Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poglądy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poglądy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 listopada 2012

Chomikuj.pl

Ściągając terabajty danych z sieci, zwłaszcza filmy i muzykę z Chomikuj.pl zauważyłem ciekawy wpis w jednym z opisów profili.
"Zgodnie z polskim prawem ściągnięte pliki posiadające prawa autorskie można przechowywać na dysku przez 24h. Administrator tego chomika nie odpowiada za znajdujące się tu pliki. Jeśli chcesz pobrać pliki musisz po 24h (od momentu pobrania ich na dysk) skasować je ze swojego komputera. Autor chomika nie ponosi żadnej odpowiedzialności za niezgodne z prawem wykorzystywanie zasobów znajdujących się na tej stronie."
Brzmi to trochę żartobliwie, gdyż mając na uwadze Polską mentalność i tak wszyscy to oleją, ale wypadało wkleić, coby się pajace od ACTA i innych podobnych debilizmów nie pruli. Tak dla świętego spokoju umysłu i duszy. Biorąc rzecz jeszcze trochę poważniej: nie widzę nic złego w kupowaniu płyt CD, DVD i BD, gdyż uważam, że jeśli ktoś robi coś, co mi się podoba, to należą mu się za to ode mnie pieniądze. Szkoda tylko, że takie persony jak np. Kazik Staszewski (za muzykę - pełen szacun, ale to inny wątek) życzą sobie chore kwoty za wejściówki na swoje koncerty, albo inne przypadki krzyczące sobie 120zł za płytę CD. Komentarz zaczerpnąć pragnę z dowcipu (dlaczego nie ma Żydów-Cyganów-murzynów-gejów? No rzesz kurwa bez przesady).
p.s. Nie jestem rasistą ani nie mam innych dziwnych uprzedzeń ale niektóre z tych żartów są po prostu śmieszne.

poniedziałek, 22 listopada 2010

O relacjach damsko-męskich i vice versa ♂ ♀

Jestem zwolennikiem pewnej myśli, którą dziś odnalazłem na demotywatorach ujętą w obrazek i podpis:Jakże bardzo bolesnym dla mnie jest jest fakt, że tyle kobiet nie zdaje sobie z tego sprawy... Albo jednak im po prostu nie zależy :(

środa, 17 listopada 2010

"Requiem dla snu"

Ten demotywator okazał się być dla mnie motywatorem do obejrzenia Requiem for a dream. Zgadzam się w 100% z jego autorem - ów film daje takiego kopa w mózg, że patrzę się teraz na ćpanie z jeszcze większym obrzydzeniem, niż do tej pory.
Film sam w sobie można traktować jako ostrzeżenie zarówno przed różnego rodzaju pixami czy czymkolwiek takim (zwłaszcza przed braniem w żyłę - zob. obrazek powyżej), ale też przed lekami teoretycznie dopuszczonymi do sprzedaży w aptekach. Najciekawsze dla mnie jest to, kto zauważył pierwszy działanie leków.
Polecam szczerze każdemu obejrzenie tego filmu. Jest to tzw. terapia szokowa, ale bardzo skuteczna.

poniedziałek, 11 października 2010

Liu Xiaobo i jego nagroda Nobla

Nie byle jakie kontrowersje wywołała w Chińskiej Republice Ludowej nagroda Nobla dla Liu Xiaobo. Jest to Chiński dysydent, profesor literatury, bardzo światły człowiek, który obecnie odsiaduje wyrok 11 lat więzienia za "działalność wywrotową". Jak dla mnie to taki chiński Wałęsa z przypałem: Nasz nie siedział.
Na sam fakt tej przyznania nagrody Chińskie władze reagują w niewłaściwy według mnie sposób: groźby pod adresem Norwegii za przyznanie nagrody przez komitet pochodzący z Uniwersytetu w Sztokholmie to chyba jakaś chora pomyłka. Dodatkowo, Chiny stwierdziły w piątek, że przyznanie Liu tej nagrody jest sprzeczne z jej celami, a dziś media w tym kraju uznały, że jest to przejaw strachu przed rosnącą jego potęgą. Osobiście uważam, że władza komunistyczna w cale nie jest po stronie swoich obywateli w jakimkolwiek sporze - cały komunizm to dość dziwna idea, z którą zgadzam się tylko częściowo (ludzie na wsiach dobrze wspominają PGR'y).
Nie powinien nikogo dziwić fakt, że Dalajlama XIV też popiera Liu - mają podobne ideały, z niewielkimi różnicami (Liu walczy za Chiny, Dalajlama za Tybet).
Osobiście uważam, że w kraju kwitnącej wiśni i drzew morwowych nie dojdzie do żadnego przewrotu, dopóki Liu Xiaobo nie wyjdzie z więzienia lub nie pojawi się ktoś w jego miejsce, ale zanim Chińczycy zaczną krzyczeć powinni ukształtować sobie podziemie co najmniej na takim poziomie, co nielegalna Solidarność. Samymi słowami niczego nie wskórają, co najwyżej powtórzą się wydarzenia z Placu Niebiańskiego Spokoju (ta nazwa przestała pasować do owego miejsca).

