Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ludzka głupota. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ludzka głupota. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 listopada 2012

Chomikuj.pl

Ściągając terabajty danych z sieci, zwłaszcza filmy i muzykę z Chomikuj.pl zauważyłem ciekawy wpis w jednym z opisów profili.
"Zgodnie z polskim prawem ściągnięte pliki posiadające prawa autorskie można przechowywać na dysku przez 24h. Administrator tego chomika nie odpowiada za znajdujące się tu pliki. Jeśli chcesz pobrać pliki musisz po 24h (od momentu pobrania ich na dysk) skasować je ze swojego komputera. Autor chomika nie ponosi żadnej odpowiedzialności za niezgodne z prawem wykorzystywanie zasobów znajdujących się na tej stronie."
Brzmi to trochę żartobliwie, gdyż mając na uwadze Polską mentalność i tak wszyscy to oleją, ale wypadało wkleić, coby się pajace od ACTA i innych podobnych debilizmów nie pruli. Tak dla świętego spokoju umysłu i duszy. Biorąc rzecz jeszcze trochę poważniej: nie widzę nic złego w kupowaniu płyt CD, DVD i BD, gdyż uważam, że jeśli ktoś robi coś, co mi się podoba, to należą mu się za to ode mnie pieniądze. Szkoda tylko, że takie persony jak np. Kazik Staszewski (za muzykę - pełen szacun, ale to inny wątek) życzą sobie chore kwoty za wejściówki na swoje koncerty, albo inne przypadki krzyczące sobie 120zł za płytę CD. Komentarz zaczerpnąć pragnę z dowcipu (dlaczego nie ma Żydów-Cyganów-murzynów-gejów? No rzesz kurwa bez przesady).
p.s. Nie jestem rasistą ani nie mam innych dziwnych uprzedzeń ale niektóre z tych żartów są po prostu śmieszne.

piątek, 2 listopada 2012

Ho ho ho, jak dawno mnie tu nie było!

Ten blog nie ma zbyt wielu odbiorców, głównie dlatego, że nie ma on trafiać do mas, a jedynie do wąskiej grupy osób, w dodatku rzadko do niego zaglądam nawet ja. Ale przez ostatni rok całkiem sporo się zmieniło u mnie:
Najważniejszą zmianą było według mnie rzucenie palenia, dzięki czemu teraz mogę sobie jeździć na koncerty tu i ówdzie, przede wszystkim jednak w obrębie woj. Mazowieckiego - było tego już trochę (Limp Bizkit, Slayer, My Riot, Oedipus, Hunter, Jelonek, Linkin Park, The Prodigy, Mastodon, Garbage, Chassis, Nightwish, At the Lake, Korn, Luxtorpeda...)
Po drugie, moje i tak już szpetne nogi doznały jeszcze dodatkowej kontuzji, przez co krótkich spodni raczej nie założę przez najbliższych kilka lat...
Po trzecie, odszedłem z OVB, w Szpitalu pracuję nadal, ale cały czas kombinuję i szukam czegoć lepszego (jeśli ktoś ma jakieś propozycje - czekam).
Pozbyłem się Smerfa z pokoju, może nawet uda mi się w tym roku samemu wyeksportować się piętro w górę, muszę tylko wykombinować jakieś fajne meble, bo cała reszta już jest (czyli ściany, drzwi i zasięg Wi-Fi).
Sporo mniej udzielam się na mGSM.pl.
Cały czas staram się być na czasie z produktami bankowymi i inwestycyjnymi, jakoś tak mnie wkręciło to OVB, ciekawe, ile mi się ten bakcyl jeszcze utrzyma.
Coraz rzadziej siedzę w internecie na komputerze, chociażby dlatego, że nie noszę już laptopa do pracy, a ze stacjonarnym komputerem się pożegnałem. Czasem przeglądam newsy i pogodę na telefonie (Android to wygodna rzecz).
Zastanawiam się, jak usunąć to cholerne konto na facebooku. Wkurza mnie już tylko. Ludzie nie wiedzą widocznie, że Google+ w niczym mu nie ustępuje. No dobrze, FB jest słabiej spolszczony i przyznać trzeba, że ilością angielszczyzny w polszczyźnie wymiata wszystkie serwisy internetowe, jakich używałem kiedykolwiek.
Zamiar wyjechania do Austrii cały czas jest zamiarem.
Dziewczyny jak nie miałem, tak dalej nie mam, żaden poważny związek się nie przewinął w tym czasie.
Pozwolę sobie utrzymać w tajemnicy sytuację rodzinną, podsumuję jedynie, że bywało lepiej.
Odspołeczniłem się trochę przez ostatnich kilka tygodni, za niedługo wrócę do swojego stałego wszędobylstwa i wkurwiania ludzi dookoła. Żebyście nie zapomnieli, HAHA!
Założyłem dodatkowe konto w innym banku, gdzie nawet mam z tego jakieś niewielkie zyski. Cashback to jednak dobra rzecz. A na tym się nie skończy.
Przekolczykowałem sobie brew i zapuszczam włosy :)
Nauki nie wznawiałem, odnoszę wrażenie, że nie stać mnie na to jak na razie.
Na próby chóru nie wróciłem, pomimo, że nawet mi się chciało, to inne zajęcia mi przeszkodziły w tym szczytnym celu, jak np. Dart. O, właśnie, to jest mój sport!
Poza tym, to właściwie nic się nie dzieje, siedzę w swoim gabinecie w Szpitalu, czasem coś mi zagra, czasem jakiś zbłąkany pacjent wejdzie i zostanie stamtąd wygoniony coby nie przeszkadzał mi w pracy.
Tak więc, z tego kipiszu zdań, równoważników zdań i akapitów składających się z nich właśnie możecie droga publiczności wywnioskować, jak mi się powodzi. Numer telefonu pozostaje bez zmian, to wiedzą pewnie nawet ludzie, którzy nie wiedzą o istnieniu tego bloga, ale na wszelaki wypadek wspomniałem o tym.
Dobranoc!

