączenia słuchawek do prądu). Poza tym, na pałąku od spodniej strony znajduje się również gumowa zaślepka ochraniająca port miniUSB służący do ładowania baterii.
Bardzo niefortunne jest umiejscowienie mikrofonu - jak mówiłem, w prawej słuchawce - jest on daleko od ust, i poza tym w uchu, więc rozmówca lepiej słyszy dźwięki z naszego otoczenia jak np. przejeżdżający na ulicy samochód, czy przeklinającego obok żula, niż samego użytkownika. Rozwiązanie: trzymać rękę w taki sposób, by dłoń kierunkowała głos do mikrofonu i odgradzała go od okolicznych hałasów - niestety, w niektórych wypadkach się nie sprawdza. Bardzo dużą wadą tego urządzenia jest również fakt, że ów mikrofon przeszkadza słuchawce w pracy podczas odtwarzania muzyki - słychać przesterowania przy tonach głośnych i niskich. Sama jakość muzyki jest (pomijając wymieniony przed chwilą fakt z mikrofonem) całkiem znośna, nawet na słuchawkach zarżniętych przeze mnie przez ponad rok intensywnego eksploatowania. Więc teraz pora na wymienienie minusów:
  • felerne umiejscowienie mikrofonu
  • po pewnym czasie guma okrywająca wyłącznik się odkleja, rozhermetyzowując tym samym całe urządzenie
  • pałąk z tyłu głowy musi być zawieszony w powietrzu - ma wbudowaną antenę, więc przerywa połączenie gdy pałąk dotknie karku albo głowy
  • zsuwa się na kark, gdy ktoś ma dłuższe włosy
  • brak możliwości zmiany hasła parowania i manipulowania listą sparowanych urządzeń z pozycji komputera (złącze miniUSB po podłączeniu do komputera tylko ładuje)
  • brak możliwości włączenia słuchawek podczas ładowania
Ocena ogólna: dadzą radę, o ile się ich nie zamoczy na deszczu tak jak ja, bo wtedy staje się faktem to co napisałem w drugim podpunkcie wymieniając teraz wady.