Wystawa o najbrutalniejszym z twórców historii

Hitler i Niemcy to tłumaczenie na jęz. polski wystawy, jaka została otwarta w Niemczech, i ma dać odpowiedź na pytania dot. np. popularności Hitlera. Chętnie bym się przejechał do Berlina z tej okazji, ale niestety, praca nie pozwala. Poza tym, tyle już o tym słyszałem, że jest to dla mnie dość rozwlekły temat do dyskusji. Bądź co bądź - chyba żaden polityk na świecie nie cieszył się takim poparciem, co Adolf Hitler.

czwartek, 30 września 2010

Dopalacze

Dostępne od jakiegoś czasu na naszym rynku dopalacze to z farmakologicznego punktu widzenia substancje psychoaktywne mające po zażyciu dać efekt narkotyczny porównywalny z tym, co zakazane. Ale oto RMF24.pl prezentuje je dokładniej pod tym względem.
Wnioskuję z tego artykułu, a zdaje się być dość wiarygodny, że są to Pochodne narkotyków, mające podobny efekt co one, ale zmieniony skład w taki sposób, aby prawo nie mogło się do tego przyczepić.
Zdolni chemicy, którzy jeszcze do niedawna dostawali stypendia na swoich uczelniach wzięli się do bardzo opłacalnej pracy: kombinując i główkując wymyślają coraz to nowe substancje, których prawo nie zabrania, a mają efekt psychogenny. W efekcie, jeśli jednego dnia wyjdzie ustawa o zakazie sprzedawania jakiejś substancji to za niedługo będzie wyprodukowana w jej miejsce kolejna. To błędne koło będzie się zataczać, dopóki ktoś nie stworzy ustawy, która mówić będzie w przybliżeniu coś takiego:
Wszystkie substancje chemiczne i produkty pozyskiwane z roślin przeznaczone do spożycia doustnego lub inhalacji mogą być rozprowadzane wyłącznie w aptekach.
I problem wydaje się być rozwiązany. Sęk jednak w tym, że tą metodą również papierosy przejdą z kiosków do aptek, co w wielu wypadkach oznacza zakończenie działalności tych pierwszych.
Dopalacze są podobne do narkotyków w jeszcze innej kwestii: Początkowo, gdy nowa substancja jest wypuszczana na rynek sprawdza ją dopiero docelowy klient. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że człowiek który to sprzedaje na początku nawet nie wie, co ma: może sprzedać dzieciakowi coś, co go natychmiast zabije (od pierwszego bucha czy tabletki). Równie dobrze któraś z tych substancji może stanowić szczepionkę na HIV, i tego też nikt nie będzie wiedział.

wtorek, 28 września 2010

"Witamy na ziemi!" ☺

ONZ powołało wewnątrz swojej organizacji nowe, bardzo ciekawe stanowisko: Kosmiczny Ambasador. Stanowisko to ma piastować Malezyjka nazwiskiem Mazlan Othman, z wykształcenia astrofizyk. Jej stanowisko ma obejmować m. in. powitanie przybyszów na naszej planecie. Ciekawe, w jakim języku będą rozmawiać i jak to się będzie miało do realnego świata, czy rzeczywiście coś to ruszy w naszych kontaktach międzyplanetarnych?
Już nie mogę się doczekać efektów tej pracy, lecz wątpię, bym jej dożył. Oby tylko nie zrealizowała się fabuła z filmu "Mars Attacks!"

czwartek, 23 września 2010

Kardiochirurgiczny Pulitzer

Cieszy mnie niezmiernie fakt, o jakim się dowiedziałem. Otóż polski lekarz, Jacek Kołcz, kardiochirurg z Krakowa, został wyróżniony bardzo prestiżową nagrodą za osiągnięcia w dziedzinie leczenia wrodzonych wad serca u dzieci. To nie lada osiągnięcie, biorąc pod uwagę, że oprócz Kliniki Kardiochirurgii Dziecięcej Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Prokocimiu na bardzo wysokim poziomie stoi jeszcze Instytut Kardiologii w Aninie oraz ośrodek przy ul. Spartańskiej 1 w Warszawie, a i tak wszystkich w Polsce nie znam.
Dodam jeszcze do tego, że ojciec koleżanki, która pomagała mi się przygotować do matury z niemieckiego, rodowity Austriak, przyjeżdża do dentysty do Polski.
Moi kochani, o czymś to świadczy - osiągnięcia Polskich medyków są po prostu bardziej doceniane za granicą, niż w naszym własnym kraju. Tak, mam na myśli śmieszne dofinansowanie przez NFZ i przepieprzanie pieniędzy przez ZUS oraz Skarb Państwa.

wtorek, 14 września 2010

Jak pięknie opowiedzieć bajkę o 11.09.2001

11 września 2001 roku doszło do zamachu na World Trade Center w Nowym Jorku. Dziś widzę, że na wp.pl jest artykuł o zamachowcach, którzy tego czynu dokonali. Są wzmianki z ich życiorysów, ich nastawienia do różnych spraw etc., tylko nasuwa mi się pytanie: Jaka jest wiarygodność tych informacji? Przykład - Sfrustrowany steward.
Wniosek: wp.pl staje się (już chyba nawet nie po mału) kolejnym plotkarskim portalem internetowym, który szuka popytu na swoje artykuły i liczy, że zarobi w ten sposób na reklamach, które wyświetla. Czyli metoda na zarobienie pieniędzy w internecie przy pomocy nieweryfikowalnych informacji.