środa, 15 czerwca 2011

Wtorek, 14.

Jakoś tak się dziwnie złożyło, że wczoraj, czyli we wtorek, miałem jechać na szkolenie związane z nową pracą, a że miałem jeszcze odwołać się od mandatu wystawionego przez kanara w piątek w pociągu (jechałem na bilecie ulgowym, a zapomniałem legitki) musiałem wyjechać trochę wcześniej i pojechać na dworzec wschodni, by to osiągnąć (w końcu lepiej zapłacić 13zł aniżeli 150...). Było to powodem mojego wcześniejszego wyjścia z pracy ze szpitala. Tak więc ewakuowałem się ok. godziny 13.00 czy coś koło tego, poleciałem do domu, napiłem się, wykąpałem, opakowałem w garnitur, dwa razy sprawdziłem, czy mam legitkę i udałem się do kiosku po bilet ZTM.
Skasowałem go oczywiście, i choć chciałem pojechać bezpośrednio na wschodni z mojej stacji, to okazało się, że nie jest to jednak możliwe. No cóż, mówi się "trudno" i żyje się dalej.
Wsiadłem w pociąg na wileniak, gdzie aby znaleźć miejsce siedzące, by ustawić się wygodnie z netbookiem musiałem wydać 6zł w mac'u (cheeseburger + mała fanta to nic wielkiego, poza tym, że byłem głodny, a te fast-foody są tak zaprogramowane, by pobudzać apetyt). Dowiedziałem się, że da się tam dojechać linią Z-2, która to niegdyś podczas remontu mostu była mi dojazdem do szkoły. Niby fajnie, ale ta linia ma 2 przystanki pod wileńskim, a ja oczywiście musiałem znaleźć na początku ten niewłaściwy. Straciłem trochę czasu, ale miałem go na szczęście wystarczający margines, by mi to nie przeszkadzało (zawsze tak robię, jak jadę gdzieś po raz pierwszy - lepiej być za wcześnie, niż za późno). Pani w okienku "Windykacje" przy kasach prawie bez słowa obsłużyła mnie dość szybko (możliwe, że coś mówiła, ale przez tę szybę nic kurwa nie słychać!) i w miarę bezboleśnie. Potem doceniłem wiedzę, jaką zdobyłem podczas dojazdu w to miejsce.
Udałem się następnie z powrotem pod dw. Wileński i dojechałem do metra, którym udałem się na Wilanowską. Niedaleko tej stacji znajduje się siedziba firmy OVB Allfinanz, w której mam obecnie szkolenia aby zostać jej pracownikiem. Treść szkolenia pozostawię dla siebie, ale pochwalić się wypada, co się stało w siedzibie po jego zakończeniu. Mianowicie chodzi mi o spotkanie z wszystkimi pracownikami, i obecnymi, i dopiero zamierzonymi (jak np. ja) tej placówki, celem podsumowania miesiąca i dotychczasowego szkolenia. Dla mnie najważniejszym podpunktem było wymienienie osób, które już podczas szkolenia zaczęły coś robić w kierunku pracy w tym przedsiębiorstwie, gdyż zostali oni nagrodzeni firmowymi breloczkami, których ponoć w żaden inny sposób zdobyć się nie da. Ja takowy dostałem :)
Następnie pojechałem z jednym z kolegów do innego koleżki z uczelni, pogadać, zapalić, i jak się później okazało pomóc mu w przeprowadzce z jednej stancji na drugą. Moja pomoc co prawda była skromna, bo pilnowałem tylko otwartego samochodu, ale flaszka się należy! Niestety, aby zmieścić jego pokój w VW Golfie, kierowcę i jego samego, trzeba było składać tylną kanapę, więc ja już musiałem wracać komunikacją miejską. Dałem sobie radę bardzo dobrze, gdyż zauważyłem, że jeden z przystanków pierwszego tramwaju, w który wsiadłem, pokrywał się z trasą wspomnianego Z-2, więc dojechałem do niego, i dojechałem sobie spokojnie na wileński. Sam myślałem, że zejdzie mi się z tym dłużej. Do domu wróciłem oczywiście pociągiem, co dziwne, znalazłem nawet miejsce siedzące w jednojednostkowym składzie na Małkinię (i z nikim się nie biłem).
I jak na ironię, najciekawsze rzeczy działy się w moim miejscu pracy na chwilę po moim wyjściu.
Gdzieś niedaleko cmentarza w Kobyłce ktoś zaczął strzelać, w skutek czego mieliśmy dwóch nowych pacjentów. Fajna fura ich przywiozła: biały Lexus (choruję na GS300). Artykuł, który podrzuciłem, nie jest niestety zgodny z prawdą:
  1. Rany nie dotyczyły barku i uda, tylko klatki piersiowej i brzucha
  2. Sprawca wg artykułu został zatrzymany "nieopodal szpitala", a miało to miejsce na parkingu już za szlabanem, tuż pod samym głównym wejściem
Szkoda po trochu, że tego nie widziałem, ale podobno akcja była jak z filmu kryminalnego: Podjeżdża zajebista fura, zaraz do niej podbiega trzech policjantów, wyciągają z niej dwóch typów i aresztują. - polskie kino wymięka.
Ech, na tym terenie to chyba zawsze będą się strzelali. Większość Wołominiaków pamięta zapewne, jak ś.p. Gruszczyński powystrzelał połowę rodzeństwa Czajewiczów kilka lat temu. To była obława! Na co drugim skrzyżowaniu uzbrojony w kałasznikowy patrol minimum dwóch policjantów, pod Carrefourem (jeszcze wtedy stał) autobus policji i dwa vany z uzbrojeniem o godz. 7.00... a i tak kradli.