Nokia BH-503
Te słuchawki miałem wyjątkowo krótko, gdyż odesłałem je na reklamację - trafiłem nieuczciwego sprzedawcę na allegro, który wysłał mi słuchawki z uszkodzonym gniazdem ładowania, nieoryginalne pudełko, ładowarkę od innego zestawu, a etui nie załączył w ogóle. Na zdjęciu poniżej widać również miejsce po śrubce, identyczna dziura była po drugiej stronie zestawu. Tak więc odesłałem je, gdy padła mi w nich bateria :) pewnie ten sprzedawca do tej pory klnie. Słuchawki same w sobie nie były według mnie zbyt rewelacyjne - miały nadlewki, które drapały w głowę, a sama ich konstrukcja (duże, nauszne, pałąk z tyłu głowy) powodował, że nosząc je na dłuższą metę wyglądałbym później jak Jerzy Urban. Jedno, co trzeba im przyznać - pod względem akustycznym są rewelacyjne: 4cm głośniki z magnesami neodymowymi mają po zdjęciu z głowy podobną siłę brzmienia, co głośnik od SE K800. Wniosek z tego taki, że grają głośno, ale wierzcie lub nie, jeśli w transmisji nie będzie zakłóceń i odtwarzany plik nie będzie uszkodzony to przesterów trudno szukać. Pod względem wizualnym - całkiem ładne, ale trochę za duże.
Na prawej słuchawce mamy diodę do komunikacji z użytkownikiem, gniazdo ładowania oraz 6 przycisków służących do regulacji głośności (na brzegu słuchawki), zmiany utworów, zatrzymywania i wznawiania odtwarzania oraz kończenia połączeń. Warto zwrócić uwagę między Nokią i Motorolą w tym wypadku: słuchawki nokii nie posiadają dodatkowego wyłącznika - obsługę tego przycisku przejął klawisz z wyżłobioną słuchawka telefoniczną. Niestety sam układ klawiatury jest dość niefortunny: o ile klawisze Vol.+\Vol.- są ulokowane prawidłowo, o tyle reszta jest słabo wyczuwalna pod palcami. W prawej słuchawce znajduje się tylko akumulator całego urządzenia.
Słuchawkom brakuje jednak wygody noszenia: nie mają żadnych gąbek, po założeniu ucho jest oddzielone od głośnika cienką warstwą plastiku i naciągniętego na niego obicia, co sprawia, że męczą uszy przy długotrwałym noszeniu.
Podsumowując, plusy tych słuchawek są takie:
  • mało przesterów
  • dobry wzmacniacz
  • wygląd
  • ograniczenie do minimum dźwięków systemowych
  • minimalne asynchronizacje przy używaniu Windows Media Player
  • antena w słuchawce, a nie w pałąku
Minusy z kolei przedstawiają się następująco:
  • klawisze do zmiany i przewijania utworów, play\pause i klawisz uniwersalny są trudne do wyszukania pod palcami
  • brak gąbek tłumiących dźwięki otoczenia
  • problemy z parowaniem nowych urządzeń - słuchawki są w trybie wyszukiwania zbyt krótko i w niewłaściwym momencie (przechodzą w niego zaraz po wyłączeniu, dosłownie na kilka sekund)
  • waga
  • niestaranne wykonanie
  • niestandardowe gniazdo ładowania utrudnia ładowanie z komputera - trzeba dokupić przejściówkę
Nokia BH-504
Młodsza "siostra" modelu poprzednio omawianego. Charakteryzuje się eleganckim wyglądem, przypominającym bardziej klasyczne słuchawki (pałąk na ciemieniu głowy), ale i tak do garnituru bym ich nie założył. Te słuchawki dotarły do mojego domu wczoraj, i nie znam się z nimi jeszcze aż tak dobrze, ale co by nie patrzeć, jak na razie jestem zadowolony. Są to słuchawki nauszne, o średnicy głośnika nieprzekraczającej 4cm. Pałąk jest regulowany, więc nie sprawia problemu dostosowanie go do głowy o kalibrze nawet sporo większym od mojej. Można go również złożyć, tak by słuchawki były mniejsze i nie zajmowały zbyt dużo miejsca np. w plecaku. Poza tym, między głośnikami a pałąkiem znajdują się jeszcze stawy do obrócenia ich na bok oraz zawiasy, na których zawieszone są głośniki. w ten sposób całe urządzenie bardzo dobrze dopasowuje się do kształtu głowy. Od dwóch poprzednich modeli różni się również tym, że nie przenosi swojego ciężaru na małżowiny uszne, tylko pałąk trzyma je na głowie, a stabilizuje się dociskając słuchawki do uszu. Dookoła głośników są gąbki, które sprawiają, że słuchawki szczelnie przylegają do uszu odcinając nas od dźwięków otoczenie (dlatego nie należy ich używać podczas prowadzenia pojazdów - nie słychać nic z zewnątrz).
