Choć graczem nie jestem, to jednak ta gra mnie wkręciła nie tylko dlatego, że słyszałem o niej wcześniej, i... nie wypuszczała przez dość długi czas. Otóż Angry Birds to gra produkcji skandynawskiej korporacji programistycznej o wdzięcznej nazwie Rovio, w której to grze dowodzimy grupą kolorowych ptaków mających na celu odzyskanie skradzionych przez zielone świnie jaj. Ci, którzy nie słyszeli jeszcze o tej grze, lub wiedzą o niej mało, pewnie się ubawili przy czytaniu poprzedniego zdania. W sumie nie dziwne, bo fabuła jest zwyczajnie komiksowa. Wielu maniaków gier flash kojarzy zapewne Zamkową katapultę. Gra była na tyle popularna, że wyszła jej druga część, według mnie zdecydowanie ciekawsza, i podejrzewam, że mogła nawet być prekursorem Angry Birds. Wściekłe Ptaki same w sobie pojawiły się najpierw na platformę dla iOS (iPod Touch, iPhone), później na Androida (gdzie zdobyła największą popularność), Maemo, Symbiana, PSP, Palm Web OS, a na samym końcu na systemy stacjonarne typu PC i Playstation. Ja dorwałem wersję na Androida. Fabuła gry jest taka: Świnie ukradły z gniazda ptasie jaka, więc te ptasie móżdżki, zamiast wziąć się za produkcję kolejnego zestawu, wolą odzyskać tamte, żywiąc cały czas nadzieję, że nie zostały jeszcze zjedzone. Przykład zaciągnięty chyba z iPhone'a: Tu mamy 5 pierwszych poziomów. Co jakiś czas dochodzą nowe, i nie jestem w stanie określić, ile ich jest w chwili obecnej, ale mając jeszcze na uwadze aplikację Angry Birds Seasons (Walentynki, Boże Narodzenie, Halloween, Zielone Świątki, etc... logika i fizyka są te same, ale mamy do dyspozycji nowe poziomy stworzone na konkretne święta) można się spodziewać ok. 170-200. Do dyspozycji mamy kilka ptaków:
Czerwony, podstawowy, którego możliwości oglądaliśmy przed chwilą.
Trójkątny żółty, który po wypuszczeniu i ponownym dotknięciu ekranu spłaszcza parabolę swojego lotu, przyspiesza i dobrze przecina żółte (prawdopodobnie drewniane) klocki i słupki.
Mały niebieski, który po wypuszczeniu i ponownym dotknięciu ekranu dzieli się na 3 (WTF? minus za brak realizmu w tak wybitnym stopniu, przecież ptaki nie rozmnażają się w locie) i świetnie nadaje się przeciwko niebieskim klockom i bloczkom (zdają się być szklane).
Czarny, przypominający bombę i jak bomba się zachowujący: po uderzeniu w kamienny (szary) słupek lub bloczek niszczy go doszczętnie, jak również 2 lub 3 znajdujące się za nim, na końcu wybucha. Nie bez powodu na obrazku obok nazwany został jako kamikadze.
Biały, który z uwagi na swoją zawartość przypomina kształtem jajko. Tu właśnie pojawia się według mnie pewien absurd, ponieważ ptak ten zrzuca jajko jako bombę, a następnie zmienia trajektoria swojego lotu (a przecież o jajka im chodziło!).
Zielony tukan, który po otwarciu dzioba zachowuje się jak bumerang, zastosowanie ma podobne co żółty, ale służy do uderzeń od tyłu konstrukcji.
Pojawiają się też większe ptaki, które mają zastosowania takie same, co ich mniejsi koledzy o tych samych kolorach, ale zdecydowanie większą moc.