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Jak Litwini patrzą na Józefa Piłsudskiego

Nasz narodowy bohater, Józef Piłsudski, którego nazwiskiem nazywane są ulice w 3/4 polskich miast, a i tak połowa polaków pisze je z błędami (Piłsudzki, Piłsucki), uważany powszechnie (i słusznie) za człowieka, bez której Rzeczpospolita by się nie obyła, jest widziany na Litwie, delikatnie mówiąc źle. Jak podaje gazeta.pl, Litwini oskarżają go za odebranie im Wilna. Trudno teraz ocenić, co to miało na celu, ale weźmy pod uwagę, że unię Polsko-Litewską, która została zawiązana pomiędzy braćmi Witoldem i Władysławem Jagiełło (ten pierwszy rządził wtedy Litwą, i dzięki tej współpracy ostatnia bitwa średniowiecznej Europy została rozegrana na naszą - chyba nawet wspólną - korzyść) Litwini biorą za zabór polski. Ciekawe tym bardziej, że w/w Jagiełłowie byli Litwinami.
Wracając do tematu marszałka Piłsudskiego: przytoczyłem go dlatego, że w jednym z kurortów, w którym nasz znany ze swych powiedzonek bohater lubił spędzać czas, i gdzie wielu Polaków przyjeżdża wypocząć stanąć ma jego pomnik. Dawno mnie na Litwie nie było, ale jak poznałem trochę ich nastawienie do polaków, mogę śmiało powiedzieć, że propozycja stawiania w tym kraju takiego pomnika brzmi dla jego obywateli podobnie absurdalnie, co dla nas obecnie brzmiałoby stawianie pomników Lenina w Polsce.

wtorek, 10 sierpnia 2010

Postawiono krzyżyk na prezydencie

Pamięć o Smoleńsku i Katyniu to jedno, a wojna polityczna i machanie na prawo i lewo symbolami, które do batalii politycznej służyć nie powinny, to coś kompletnie innego. Osobiście uważam, i w cale tego nie ukrywam, bo nie pierwszy raz o tym mówię i piszę, że krzyż pod pałacem prezydenckim w ogóle nie powinien tam stanąć. Tam powinna być tablica, wmurowana w ścianę pałacu prezydenckiego, w widocznym, ale nieprzeszkadzającym miejscu:

Ku pamięci Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Lecha Kaczyńskiego wraz z małżonką Marią oraz pozostałych poległych w katastrofie samolotu rządowego w lesie Smoleńskim 10.04.2010 roku.

Koniec! Zero manifestacji, tłukaniny i kłótni, że coś komuś przeszkadza, robienia ludziom wody z mózgu i srania ludziom do głów.
To, co się dzieje na Krakowskim Przedmieściu jest żałosne, razem z obiema stronami manifestantów, i szczerze współczuję policjantom i strażnikom miejskim, którzy muszą pilnować całego tego burdelu. Proponuję obejrzeć materiał zamieszczony na wp.pl. Dwie najmądrzejsze wypowiedzi są na samym końcu.
Poza tym, dlaczego niby następcom tych ofiar ma się uprzykrzać życie, skoro (prawdopodobnie) nie byli temu winni? Dotyczy to nie tylko krzyża prezydenckiego, co portretów na ławach sejmowych.
Amen.

niedziela, 18 lipca 2010

Palikot o Gosiewskim: "on żyje"

Pan Janusz Palikot na swoim blogu sugeruje, jakoby Przemysław Gosiewski żył, i był widziany na peronie we Włoszczowej. Moje pytanie teraz brzmi następująco: skąd niby taka informacja? i dlaczego akurat na tym peronie, który - o ironio - sam kilka lat temu sponsorował podczas budowy, by zdobyć tam popularność?
Sugestie, że ciała znalezione w lesie smoleńskim i/lub te przywiezione do Polski w trumnach to zwłoki innych osób, a de facto tamci "nasi-nienasi" są przetrzymywani w granicach Rosji (jak pisze Palikot) wydają się być mało prawdopodobne, i lepiej, by nie miał on racji.
Osobiście uważam, że w głowie posła Palikota rodzą się pomysły na ciekawe scenariusze filmowe: mijające się z prawdą w założeniach i zakręcone jak psie gówno, oparte czasem na stanie faktycznym (numer z "małpkami"), a czasem na urojeniach jak w filmie "teoria spisku" z 1997r.
Dlatego w tym momencie uznaję to za kolejny wygłup Palikota, który udaje dra Frankenstein'a, mając za swego potwora Przemysława Gosiewskiego:
- On żyje!


No, dobra, deczko przesadziłem, ale hasło jest podobne.

wtorek, 13 lipca 2010

Jackass vs. Remi Gaillard

Nieraz widzieliśmy wszyscy wygłupy różnych ludzi, rejestrowane na filmach wideo i publikowane w internecie w celach czysto rozrywkowych - najczęściej są one komentowane przez widzów słowami kurwa, ale to debile są, ja pierdolę i chyba nie jest to dziwne, bo kto zdrowy na rozumie zacznie robić takie rzeczy, jak strzelanie sobie w brzuch poniżej zabezpieczenia z markera do paintball'a albo z atrapy broni do ASG, albo skakanie na motorze tak, by motor przygniótł kierowcę? Tak samo kto biega po supermarkecie przebrany za Pacmana? Oni: Remi Gaillard, a jak nie on, to Bam Margera ze swoją ekipą z Jackass. Zależy to w dużej mierze od rejonizacji - Remi działa we Francji, a Jackass'y w Stanach Zjednoczonych. Zobaczcie sami, oto Jackass.

na powyższym filmie widać, jak koleś nasikał do pistoletu na wodę a potem zrobił kawał koledze. Świńskie, ale nawet śmieszne. Jest to trailer jednego z ich pełnometrażowych filmów.