Parowanie przebiega w następujący sposób: po włączeniu urządzenia nie puszczamy od razu klawisza ze słuchawką, tylko trzymamy go aż diodka pod nim zacznie pulsować na niebiesko. Wtedy urządzenie jest widoczne dla tych, z którymi nie zostało jeszcze sparowane.
Układ klawiatury jest podobny do poprzedniego, ale tu przyciski do zmiany utworów są ewidentnie wyczuwalne pod palcami. Troszkę trzeba poszukać przycisków do zmiany głośności, ale można się przyzwyczaić do ich położenia. Jednak trochę niedopracowane są przyciski kończenia/inicjowania połączeń oraz play/pause: znajdują się we wgłębieniu pomiędzy klawiszami od zmiany utworów, ponadto nie mają wypustek tylko wgłębienia, ale można się przyzwyczaić do tego - i tak jest to rozwiązanie lepsze niż w BH-503. Wszystkie przyciski znajdują się na prawej słuchawce - dochodzę więc do wniosku, że jest to położenie typowe dla Nokii. Zmieniło się jednak położenie gniazda ładowania - zabrakło na nie miejsca na prawej słuchawce, zostało przeniesione na lewą. Tam również znajduje się diodka wskazująca poziom naładowania baterii. Prawdopodobnie jest tam cały układ odpowiadający za zarządzanie energią w urządzeniu (w poprzednio omawianych przypadkach znajdował się on w tym samym miejscu, co reszta elektroniki), stąd wzięła się pewnie rozdzielność między diodami: te słuchawki podczas pracy migają wyłącznie diodą po prawej stronie, a podczas ładowania używają tylko tej po lewej. Domyślam się również, że w tym układzie prąd do prawej słuchawki jest doprowadzony tylko do włącznika, ale jednak pozwalają włączyć się podczas ładowania, niezależnie od tego, czy będą chodzić w profilu mikrofon + słuchawka, czy słuchawki stereo.
Za zalety na pewno należy uznać:
  • wygląd
  • poduszki tłumiące odgłosy przychodzące z zewnątrz i wychodzące na zewnątrz
  • jakość wykonania
  • składany pałąk
  • możliwość wręcz idealnego dostosowania do własnej głowy
  • antena w słuchawce, a nie w pałąku
  • niezależnie od długości włosów trzymają się na głowie tak jak powinny (dzięki umiejscowieniu pałąka na głowie a nie z tyłu mogą ich używać również osoby o włosach dłuższych niż moje w miesiąc po strzyżeniu)
  • nie deformują uszu
  • nie naciskają na skronie
  • długa żywotność baterii
Wady tych słuchawek jak na razie nie rzuciły mi się zbytnio w oczy ani uszy, ale kilka jednak jest:
  • niestandardowe gniazdo ładowania utrudnia ładowanie z komputera - trzeba dokupić przejściówkę (jak w BH-503)
  • nie są to słuchawki dla sportowców ani szalonych rockman'ów machających głowami, ani dla mocno kicających alergików - przy szybkim ruchu (tzn. udawaniu choreografii z "One step closer" Linkin Parku) spadły mi z głowy
  • mam wątpliwości, ile zgięć wytrzymają przewody w pałąku (widać je po złożeniu)
  • regulacja pałąka nie udała się projektantom: pałąk sam się wydłuża
Podsumowując, jest to niesamowicie wygodne, że można słuchać muzyki i rozmawiać przez telefon bez plątaniny kabli, mając do tego władzę nad odtwarzaczem na głowie, ale trzeba niestety pamiętać o ważnej rzeczy: Bluetooth to łącze po trochu zdradzieckie, choć z czasem jego wiarygodność jednak rośnie. Istnieją oczywiście programy antywirusowe do ochrony palmtopów, telefonów i komputerów przed różnymi atakami, ale przede wszystkim trzymam się poglądu, że przed ludzką głupotą nie ma ucieczki, i zawsze się znajdzie w autobusie jakiś matoł, który będzie miał włączony BT i nawet o tym nie będzie wiedział.
Słuchawki testowałem z:
  1. Motorola S9: ś.p. Motorola RAZR Maxx V6, Samsung S7220 Ultra Classic, Samsung N150 (Windows 7 starter), Toshiba Bluefish na komputerze z Windows XP speed SP3, SonyEricsson K770. Nie udała się próba skomunikowania ich z HTC TyTN II (działały tylko przyciski) i SonyEricsson'em K800i (nie nadawał strumienia stereo).
  2. Nokia BH-503: Samsung S7220 Ultra Classic, Samsung N150 (Windows 7 starter), Toshiba Bluefish na komputerze z Windows XP speed SP3.
  3. Nokia BH-504: Samsung N150 (Windows 7 starter), Samsung S7220 Ultra Classic, Toshiba Bluefish na komputerze z Windows XP speed SP3.