Gracz nie ma możliwości wyboru ptaków przed rozpoczęciem gry, ani w trakcie jej trwania. Ptaki są dobrane raz na zawsze do określonego poziomu, i trzeba się z tym pogodzić. Jeśli po wystrzeleniu ptaka z procy po lewej stronie nie dotkniemy ekranu, nie użyjemy jego dodatkowej właściwości, i będzie miał taką samą funkcję, co czerwony, czyli jeśli konstrukcja się nie przewróci, to niewiele się stanie. Celem każdego poziomu jest usunięcie wszystkich zielonych świń na planszy. Konstrukcja sama w sobie może zostać nietknięta, o ile pozdychają te świnie (nie umierają ze starości). Ciekawostką jest nowa część gry o nazwie Angry Birds Rio. Jest to sposób na promocję filmu animowanego o tym właśnie tytule, opowiadającego o ptakach właśnie. Trailer gry: Poza tym, istnieje również możliwość zrobienia sobie tortu urodzinowego z Wściekłymi Ptakami w roli głównej, w tzw. "Real3D". Ot i właśnie:
Fundacja Symbian, której nazwa nie bez powodu kojarzy się wielu użytkownikom Nokii z ich telefonami, ma bardzo poważne szanse zamknąć swoją działalność w niedługim czasie. Faktem jest, że jest to pierwszy w światowej telekomunikacji ustandaryzowany system operacyjny, okrzyknięty przez niektórych "Ojcem mobilnych systemów operacyjnych", i jest to bardzo obszerna karta w historii technologii informatycznych, ale... czy na prawdę mamy czego żałować? Jako były serwisant telefonów komórkowych mam wyrobione zdanie o tym systemie: nie ma nic bardziej awaryjnego, niż Symbian, i wszystkie jego wersje starsze niż 9.2 miały bardzo poważną wadę: otóż pewien Czech, oczywiście informatyk, napisał program dla telefonów komórkowych obsługujących Javę MIDP 1.0 i nowszą, który pozwalał na włączenie w tych telefonach bluetooth'a przez niego samego. Nie mam pojęcia, jak to jest możliwe, ale gdybym nie zobaczył, to bym nie uwierzył. Ów człowiek ponoć bardzo dobrze skończył, gdyż rzekomo dostał ofertę pracy w Symbian Ltd., w zamian za co nie miał wytoczonego procesu sądowego, ale musiał zaprzestać dystrybucji tego oprogramowania. Późniejsze przeboje związane z tym systemem operacyjnym biorą się głównie z przyczyn Nokii: źle dobrana moc obliczeniowa procesora w stosunku do oprogramowania i reszty sprzętu (ostatni świetny przykład - N8). Nie dziwi więc, że Nokia zaprosiła do współpracy Intela, z którym pracują nad MeeGo. Może pomoże to uniknąć takich problemów i Nokia wróci na tron króla producentów telefonów komórkowych, o który tak często kłóci się z Samsungiem i koncernem Sony-Ericsson, mając coraz bliżej pleców jednocześnie LG i HTC. Z drugiej jednak strony, nie jest wykluczone, że owe problemy ze sprzętem Nokii pozostaną - przypomnijmy coś o Nokia Booklet 3G (netbook): kto stawia na kompie z Atomem 1,66GHz i z 1GB RAM'u Windows 7 Home Premium? Jak Home Basic nie będzie się mulił, to będzie cud technologiczny! Dodam jeszcze do tego wszystkiego, że gdy Symbian przestanie być produkowany pojawią się utrudnienia z supportem czegokolwiek na niego i problemy z naprawą błędnego oprogramowania. A więc mówiąc krótko, większość dzieci przeżywa swoich ojców, tak więc czas teraz na śmierć Symbiana... Nareszcie.