piątek, 3 grudnia 2010

Obraz bez kabla

Ostatnio pisałem o zbliżającej się śmierci Symbiana, dziś widzę, jak wymierają kolejne standardy transmisji obrazu: Sam jestem użytkownikiem monitora z podejściem VGA, zastąpionym przez D-Sub, wypieranym, ale też częściowo współżyjącym z HDMI, a z kolei oba te standardy wkrótce zostaną wygryzione przez DisplayPort.
Teraz już pojawia się pomysł, na przekazywanie obrazu komputer-monitor bezprzewodowo. I tu ciekawi mnie kilka rzeczy:
  1. Jak to się ma do "słuchaczy fal radiowych", którzy obecnie wykradają nam dane z bezprzewodowych klawiatur i słuchawek? Czy oprócz przechwytywania naszych rozmów na komunikatorach, przez telefony i haseł do kont bankowych, pocztowych i społecznościowych okoliczni hakerzy będą mogli również podglądać faktury które mamy zapisane na pendrive'ach i korzystamy z nich bez udziału internetu?
  2. Jak podłączyć pierwszy bezprzewodowy monitor do komputera, który nie ma możliwości podłączenia innego (lub tego) monitora po kablu?
  3. Po co tak na prawdę w stacjonarnym komputerze bezprzewodowe połączenie z monitorem, który i tak będzie potrzebował połączenia po kablu do sieci 230V?
  4. Nie wiem jak reszta świata, ale nawet jeśli to miałoby własne zasilanie, to zamiast łazić po domu z monitorem, myszką i klawiaturą wolę wziąć laptopa ☺

środa, 17 listopada 2010

"Requiem dla snu"