niedziela, 28 marca 2010

Androidy 2010

Systemy operacyjne dla urządzeń mobilnych to nic nowego, ale ostatnimi czasy dużą furorę robi Android. System ten jest najnowszy z oprogramowania dla urządzeń tego typu (telefony, smartphone'y, palmtopy), pomijając nie stosowany jak na razie Samsungowski Bada. Wymieńmy klika znanych nam systemów operacyjnych konkurencyjnych na rynku mobilnym:
  1. Symbian
  2. Windows Mobile
  3. oprogramowanie firmy Blackberry
  4. Linux Mobile
  5. Mac OS (pozbawiony framework'ów pracuje na iPhone oraz iPod Touch)
  6. Palm Pre
  7. Android
  8. Bada
Więcej systemów nie pamiętam, przysięgam, że żadnego nie zataiłem.
Te softy są w większości przypadków stosowane w kilku, kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu wersjach (co jakiś czas wychodzą do nich kolejne aktualizacje) i kompatybilne z niekreśloną liczbą urządzeń. Zasadnicza różnica między Linuxem Mobile, Blackberry'm i Symbianem a resztą wymienionych (brak informacji dot. Bada i Palm Pre) jest to, że jako jedyne nie są w stanie funkcjonować na komputerach klasy PC.
Dużą ciekawostką jest jednak dla mnie Android. Oto kilka zapowiedzi telefonów komórkowych z tym systemem na Anno Domini 2010:

Google Nexus One
Bez wątpienia najbardziej oczekiwany telefon na światowym rynku komunikacyjnym. Android w wersji 2.1, Bluetooth 2.1 z EDR i możliwością słuchania muzyki za pośrednictwem słuchawek stereo wykorzystujących technologię A2DP, do tego 4 standardy wi-fi (nie jeden laptop nie ma tylu). Rzecz jasna, na telefonie o tak zaawansowanym stopniu rozwoju technologicznego obecny będzie moduł sieci UMTS z transmisją internetową 7,2MB/s downlink'u. Wyświetlacz dotykowy o rozdzielczości 480x800 pixeli obsługiwać ma funkcje interface'u multitouch i automatycznie się obracać na podstawie danych z wbudowanego w telefon żyroskopu. Oprócz wspomnianych przed chwilą wyświetlacza i żyroskopu telefon będzie odbierał bodźce za pomocą trackball'a, dotykowej klawiatury, aparatu o rozdzielczości 5Mpx, odbiornika GPS, BTS'ów i oczywiście mikrofonu. Całkiem nieźle, i jak przystało na multimedialny kombajn za blisko 2000zł (sprawdzone na Allegro) ma kodeki do szeregu różnych formatów plików multimedialnych (MP3, AAC, AAC+, eAAC+, Wave, OGG, MPEG-4, H.263, H.264, JPG, BMP, GIF, PNG). Do sprzętowych i bardzo ważnych rzeczy należy dodać gniazdo słuchawkowe Jack 3,5mm, 512MB pamięci operacyjnej RAM, drugie tyle pamięci Flash (z czego pewna część będzie zarezerwowana na pliki systemowe) i złącze kart pamięci z ograniczeniem do 32GB. Sercem urządzenia ma być jeden z najlepszych procesorów na świecie, które są przeznaczone dla takich urządzeń - Qualcomm QSD 8250, o częstotliwości 1000MHz, a spiżarnią na energię akumulator o pojemności 1400mAh. HTC, czyli producent tego potwora podaje, jakoby urządzenie miało pracować do 12 dni bez konieczności ładowania. Jak dla mnie - 1,4Ah to za mało, by osiągnąć taki wynik przy 1GHz procesorze i tak dużym wyświetlaczu.

Google Nexus Two
Nazwa poprzednika wskazywała, iż będzie on miał swoich następców. I oto jest - lecz tym razem nie jest jeszcze dostępny na rynku, a produkować go będzie nie HTC, lecz dużo lepiej znana powszechnym użytkownikom telefonów i innych urządzeń Motorola. Jak widać, koncern Google (producent Androida) w tym wypadku postawił na firmę z tradycjami (Neil Armstrong powiedział swoją słynną kwestię "to mały krok dla człowieka, ale wielki krok dla ludzkości" właśnie przez radio Motoroli). Jednak Nexus Two będzie w Europie sprzedawany najprawdopodobniej pod nazwą Shadow. Pełna specyfikacja tego telefonu nie jest jeszcze osiągalna, na razie nieoficjalnie wiadomo o dotykowym wyświetlaczu multitouch o rozdziałce 480x854 pixeli, aparacie 8Mpx, wysuwanej klawiaturze QWERTY, GPS, gnieździe HDMI. Internet posiada zaskakująco mało grafik i zdjęć tego aparatu. Nie znalazłem również śladu informacji odnośnie zastosowanego procesora, ale biorąc pod uwagę, iż ten telefon jeszcze nie wyszedł należy się spodziewać Snapdragona przekraczającego magiczną barierę 1GHz.