Systemy operacyjne dla urządzeń mobilnych to nic nowego, ale ostatnimi czasy dużą furorę robi Android. System ten jest najnowszy z oprogramowania dla urządzeń tego typu (telefony, smartphone'y, palmtopy), pomijając nie stosowany jak na razie Samsungowski Bada. Wymieńmy klika znanych nam systemów operacyjnych konkurencyjnych na rynku mobilnym:
Symbian
Windows Mobile
oprogramowanie firmy Blackberry
Linux Mobile
Mac OS (pozbawiony framework'ów pracuje na iPhone oraz iPod Touch)
Palm Pre
Android
Bada
Więcej systemów nie pamiętam, przysięgam, że żadnego nie zataiłem. Te softy są w większości przypadków stosowane w kilku, kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu wersjach (co jakiś czas wychodzą do nich kolejne aktualizacje) i kompatybilne z niekreśloną liczbą urządzeń. Zasadnicza różnica między Linuxem Mobile, Blackberry'm i Symbianem a resztą wymienionych (brak informacji dot. Bada i Palm Pre) jest to, że jako jedyne nie są w stanie funkcjonować na komputerach klasy PC. Dużą ciekawostką jest jednak dla mnie Android. Oto kilka zapowiedzi telefonów komórkowych z tym systemem na Anno Domini 2010:
Google Nexus One Bez wątpienia najbardziej oczekiwany telefon na światowym rynku komunikacyjnym. Android w wersji 2.1, Bluetooth 2.1 z EDR i możliwością słuchania muzyki za pośrednictwem słuchawek stereo wykorzystujących technologię A2DP, do tego 4 standardy wi-fi (nie jeden laptop nie ma tylu). Rzecz jasna, na telefonie o tak zaawansowanym stopniu rozwoju technologicznego obecny będzie moduł sieci UMTS z transmisją internetową 7,2MB/s downlink'u. Wyświetlacz dotykowy o rozdzielczości 480x800 pixeli obsługiwać ma funkcje interface'u multitouch i automatycznie się obracać na podstawie danych z wbudowanego w telefon żyroskopu. Oprócz wspomnianych przed chwilą wyświetlacza i żyroskopu telefon będzie odbierał bodźce za pomocą trackball'a, dotykowej klawiatury, aparatu o rozdzielczości 5Mpx, odbiornika GPS, BTS'ów i oczywiście mikrofonu. Całkiem nieźle, i jak przystało na multimedialny kombajn za blisko 2000zł (sprawdzone na Allegro) ma kodeki do szeregu różnych formatów plików multimedialnych (MP3, AAC, AAC+, eAAC+, Wave, OGG, MPEG-4, H.263, H.264, JPG, BMP, GIF, PNG). Do sprzętowych i bardzo ważnych rzeczy należy dodać gniazdo słuchawkowe Jack 3,5mm, 512MB pamięci operacyjnej RAM, drugie tyle pamięci Flash (z czego pewna część będzie zarezerwowana na pliki systemowe) i złącze kart pamięci z ograniczeniem do 32GB. Sercem urządzenia ma być jeden z najlepszych procesorów na świecie, które są przeznaczone dla takich urządzeń - Qualcomm QSD 8250, o częstotliwości 1000MHz, a spiżarnią na energię akumulator o pojemności 1400mAh. HTC, czyli producent tego potwora podaje, jakoby urządzenie miało pracować do 12 dni bez konieczności ładowania. Jak dla mnie - 1,4Ah to za mało, by osiągnąć taki wynik przy 1GHz procesorze i tak dużym wyświetlaczu.
Google Nexus Two Nazwa poprzednika wskazywała, iż będzie on miał swoich następców. I oto jest - lecz tym razem nie jest jeszcze dostępny na rynku, a produkować go będzie nie HTC, lecz dużo lepiej znana powszechnym użytkownikom telefonów i innych urządzeń Motorola. Jak widać, koncern Google (producent Androida) w tym wypadku postawił na firmę z tradycjami (Neil Armstrong powiedział swoją słynną kwestię "to mały krok dla człowieka, ale wielki krok dla ludzkości" właśnie przez radio Motoroli). Jednak Nexus Two będzie w Europie sprzedawany najprawdopodobniej pod nazwą Shadow. Pełna specyfikacja tego telefonu nie jest jeszcze osiągalna, na razie nieoficjalnie wiadomo o dotykowym wyświetlaczu multitouch o rozdziałce 480x854 pixeli, aparacie 8Mpx, wysuwanej klawiaturze QWERTY, GPS, gnieździe HDMI. Internet posiada zaskakująco mało grafik i zdjęć tego aparatu. Nie znalazłem również śladu informacji odnośnie zastosowanego procesora, ale biorąc pod uwagę, iż ten telefon jeszcze nie wyszedł należy się spodziewać Snapdragona przekraczającego magiczną barierę 1GHz.