Tutaj spikerka sama mówi, co się stało. To, co dopowiedział tamten typ i co zrobili z sankami uzupełnia tylko niewielkie braki w jej wypowiedzi.

Więc to jednak prawda... dobra, wolę nie sprawdzać w domu☺

A to już jest ten słynny Bam: Strzela z tego w swoją żonę. Chyba średnio udał im się ten związek ☻ to jest trailer tego samego filmu, o którym już wspominałem.

O tym filmie też już tu przed chwilą pisałem - to z motorem.

Tutaj głupy skaczą z rampy do wody na deskorolkach, BMX'ach, hulajnogach i czym się da. Bam jak widać trafił w ustawione na wodzie kółko - nic dziwnego, jest on zawodowym skater'em, więc takie triki nie są dla niego wyczynem. Poniżej inne podobne wyczyny Jackassów.


Remi Gaillard
Od tego miejsca post ten przyjmuje motto życiowe Remiego:
Robiąc cokolwiek, stajesz się kimkolwiek.

Jest to satyryk o dość dużych umiejętnościach sportowych, lubiący się nimi popisywać podobnie do Jackass'ów - czyli kolejny odpierdalacz. Oto kilka filmów.

Kangurek - Pierwszy film Remi'ego, jaki zobaczyłem. Teraz to już klasyk ☺ podobnie, jak poniższy Pacman.

O Pacmanie pisałem na początku tego posta; teraz zobaczmy Football: Remi popisuje się swoimi zdolnościami piłkarskimi.


Podsumowując, bardziej przekonuje mnie do siebie humor Remi'ego niż Bama, ale muszę przyznać, że obaj są całkiem niezłymi sportowcami i nawet trochę zabawni. Obaj również uważają się za zawodowych komików, ale sami oceńcie, czy ich narcyzm ma jakieś odniesienie do rzeczywistości ☻

sobota, 10 lipca 2010

Druga tura wyborów, jej wynik i powikłania

...i po raz kolejny w Szpitalu wygrał J. Kaczyński - przewaga wyniosła 18 głosów: tym razem rozłożyły się one 50 dla w/w + 32 dla B. Komorowskiego, ale na szczęście nie wszyscy tak zagłosowali, i mamy tą metodą prezydenta Bronisława.
Wydało mi się kompletnie bzdurnym, co wyczytałem na gazeta.pl, i później na wprost.pl: Komorowski niby wygrał, bo jego kratka była większa i narysowana grubszą linią. Ten bezsensowny zarzut został wysnuty oczywiście z szeregów PiS'u. Absurd! Równie dobrze można powiedzieć, że J. Kaczyński miał zwiększone szanse, bo był pierwszy na liście, i to zostało uknute w PiS - tyle tylko, że w PO nikt tak nie powie, bo:
  1. Kaczyński faktycznie ma alfabetycznie nazwisko przed Komorowskim
  2. Prawdopodobnie zdają sobie sprawę z tego, że taki zarzut zostałby wyśmiany przez społeczeństwo i nie chcą się narażać.
Tak więc po co ten stres i szukanie dziury w całym? miałem w rękach setki tych kart, na moje oko kratki były jednakowe. Jest to wewnętrzna sprawa PiS'u, że nie potrafią dać sobie rady z przegraną.

wtorek, 13 kwietnia 2010

Marzyć sobie...

Kiedyś, za gówniarza marzyłem o zabawkach, potem, za gnojka o tym, żeby przynieść ze szkoły jakiś stopień lepszy niż 2-, potem marzyłem o panienkach, a teraz... teraz mam 3 marzenia, już od paru lat uważam je za konieczne do spełnienia aby stać się szczęśliwym:
  1. Być w stabilnym związku z kobietą, której mogę w 100% ufać i dobrze się z nią dogaduję/będę dogadywał.
  2. Znaleźć grupę ludzi, z którymi będę mógł zrobić wszystko - można powiedzieć, przyjaciół na dobre i na złe.
  3. Mieć stałą, dobrą pracę.
...i to są te rzeczy, o których na starość będę mógł powiedzieć "tak, to dzięki temu czuję się szczęśliwy". Wydawać się może, że to nie wiele, ale dążąc do tego widzę, że to jednak bardzo trudne spełnić te warunki. Są to co by nie patrzeć rzeczy, od których wszystko się zacznie dziać w dużo lepszej atmosferze: Mając stałą kobietę i pracę w końcu kupimy mieszkanie lub zbudujemy dom, gdzie założymy rodzinę, z kolei mając paczkę przyjaciół, z którymi oprócz imprezowania będziemy się wspierać w trudnych momentach można na prawdę wiele osiągnąć. Zwłaszcza, jeśli to z nimi uda się rozkręcić jakiś dobrze prosperujący biznes, tak aby wszyscy z nich, którzy w to weszli byli zadowoleni.
Pojawia się tu również rozróżnicowanie marzeń od zachcianek. Marzenia to osiągnięcia, z których radość rozciągnie się na całe życie. Zachcianki to rzeczy, które chcemy sobie kupić: samochód, komputer, akcje na giełdzie, poimprezowanie. Mogą to być też rzeczy takie, jak np. wyrobienie jakiegoś certyfikatu, który ułatwi znalezienie pracy czy w tej pracy pomoże czy dostanie odpowiedniej oceny w szkole (osiągnięcia inne, banalniejsze niż marzenia). Niekiedy zachcianki sprowadzają się do tego, że dzięki zaspokajaniu ich mamy możliwość spełniania marzeń, kiedy indziej mogą stanąć wręcz na przeszkodzie tego. Dla przykładu, przesadne imprezowanie może się skończyć nałogowym ćpaniem albo chlaniem, a spontaniczne wydatki zrujnować mogą domowy budżet i doprowadzić do zniszczenia własnej rodziny. Z kolei takie zachcianki, jak kupno mieszkania, w którym istnieje możliwość późniejszego zamieszkania z kimś to zachcianka zbliżająca mnie do realizacji marzenia, które wymieniłem na wstępie tego posta jako 1.
Uważam, że nie ma sensu istnieć tylko po to, by czerpać zewsząd przyjemności i radość. Czasem największą przyjemnością i radością jest sprawianie ich komuś innemu, ale widać to dopiero wtedy, gdy ofiarujemy to właściwym osobom.