Sony Ericsson Xperia X10
Niektórzy z pewnością pamiętają tą ciekawostkę, kiedy to telefon markowany przez duet Sony Ericsson był produkowany przez HTC. Cóż za ironia! ale pod wieloma względami w cale nie wypadło to tak źle: Xperia X1 (o której tutaj chwilowo mowa) miała złącze kart pamięci micro SD, a nie M2 jak to przeważnie się zdarza u tego producenta, a jego niestandardowe złącze zostało w tym modelu wyparte przez standardowe gniazdo USB mini. Szkoda, że obecną Xperię produkować ma już rzekomo wyłącznie sam Sony Ericsson, bez porozumienia z innymi markami, ale jest to pierwszy telefon z tej serii, który ma Androida na pokładzie (poprzedniczki miały Windows Mobile). Warto zwrócić uwagę, że X10 wychodzi od razu w 3 wersjach: X10e, X10 mini oraz X10 mini pro. Tak więc po kolei: Podstawowa wersja tego telefonu, która będzie bez wątpienia najdroższa cenowo, posiadać będzie czterocalowy dotykowy wyświetlacz TFT o rozdzielczości i funkcjonalności identycznej, do Nexus Two. Uboższa jednak będzie o klawiaturę QWERTY, ale przez to również sporo mniejsza (pomimo większego wyświetlacza) i lżejsza. Niszcząca potencjał 8,1Mpx aparatu pojedyncza diodka doświetlająca LED mnie trochę załamała - z takim doświetleniem użytkownik ma minimalne szanse na zrobienie dobrego zdjęcia w mizernych warunkach oświetleniowych. Qualcomm zaopatrzył ten model w 1GHz procesor, Google w Androida 1.6, Sony w odbiornik GPS, Ericsson w moduły sieci GSM, UMTS, HSDPA pracujące w zakresach 800/850/900/1700/1900/2100MHz.
Jej mniejsza siostra, X10 mini to propozycja dla zdecydowanie uboższych fanów tej serii telefonów. Cięcia po kosztach są widoczne już na pierwszy rzut oka: wyświetlacz został zredukowany do 2,55 cala o rozdzielczości QVGA, aparat do 5Mpx, procesor do 600MHz. I tak nieźle, ale nie to, co początkowo zamierzona X10. Warto zwrócić uwagę na fakt, że Xperia mini, która w fazie prototypowej miała kodową nazwę Robyn, została odkryta między projektami SE przez polski serwis android.com.pl.
Następna w kolejności jest X10 mini pro. Tu specyfikacja nie różni się w zasadzie niczym od X10 mini, za wyjątkiem dodania klawiatury w układzie QWERTY, która jest wysuwana identyczną metodą co w wspomnianej już tu przeze mnie Motoroli Shadow. Obie miniaturki pierwszego z wspomnianych telefonów Sony Ericssona można nawet ze sobą pomylić, o ile wersja pro będzie miała zamkniętą klawiaturę. Atutem tej marki jest w tym momencie to, że jako jedyny z wspomnianych do tej pory producentów daje w tych trzech telefonach opcję rozmowy wideo (z uwagi na wspominany już brak kompletności danych nie jestem w stanie pod tym względem ręczyć za Shadow).