Ten demotywator okazał się być dla mnie motywatorem do obejrzenia Requiem for a dream. Zgadzam się w 100% z jego autorem - ów film daje takiego kopa w mózg, że patrzę się teraz na ćpanie z jeszcze większym obrzydzeniem, niż do tej pory.
Film sam w sobie można traktować jako ostrzeżenie zarówno przed różnego rodzaju pixami czy czymkolwiek takim (zwłaszcza przed braniem w żyłę - zob. obrazek powyżej), ale też przed lekami teoretycznie dopuszczonymi do sprzedaży w aptekach. Najciekawsze dla mnie jest to, kto zauważył pierwszy działanie leków.
Polecam szczerze każdemu obejrzenie tego filmu. Jest to tzw. terapia szokowa, ale bardzo skuteczna.

wtorek, 28 września 2010

Tusk vs. Palikot

"Chłopie, nie stój w przeciągu. Chcielibyśmy zamknąć drzwi, bo trochę wieje. Albo w tę, albo we w tę" - Takim podobno hasłem potraktował (nie kaczor) Donald Tusk Janusza Palikota. I cóż z tego, że wszem i wobec mówi się o odejściu Palikota z platformy. Nie sądzę, aby było to w partii traktowane na poważnie, gdyż Palikot służy dość często do odwracania uwagi mediów od spraw ważnych, a skupia ją na tych kolorowych i głośnych. Według mnie jest to kolejny zapychacz mediów, żeby broń boże tamta sprawa nie wyszła na jaw. Jedyne tylko pytanie jakie pozostaje: Co tym razem chcą przed światem ukryć? Bez rozgłosu PO jest w stanie postawić swe złe uczynki w takim świetle, by zwalić winę na chyba każdą inną partię.

wtorek, 3 sierpnia 2010

24% VAT?!

Czuję się załamany, gdyż właśnie na RMF24.pl doczytałem się, że do 2011r. wzrosnąć ma podatek VAT. Żyć się w tym kraju odechciewa, i aż nie mogę się doczekać, kiedy skończę studia i sam stąd wyjadę.

niedziela, 18 lipca 2010

Palikot o Gosiewskim: "on żyje"

Pan Janusz Palikot na swoim blogu sugeruje, jakoby Przemysław Gosiewski żył, i był widziany na peronie we Włoszczowej. Moje pytanie teraz brzmi następująco: skąd niby taka informacja? i dlaczego akurat na tym peronie, który - o ironio - sam kilka lat temu sponsorował podczas budowy, by zdobyć tam popularność?
Sugestie, że ciała znalezione w lesie smoleńskim i/lub te przywiezione do Polski w trumnach to zwłoki innych osób, a de facto tamci "nasi-nienasi" są przetrzymywani w granicach Rosji (jak pisze Palikot) wydają się być mało prawdopodobne, i lepiej, by nie miał on racji.
Osobiście uważam, że w głowie posła Palikota rodzą się pomysły na ciekawe scenariusze filmowe: mijające się z prawdą w założeniach i zakręcone jak psie gówno, oparte czasem na stanie faktycznym (numer z "małpkami"), a czasem na urojeniach jak w filmie "teoria spisku" z 1997r.
Dlatego w tym momencie uznaję to za kolejny wygłup Palikota, który udaje dra Frankenstein'a, mając za swego potwora Przemysława Gosiewskiego:
- On żyje!


No, dobra, deczko przesadziłem, ale hasło jest podobne.

wtorek, 13 lipca 2010

Jackass vs. Remi Gaillard

Nieraz widzieliśmy wszyscy wygłupy różnych ludzi, rejestrowane na filmach wideo i publikowane w internecie w celach czysto rozrywkowych - najczęściej są one komentowane przez widzów słowami kurwa, ale to debile są, ja pierdolę i chyba nie jest to dziwne, bo kto zdrowy na rozumie zacznie robić takie rzeczy, jak strzelanie sobie w brzuch poniżej zabezpieczenia z markera do paintball'a albo z atrapy broni do ASG, albo skakanie na motorze tak, by motor przygniótł kierowcę? Tak samo kto biega po supermarkecie przebrany za Pacmana? Oni: Remi Gaillard, a jak nie on, to Bam Margera ze swoją ekipą z Jackass. Zależy to w dużej mierze od rejonizacji - Remi działa we Francji, a Jackass'y w Stanach Zjednoczonych. Zobaczcie sami, oto Jackass.

na powyższym filmie widać, jak koleś nasikał do pistoletu na wodę a potem zrobił kawał koledze. Świńskie, ale nawet śmieszne. Jest to trailer jednego z ich pełnometrażowych filmów.