sobota, 3 kwietnia 2010

Moskiewskie metro

Nie lada zaskoczeniem była nowina, w której dowiedzieliśmy się o eksplozjach w moskiewskim metrze. Przypomnijmy: Dwa zamachy na dwóch sąsiadujących ze sobą stacjach w godzinach porannego szczytu 29.03.2010. Jeszcze tego samego dnia, pani Krystyna Kurczab-Redlich mówi o tej sytuacji tak:
Okropnie współczujemy moskwianom. Są zakładnikami polityki. Każdy akt terrorystyczny jest rezultatem fatalnej polityki prowadzonej przez Kreml
W 100% zgadzam się z jej wypowiedzią, choć niektórzy mogą dojść do wniosku, że źle ją interpretuję. Nie raz już mówiłem o zbyt agresywnej polityce, jaką prowadzi duet Miedwiediew & Putin. Jednak ja uważałem, iż UE nie będą chcieli robić z nimi więcej interesów jak np. często wspominane gaz i prąd. Tu z kolei mamy akt przemocy, który za brutalną politykę prowadzoną przez ludzi sprawujących władzę odbija się na niewinnych cywilach. Osobiście uważam, że to zajście będzie miało dla Kaukazu gorsze konsekwencje, niż by tego chcieli - już doszło w Rosji do przemocy pod adresem kilku osób o kaukaskim wyglądzie. Przez głupotę władców dwóch państw rośnie wzajemna nienawiść ich narodów do siebie, i cierpią ludzie, którzy nie są niczemu winni. Metoda "jak Kuba bogu, tak bóg Kubańczykom" pociągnie za sobą setki niepotrzebnych ofiar. Jeśli ludzie z Kaukazu chcą osiągnąć jakiś konkretny efekt swoich zamachów, powinni je przeprowadzać bezpośrednio na władzy spoczywającej wygodnie w Kremlu - tak jak zaczęła to robić rosyjska strona: mieć na celu przede wszystkim górne sfery hierarchii, a nie osoby postronne (ponoć jedną z zamachowczyń z metra była wdowa po "Emirze Dagestanu").
Najbardziej martwiącym jest fakt, że jeśli obie strony nie dojdą do pokojowego porozumienia (a sytuacja nie wskazuje, by do tego doszło w najbliższym czasie) to obie strony działające w tym sporze będą włączać w to kolejnych "sprzymierzeńców", co tylko zwiększy liczbę ofiar, nie wnosząc przy tym nic mądrego ani dobrego do zaistniałej sytuacji.
Obecny papież może mieć to w dupie, ale nasz Papież z pewnością potępiłby te zamachy, i być może też zauważyłby ich przyczynę w działaniach rosyjskiego rządu. Ja uważam, że obie strony robią źle, a zwłaszcza Kaukaz, włączając w konflikt tak wiele niepotrzebnych ofiar, ale o tym już tutaj mówiłem.