Samsung M100S
Zapowiedź tego urządzenia miała miejsce w lutym 2010, na tydzień przed Mobile World Congress. Słuchawka pod względami wizualnymi do złudzenia przypomina Corby, głównie ze względu na przycisk cofania umieszczony pomiędzy klawiszami inicjowania i kończenia połączeń. Posiadać on będzie wyświetlacz AMOLED o przekątnej 3,7 cala o rozdzielczości żywcem zerżniętej z Nexus'a One, a do tego na prawdę porządnego wyświetlacza ma on posiadać tuner telewizji cyfrowej. Matryca aparatu do robienia zdjęć ma sięgnąć 5Mpx, i prawdopodobnie również będzie posiadał kamerkę do wideorozmów. Bateria ma mieć pojemność 1500mAh, czyli całkiem sporo, ale czas pokarze, jak będzie utrzymywać 800MHz procesor. Pamięć RAM 256MB powinna wystarczyć na okiełznanie mapy GPS (odbiornik jest wbudowany). Dość nietypowym parametrem u Samsunga jest moduł wi-fi, natomiast znacznie częściej rzucają się w oczy ładne modelki na ich prezentacjach.

Motorola Droid (Milestone)
Ponoć strasznie dużo zachodu kosztowało firmę Motorola wykupienie od George'a Lucasa praw autorskich na nazwę "Droid", a i tak w Europie ten telefon będzie sprzedawany jako Milestone, a przynajmniej pod tak nazwany ma być dostępny w Niemczech, w O2. Telefon sam w sobie podobny do Shadow, ale o zdecydowanie mniej agresywnej kolorystyce obudowy, co w moich oczach odbija mu się na niekorzyść względem tej już omawianej. Zdjęć Milestone jest zdecydowanie więcej, niż Shadow\Nexus Two, a i dane techniczne co do niej są pewniejsze. Jednak według wstępnych danych Milestone ma być uboższa np. o radio i mieć będzie deczko mniejszy wyświetlacz o identycznej rozdzielczości i funkcjonalności, a aparat fotograficzny będzie miał 5Mpx. Wiadomo natomiast na pewno, że procesor będzie miał zegar taktowany na 550MHz, a producentem tego podzespołu będzie ARM. Chyba jedyną rzeczą, która będzie w Droidzie, a w Shadow (prawdopodobnie) nie, będzie czujnik położenia. Zasmucę dotychczasowych fanów lub posiadaczy tej marki - na zdjęciach widać jest wyraźnie, że złącze do kabla nie ma raczej zbyt wiele wspólnego ze stosowanym do tej pory przez Motorolę USBmini.

Motorola Backflip
Ten telefon urzekł mnie swoją formą - pierwszy raz spotkałem się z telefonem w kształcie takiego clamshell'a, i stawiam temu producentowi gigantyczny plus za niepowtarzalność. Telefon co prawda nie posiada oddzielnego obiektywu do wideorozmów, ale z uwagi na swoją konstrukcję nie zaskoczyłbym się, gdyby obsługiwał je po otwarciu klapki.

Warto zwrócić uwagę na dodatkowy panel dotykowy wewnątrz aparatu, znajdujący się jakby na lewej jego stronie, pod wyświetlaczem. Jego funkcjonalność jest identyczna, co trackball'i w innych telefonach z tym systemem operacyjnym. A na pierwszy rzut oka ten telefon sprawia wrażenie, jakby to był zwykły telefon "bezklawiaturowy". Chodzi m. in. w zakresie szybkiego internetu w pasmach WCDMA/HSDPA, ma wbudowany 5Mpx aparat z autofocusem i diodą doświetlającą, a orientację zdjęcia będzie rozpoznawał na podstawie własnej, o czym będzie go informował wbudowany czujnik ruchu. Obsługuje karty pamięci z ograniczeniem do 32GB. Niestety, ze wszystkich wymienionych tutaj telefonów Backflip ma najsłabszy wyświetlacz (320x480).

piątek, 19 marca 2010

Aparaty fotograficzne Samsung DualView

Jak wiadomo, rynek urządzeń elektronicznych jest ukierunkowany na wiele rodzajów odbiorców: znamy już przykłady produktów polskiej firmy myPhone, która produkuje przede wszystkim telefony z jednoczesną obsługą dwóch kart Sim lub dedykowane osobom starszym. Ale takiego czegoś, jak aparat fotograficzny dla kretynów to jeszcze nie widziałem.
Spodziewać się należy, iż przede wszystkim tego wynalazku będą bardzo namiętnie używać głupie małolaty mające manię na punkcie swojego wyglądu i/lub wrzucające na swój profil na Gronie, Facebook'u czy naszej-klasie gigabajty zdjęć będących własnymi autoportretami. Najprostszymi słowami to ujmując, dzieci Neostrady. Zastanówmy się, czy aby na pewno do tego ma służyć aparat?