Sony Ericsson Xperia X10 Niektórzy z pewnością pamiętają tą ciekawostkę, kiedy to telefon markowany przez duet Sony Ericsson był produkowany przez HTC. Cóż za ironia! ale pod wieloma względami w cale nie wypadło to tak źle: Xperia X1 (o której tutaj chwilowo mowa) miała złącze kart pamięci micro SD, a nie M2 jak to przeważnie się zdarza u tego producenta, a jego niestandardowe złącze zostało w tym modelu wyparte przez standardowe gniazdo USB mini. Szkoda, że obecną Xperię produkować ma już rzekomo wyłącznie sam Sony Ericsson, bez porozumienia z innymi markami, ale jest to pierwszy telefon z tej serii, który ma Androida na pokładzie (poprzedniczki miały Windows Mobile). Warto zwrócić uwagę, że X10 wychodzi od razu w 3 wersjach: X10e, X10 mini oraz X10 mini pro. Tak więc po kolei: Podstawowa wersja tego telefonu, która będzie bez wątpienia najdroższa cenowo, posiadać będzie czterocalowy dotykowy wyświetlacz TFT o rozdzielczości i funkcjonalności identycznej, do Nexus Two. Uboższa jednak będzie o klawiaturę QWERTY, ale przez to również sporo mniejsza (pomimo większego wyświetlacza) i lżejsza. Niszcząca potencjał 8,1Mpx aparatu pojedyncza diodka doświetlająca LED mnie trochę załamała - z takim doświetleniem użytkownik ma minimalne szanse na zrobienie dobrego zdjęcia w mizernych warunkach oświetleniowych. Qualcomm zaopatrzył ten model w 1GHz procesor, Google w Androida 1.6, Sony w odbiornik GPS, Ericsson w moduły sieci GSM, UMTS, HSDPA pracujące w zakresach 800/850/900/1700/1900/2100MHz. Jej mniejsza siostra, X10 mini to propozycja dla zdecydowanie uboższych fanów tej serii telefonów. Cięcia po kosztach są widoczne już na pierwszy rzut oka: wyświetlacz został zredukowany do 2,55 cala o rozdzielczości QVGA, aparat do 5Mpx, procesor do 600MHz. I tak nieźle, ale nie to, co początkowo zamierzona X10. Warto zwrócić uwagę na fakt, że Xperia mini, która w fazie prototypowej miała kodową nazwę Robyn, została odkryta między projektami SE przez polski serwis android.com.pl. Następna w kolejności jest X10 mini pro. Tu specyfikacja nie różni się w zasadzie niczym od X10 mini, za wyjątkiem dodania klawiatury w układzie QWERTY, która jest wysuwana identyczną metodą co w wspomnianej już tu przeze mnie Motoroli Shadow. Obie miniaturki pierwszego z wspomnianych telefonów Sony Ericssona można nawet ze sobą pomylić, o ile wersja pro będzie miała zamkniętą klawiaturę. Atutem tej marki jest w tym momencie to, że jako jedyny z wspomnianych do tej pory producentów daje w tych trzech telefonach opcję rozmowy wideo (z uwagi na wspominany już brak kompletności danych nie jestem w stanie pod tym względem ręczyć za Shadow).