środa, 24 marca 2010

Empatia i prawa zwierząt

Wiele już osób słyszało o organizacji pt. "Empatia" - rzeczy związane z ochroną praw zwierząt etc., ale pozastanawiajmy się chwileczkę nad niektórymi docelowymi odbiorcami takich akcji: Jeśli widzisz na swojej ulicy grupę bezdomnych psów tłukących się na ulicy i niejednokrotnie atakujących przechodniów (a hycel rozkłada ręce bo w schronisku nie ma miejsca), to czy nie jest bezpieczniej dla ludzi itp. uśpić lub jeśli się nie da inaczej, to w ostateczności wybić je?
Naświetlę moje poglądy dotyczące praw zwierząt:
  1. Zwierzęta mają prawo do życia o ile nie zagrażają człowiekowi lub ich obecność nie powoduje poważnego uszkodzenia populacji innego gatunku (można je próbować przetransportować w inne miejsce)
  2. Kłusownictwo powinno być zakazane
  3. Zwierzęta hodowlane i laboratoryjne powinny być wykorzystywane zgodnie ze swoim przeznaczeniem, np. na mięso i inne przetwory mniej lub bardziej naturalne
  4. Produkcja futer z dzikiej zwierzyny powinna być karalna
  5. Zwierzęta w zoo i w domach powinny być traktowane z należytą im godnością, a nie jak niewolnicy
Prawie codziennie widzę przez okna własnego domu psy gryzące się na ulicy, i bardzo często bywa tak, że moja matka idąc do którejś ze swoich sióstr a moich ciotek prosi mnie, abym przeszedł się z nią kawałek w obawie, że któryś z tych psów ich zaatakuje. Z tego powodu złoszczę się, jak widzę, że ktoś te psy dokarmia. Jeśli też karmisz bezdomne psy, to już lepiej zabierz je do swojego domu i tam je karm, będą w tedy twoje i nikomu nie będą zagrażały, poza tym dostaną wtedy dom i odpowiednią opiekę, więc wyjdzie to i im, i okolicznym mieszkańcom na zdrowie. A jeśli sam/sama się ich boisz, lub z jakiegoś powodu nie chcesz się nimi zajmować, to nie zajmuj się nimi w 100% i ich po prostu nie karm.
Kłusownictwo powinno być zakazane, gdyż przez nie bezpowrotnie giną gatunki, które są przeważnie charakterystyczne dla tylko jednego rejonu (np. ptaki Moa, tarpany).
Co do zwierząt hodowlanych, to znamy przypadki wypuszczania karpia do Wisły w wigilię świąt bożego narodzenia. Bez sensu - karp hodowlany nie będzie w stanie znaleźć sobie pożywienia na wolności i padnie z głodu. Co innego zabijać dzikie gatunki zwierząt, aby pozyskiwać z nich mięso (gołąb wędrowny, będący prawdopodobnie inspiracją dla Hitchcock'a, gdyż poruszał się w nawet milionowych stadach potrafiących zasłonić niebo na przestrzeni kilkudziesięciu kilometrów), ale to powinno się dziać pod kontrolą, aby nie wyniszczyć gatunku.
Zwierzęta, które są zabijane podczas polowań, aby pozyskać ich futra... obrazek znanego plakatu po lewej mówi chyba wszystko na ten temat. To samo tyczy się sprawy wypraw po kość słoniową. Może resztki zwierząt nie powinny być gratisem do zakupowanego towaru (handlu tymi materiałami się nie wytępi, jest to jakby zabronić przeklinać uczniom w szkołach czy walczyć z wiatrakami) ale nie widzę nic złego w załączaniu fotografii takich jak ta i statystyk podających konsekwencje takich poczynań. Uważam, iż jest to nawet potrzebne, ale to coś w rodzaju napisów "Palenie zabija" na paczkach papierosów.
Niestety dość często się zdarza, że zwierzę, które było trzymane w domu zostaje przywiązane przez właściciela do drzewa, co się zdarza dość często np. gdy rodzice kupią dziecku psa i po jakimś czasie pies się dziecku znudzi. Szczyt nieodpowiedzialności. Podobne sytuacje mają miejsce, gdy rodzina wyjeżdża na wczasy - zawsze jest ktoś, kto może choć w minimalnym stopniu zająć się zwierzęciem.

Ciekawym tematem dot. wymierania zwierząt jest kryptozoologia, ale to kompletnie inna bajka niż prawa zwierząt więc nie będę jej teraz poruszał.

środa, 17 marca 2010

Wolność i niewola słowa

Jakiś czas temu, przeczytałem w serwisie gazeta.pl artykuł dot. krytyki przez posła PiS wystawy homoseksualnych artystów o tego typu zabarwieniu. Dziś, ten sam serwis prezentuje odpowiedź PiS'u.
Na wstępie przedstawię moje nastawienie do gejów i lesbijek: niech sobie istnieją, niech się bzykają po swojemu, ja z takim kimś mogę spokojnie porozmawiać, ale bliższych kontaktów z nimi mieć nie chcę, bo nie czuję się zbyt bezpiecznie w towarzystwie geja (rozróżniam gejów od pedałów - zobacz grafikę). Uważam, że pary homoseksualne powinny mieć prawo do legalizacji swoich związków, ale nie powinny mieć praw do adopcji dzieci, ponieważ teoretycznie jest to kwestia wyboru, ale czy dziecko wychowywane w takiej rodzinie będzie na pewno wiedziało, czy chce być takie, jak "rodzice", czy brać z nich przykład itd?
Teraz przedstawię moje nastawienie do Prawa i Sprawiedliwości. Nie przepadam za tą partią, ale co by nie patrzeć, trochę dobrego zrobiła: Zredukowali korupcję i przestępczość. Ale parę rzeczy zrobili też takich, które mi się bardzo nie podobają, np. Roman Giertych został za zgodą jeszcze wtedy premiera Kaczyńskiego ministrem edukacji i namieszał w niej tak, że nie wiedziałem, jak pisać maturę, co się nieraz do tej pory zastanawiam, co za debil zatwierdził tamte reguły. I niestety doprowadzili do paranoi, że żyjemy w "Kraju wolności słowa" w którym cały czas są wytaczane kolejne procesy o obrazę mienia. Jeśli ktoś będzie na tyle odważny, by sprawdzić w słowniku języka polskiego hasła "wolność" i "odpowiedzialność" to zapewne zauważy, że te terminy wzajemnie się wykluczają. I w tym tkwi sęk tej dygresji - gdyby rzekoma wolność słowa rzeczywiście istniała, nigdy nie dowiedzielibyśmy się o osobie Huberta Hoffmana, bezdomnego który w obecności funkcjonariuszy rzucał mięsem pod adresem duetu Kaczyńskich.
Na podstawie tych dwóch artykułów, do których linki podałem na początku tego posta wnioskuję, iż związek gejów i lesbijek próbuje udupić PiS przy pomocy ich własnej broni - pozwów o obrazę mienia. Jak widać nieskutecznie, gdyż pod adresem posła uprzedzenia o wytoczeniu sprawy w sądzie okazują się być groźbą karalną (pierwsze słyszę, żeby takie groźby były karalne, ale jak się okazuje, PiS to partia u władzy ustawodawczej).
Tak więc teraz nasuwa się kilka zapytań:
  1. Czy Tadeusz Rydzyk, nazywając żonę prezydenta czarownicą nie przekroczył granicy niewinności wolnego słowa?
  2. Czy poseł Stanisław Pięta został przez kogoś zmuszony, by oglądać te prace? i tu dodam kilka dodatkowych pytań:
  • Jeśli nie, to po co w ogóle publikował swoją opinię w sposób, który bulwersuje taką ilość ludzi? Czyżby nie potrafił się wypowiadać, czy jest tak zaślepiony czymś (być może brakiem tolerancji dla odmienności), że nie potrafi nad sobą zapanować?
  • Jeśli tak, dlaczego nie oskarżył jeszcze osoby, która go zmusiła?