Według mnie to urządzenie ma służyć uwiecznianiu chwil, o których miło pamiętać, służyć do tworzenia niepowtarzalnych pamiątek w postaci obrazów, o czym się przekonujemy za każdym razem jadąc na wczasy albo też na wycieczki. Może również znaleźć genialne zastosowanie jako narzędzie pracy, np. ja sam nieraz majstruję w elektronice, i życie mnie nauczyło, że zanim zacznę coś robić metodą Hot-Air warto zrobić zdjęcie temu, co się dłubie. Również, a nawet przede wszystkim, posługują się nim fotoreporterzy (jak sama z resztą nazwa wskazuje), lub inni ludzie, którzy piszą jakiekolwiek sprawozdania i muszą je dość dokładnie obrazować (tak, "obrazować" to dobre słowo w tym miejscu).
Rewolucyjną zmianą na dobre było rozpowszechnienie fotografii cyfrowej w powszechnym użyciu, ale niestety, ile megapixeli ten aparat by nie miał, i tak zdjęcie będzie do dupy, jeśli posługuje się nim idiota, który o robieniu robić zdjęć tak na prawdę nie ma pojęcia.

piątek, 12 marca 2010

Uwolnij Laptopa

Wreszcie doczekałem się, aż ktoś wpadnie na taki pomysł: zorganizować akcję dotyczącą przymusu zakupu oprogramowania na zakupionym sprzęcie komputerowym. W zeszłym miesiącu kupiłem Netbook'a, standardowy sprzęt jak to komputerek tego typu: Atom 1,6GHz, 160GB dysku, 1GB ramu... nic specjalnego. Preinstalowany na nim Windows 7 Starter co prawda spełnia moje wymagania, ale będąc studentem za sprawą MSDN mogę przecież posiadać taki system nie płacąc za niego w markecie. I tu wkracza akcja pt. Uwolnij Laptopa. Przeglądając oferty sklepów z takim sprzętem zauważyłem, że wszystkie sklepy dają preinstalowane systemy, przeważnie Windows 7, choć na niektórych Netbook'ach klasy tej co mój często pojawia się jeszcze Windows XP. Obecność na moim komputerze legalnego systemu jest powodem, dla którego on jeszcze na tym komputerze stoi, ale jakby go nie było też bym sobie dał z tym radę. Nie chcę, żeby przy następnym zakupie takiego sprzętu spotkało mnie niemiłe rozczarowanie, jakim jest niepotrzebny wydatek na system operacyjny wliczony w cenę komputera, tym bardziej, że ingerencja w oprogramowanie, jaką jest wymiana systemu operacyjnego stanowi podstawę do nieuwzględnienia gwarancji na ten sprzęt. I w tym momencie użytkownik zostaje postawiony w kropce, zwłaszcza, jeśli jest miłośnikiem Linuxa lub chce postawić na tym komputerze starszy system (ponoć oprogramowanie do konfiguracji komputerów pokładowych w niektórych samochodach najlepiej współpracuje z Windows 98 i Windows 95). Dodajmy jeszcze do tego, że nie każdy sklep chce w ogóle przyjmować takie zwroty zapewne dlatego, że w grę wchodzi zwrot pieniędzy klientowi, a oprogramowanie może być instalowane bezpośrednio u producenta. Nietrudno znaleźć winnego w tym sporze - producenci/dystrybutorzy sprzętu komputerowego, którzy decydują się na zarabianie pieniędzy sprzedając razem ze swoim sprzętem oprogramowanie innych firm.