Samsung M100S Zapowiedź tego urządzenia miała miejsce w lutym 2010, na tydzień przed Mobile World Congress. Słuchawka pod względami wizualnymi do złudzenia przypomina Corby, głównie ze względu na przycisk cofania umieszczony pomiędzy klawiszami inicjowania i kończenia połączeń. Posiadać on będzie wyświetlacz AMOLED o przekątnej 3,7 cala o rozdzielczości żywcem zerżniętej z Nexus'a One, a do tego na prawdę porządnego wyświetlacza ma on posiadać tuner telewizji cyfrowej. Matryca aparatu do robienia zdjęć ma sięgnąć 5Mpx, i prawdopodobnie również będzie posiadał kamerkę do wideorozmów. Bateria ma mieć pojemność 1500mAh, czyli całkiem sporo, ale czas pokarze, jak będzie utrzymywać 800MHz procesor. Pamięć RAM 256MB powinna wystarczyć na okiełznanie mapy GPS (odbiornik jest wbudowany). Dość nietypowym parametrem u Samsunga jest moduł wi-fi, natomiast znacznie częściej rzucają się w oczy ładne modelki na ich prezentacjach.
Motorola Droid (Milestone) Ponoć strasznie dużo zachodu kosztowało firmę Motorola wykupienie od George'a Lucasa praw autorskich na nazwę "Droid", a i tak w Europie ten telefon będzie sprzedawany jako Milestone, a przynajmniej pod tak nazwany ma być dostępny w Niemczech, w O2. Telefon sam w sobie podobny do Shadow, ale o zdecydowanie mniej agresywnej kolorystyce obudowy, co w moich oczach odbija mu się na niekorzyść względem tej już omawianej. Zdjęć Milestone jest zdecydowanie więcej, niż Shadow\Nexus Two, a i dane techniczne co do niej są pewniejsze. Jednak według wstępnych danych Milestone ma być uboższa np. o radio i mieć będzie deczko mniejszy wyświetlacz o identycznej rozdzielczości i funkcjonalności, a aparat fotograficzny będzie miał 5Mpx. Wiadomo natomiast na pewno, że procesor będzie miał zegar taktowany na 550MHz, a producentem tego podzespołu będzie ARM. Chyba jedyną rzeczą, która będzie w Droidzie, a w Shadow (prawdopodobnie) nie, będzie czujnik położenia. Zasmucę dotychczasowych fanów lub posiadaczy tej marki - na zdjęciach widać jest wyraźnie, że złącze do kabla nie ma raczej zbyt wiele wspólnego ze stosowanym do tej pory przez Motorolę USBmini.
Motorola Backflip Ten telefon urzekł mnie swoją formą - pierwszy raz spotkałem się z telefonem w kształcie takiego clamshell'a, i stawiam temu producentowi gigantyczny plus za niepowtarzalność. Telefon co prawda nie posiada oddzielnego obiektywu do wideorozmów, ale z uwagi na swoją konstrukcję nie zaskoczyłbym się, gdyby obsługiwał je po otwarciu klapki.
Warto zwrócić uwagę na dodatkowy panel dotykowy wewnątrz aparatu, znajdujący się jakby na lewej jego stronie, pod wyświetlaczem. Jego funkcjonalność jest identyczna, co trackball'i w innych telefonach z tym systemem operacyjnym. A na pierwszy rzut oka ten telefon sprawia wrażenie, jakby to był zwykły telefon "bezklawiaturowy". Chodzi m. in. w zakresie szybkiego internetu w pasmach WCDMA/HSDPA, ma wbudowany 5Mpx aparat z autofocusem i diodą doświetlającą, a orientację zdjęcia będzie rozpoznawał na podstawie własnej, o czym będzie go informował wbudowany czujnik ruchu. Obsługuje karty pamięci z ograniczeniem do 32GB. Niestety, ze wszystkich wymienionych tutaj telefonów Backflip ma najsłabszy wyświetlacz (320x480).