niedziela, 14 marca 2010

Teoria wielowymiarowości vs. istnienie Boga

Wielu przedstawicieli różnych religii uważa, że wiara w inne wymiary to grzech. A ja uważam, że na tym może polegać wiara w takie twory jak duchy, diabły, anioły chochliki, bóstwa itp. Na wstępie o wielowymiarowości:
Ludzkie zmysły i wyobraźnia rozróżniają 4 wymiary:
  1. Długość
  2. Wysokość
  3. Szerokość
  4. Czas
Nie wiemy dokładnie czemu tak jest, po prostu ktoś to zaobserwował i opisał jako aksjomatyczną zasadę na podstawie której zupełnie podświadomie widzimy otaczający nas świat. Tak jak Newton opisywał swoje zasady dynamiki a Kartezjusz geometrii - nie wiedzieli skąd to się wzięło, zauważyli że tak jest, a na podstawie ich opisów opierają się gigantyczne dziedziny nauki.
Nie jesteśmy w stanie pojąć, jak może wyglądać 5. wymiar, ponieważ nasza wyobraźnia tego "nie obsługuje". Istnieje matematyczna możliwość prezentowania wykresów w trójwymiarze, ale nie więcej, więc mając na uwadze np. prezentowanie przemieszczania się jakiegoś obiektu, np. samochodu, nie możemy zamieścić na wykresie więcej informacji niż 3: przypuśćmy, że będą to czas, prędkość i przebyta droga wspomnianego samochodu(co prawda wynikają one z siebie na wzajem, ale to tylko przykład dla wyobraźni, nie ma sensu liczyć jakichś konkretnych liczb). Aby przedstawić jakiekolwiek inne parametry, które mają coś wspólnego z drogą przebytą przez nasze BMW (przyspieszenie, ilość spalanego paliwa, ilość alkoholu w organizmie kierowcy, temperatura silnika, zdobyte punkty karne) musimy już rysować kolejne wykresy. Ale jesteśmy w stanie narysować wykres każdego z tych parametrów w czasie lub innym parametrze jako oddzielny wykres dwuwymiarowy, mimo, że potrafimy liczbowo śledzić te zależności. Nasz umysł więcej nie potrafi przyjąć.
Jako dużo bardziej trafny i wyrafinowany przykład podam bakterie. Otóż są to takie małe żyjątka, które w dużej części przypadków żyją w przestrzeni dwuwymiarowej + czas. Istoty tworzące zespoły o organizacji podobnej do mrówek, mimo, że to istoty dość prymitywne. Aby lepiej to zobrazować proponuję rozsypać przed sobą garść spinaczy biurowych lub szpilek, albo skorzystać z okruchów pieczywa, które właśnie podlega konsumpcji przez czytelnika tego posta. To jest nasza kultura bakterii, flora stanowiąca barierę ochronną dla blatu biurka, nie znająca wymiaru "wysokość" - tylko długość, szerokość i czas. Podnieśmy kilka z nich w palcach, tak jak może to zrobić naukowiec w laboratorium za pomocą jakiegoś bardziej skomplikowanego osprzętu. Reszta nie będzie miała pojęcia, gdzie zniknęła ta część, którą właśnie wzięliśmy. Tak samo może być i w naszym przypadku - położymy coś gdzieś, potem to ginie lub gubi się (ot znakomitym przykładem na wielu biurkach jest taśma klejąca). Może się znaleźć, a może nie, tak samo my możemy odłożyć te bakterie na miejsce lub nie. I o to właśnie chodzi: ich zmysły nie są w stanie pojąć, co się z nimi stało. Tak więc, mając wiedzę o tych prostych istotach widzimy, że my też możemy być postawieni na ich miejscu: widzimy tylko to, co nasze zmysły są w stanie ogarnąć, i nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czy oprócz naszego świata nie istnieje jeszcze jakiś równoległy, pięcio- czy sześciowymiarowy. Ilości takich może być równie wiele, co możliwości śledzenia parametrów trasy wspomnianego w przykładzie autka (ilość spalanego paliwa, zużycie opon, tarcie powietrza o karoserię, ciśnienie w tłokach...) których można wyliczać w nieskończoność, a i tak nie będziemy w stanie na jednym wykresie pokazać więcej niż 3. Może się okazać, że ilość wymiarów i światów równoległych to przykład indukcji matematycznej, tzn. jeśli istnieje ich n, to n+1 też. I teraz możemy założyć, że w świecie pięciowymiarowym (który już wykracza poza naszą wyobraźnię) znajdować się może zbłąkana dusza zmarłej osoby, która może być naszym dobrym duchem i strzec od złego, lub nawiedzać miejsca i straszyć, będąc poltergeist'em. W kolejnym wymiarze może siedzieć istota, którą ludzie na ziemi uznają za Boga, lub grupa istot, jak bóstwa w mitologiach słowiańskiej, greckiej, rzymskiej, egipskiej. Są przecież osoby, które podają się za media - część z nich to na pewno oszuści, ale nie wolno wykluczyć, że nie ma na świecie osoby, która z uwagi na jakieś zajście w swoim życiu lub uwarunkowania genetyczne nie jest w stanie np. podsłuchiwać rozmów duchów.
Prawdopodobnie zaburzyłem poglądy osób, które do tej pory myślały że "wyobraźnia nie zna granic". Uspokajam w ten sposób: tu właśnie pojawia się różnica między wyobraźnią a fantazją.

czwartek, 11 marca 2010

Aborcja i jej legalizacja

Kto słyszał o przypadkach znanych w mediach, gdzie np. ciąża jest wynikiem gwałtu, lub poród może spowodować bardzo poważny uszczerbek na zdrowiu matki (np. Alicja Tysiąc) ma na pewno wyrobione zdanie na ten temat. Chcąc napisać tego posta, muszę jednak trochę zamieszać w opiniach. Uważam, że prawo do aborcji powinny mieć kobiety w następujących przypadkach:
  1. Ciąża jest wynikiem gwałtu stwierdzonego na drodze sądowej
  2. Poród może zagrażać zdrowiu lub życiu matki
  3. Przed urodzeniem stwierdzono, że dziecko może mieć bardzo poważne problemy zdrowotne (np. zespół Pataua lub inne, przez które będzie problem z utrzymaniem go przy życiu po urodzeniu)
Tak, pisałem o tym już w pierwszych słowach tego posta, i uważam, ze w tych przypadkach kobieta będąca w ciąży powinna mieć prawo do aborcji. Nie bez powodu wytłuściłem te słowa: Prawo nie jest równe obowiązkowi. To matka powinna decydować, czy chce urodzić dziecko i je później wychowywać, czy oddać do adopcji lub domu dziecka, albo dokonać aborcji przed porodem. Pod warunkiem, że spełnia jeden z powyższych warunków. Prawa do aborcji nie powinny mieć np. małolaty, które upiły się na imprezie i zaliczyły wpadkę. Owszem, alkohol jest dla ludzi, ale wszystko z umiarem, gdyż za co jak za co, ale za własną głupotę powinno się ponosić konsekwencje. Jeśli ktoś ma co do tego wątpliwości, niech zapyta znajomych (o ile jeszcze nie wie) o zabawę znaną pod nazwami "Gwiazda" albo "Słoneczko". Ale stawiam za warunek również jedną rzecz: kobieta, która dostała prawo do aborcji z powodu zagrożenia zdrowia i później jeszcze raz zaszła w ciążę, a jej stan zdrowia w dalszym ciągu jest nieodpowiedni do podjęcia porodu nie powinna dostać prawa do aborcji. I to z tego samego powodu co pijane dzieci: to już jest głupota tej kobiety, która przecież zdaje sobie sprawę, że nie powinna zachodzić w ciążę bo poród jest dla niej ryzykowny. To już byłoby igranie z prawem (o ile w ogóle taka ustawa zostałaby dopuszczona).
Nie bez powodu również zamieściłem tutaj zdjęcia płodów - pierwsze zdjęcie prezentuje żywy, zdrowy płód, natomiast drugie to resztki płodu po aborcji. Jeśli trafi się tu ktoś, kto jest stanowczo za aborcją, bez względu na okoliczności, niech sobie uświadomi, że zanim zaczął, to sam mógł skończyć tak jak ten mały człowieczek na drugim zdjęciu. Moi drodzy, zdaję sobie sprawę, że jest to przykre, ale pewna część z Was to właśnie wpadki rodziców z ostro zakrapianych imprez. Zastanówcie się 5 razy, zanim coś powiecie w tym temacie.
Punkt 3. dodaję to tego posta po rozmowie z koleżanką z pracy, która nasunęła mi tę myśl. Proponuję sprawdzić w Wikipedii, czym są aberracje chromosomowe. Nie mówię o takich stosunkowo delikatnych problemach jak zespół Downa, zespół Superfemale czy zespół Klinefeltera, ale o takich jak zespół Pataua. Zamieszczam zdjęcie i odnośnik.