Tutaj spikerka sama mówi, co się stało. To, co dopowiedział tamten typ i co zrobili z sankami uzupełnia tylko niewielkie braki w jej wypowiedzi.

Więc to jednak prawda... dobra, wolę nie sprawdzać w domu☺

A to już jest ten słynny Bam: Strzela z tego w swoją żonę. Chyba średnio udał im się ten związek ☻ to jest trailer tego samego filmu, o którym już wspominałem.

O tym filmie też już tu przed chwilą pisałem - to z motorem.

Tutaj głupy skaczą z rampy do wody na deskorolkach, BMX'ach, hulajnogach i czym się da. Bam jak widać trafił w ustawione na wodzie kółko - nic dziwnego, jest on zawodowym skater'em, więc takie triki nie są dla niego wyczynem. Poniżej inne podobne wyczyny Jackassów.


Remi Gaillard
Od tego miejsca post ten przyjmuje motto życiowe Remiego:
Robiąc cokolwiek, stajesz się kimkolwiek.

Jest to satyryk o dość dużych umiejętnościach sportowych, lubiący się nimi popisywać podobnie do Jackass'ów - czyli kolejny odpierdalacz. Oto kilka filmów.

Kangurek - Pierwszy film Remi'ego, jaki zobaczyłem. Teraz to już klasyk ☺ podobnie, jak poniższy Pacman.

O Pacmanie pisałem na początku tego posta; teraz zobaczmy Football: Remi popisuje się swoimi zdolnościami piłkarskimi.


Podsumowując, bardziej przekonuje mnie do siebie humor Remi'ego niż Bama, ale muszę przyznać, że obaj są całkiem niezłymi sportowcami i nawet trochę zabawni. Obaj również uważają się za zawodowych komików, ale sami oceńcie, czy ich narcyzm ma jakieś odniesienie do rzeczywistości ☻

sobota, 10 lipca 2010

Druga tura wyborów, jej wynik i powikłania

...i po raz kolejny w Szpitalu wygrał J. Kaczyński - przewaga wyniosła 18 głosów: tym razem rozłożyły się one 50 dla w/w + 32 dla B. Komorowskiego, ale na szczęście nie wszyscy tak zagłosowali, i mamy tą metodą prezydenta Bronisława.
Wydało mi się kompletnie bzdurnym, co wyczytałem na gazeta.pl, i później na wprost.pl: Komorowski niby wygrał, bo jego kratka była większa i narysowana grubszą linią. Ten bezsensowny zarzut został wysnuty oczywiście z szeregów PiS'u. Absurd! Równie dobrze można powiedzieć, że J. Kaczyński miał zwiększone szanse, bo był pierwszy na liście, i to zostało uknute w PiS - tyle tylko, że w PO nikt tak nie powie, bo:
  1. Kaczyński faktycznie ma alfabetycznie nazwisko przed Komorowskim
  2. Prawdopodobnie zdają sobie sprawę z tego, że taki zarzut zostałby wyśmiany przez społeczeństwo i nie chcą się narażać.
Tak więc po co ten stres i szukanie dziury w całym? miałem w rękach setki tych kart, na moje oko kratki były jednakowe. Jest to wewnętrzna sprawa PiS'u, że nie potrafią dać sobie rady z przegraną.

sobota, 5 czerwca 2010

Paradoks

Doczytałem się dzisiaj ciekawego paradoksu. Na wstępie przypomnijmy kilka powszechnie znanych prawd:
  1. Kot zawsze spada na 4 łapy.
  2. Kromka chleba zawsze spada posmarowaną stroną do gleby.
I zadajmy sobie pytanie: co się stanie, jeśli przyspawamy kotu do pleców kromkę chleba posmarowaną masłem od góry?
Oto dopuszczalne warianty:
  1. Kromka chleba spadnie posmarowaną stroną do ziemi (bo zawsze tak jest)
  2. Kot spadnie na 4 łapy (bo zawsze tak jest)
  3. Nastąpi konflikt grawitacyjny i zawisną w powietrzu kręcąc się wokół własnej osi
  4. Pierdolną bokiem i się zabiją (powiedzmy, że to będzie 5 piętro)
Ciekaw jestem, kto mi jak odpowie:)

środa, 26 maja 2010

Więcej szczęścia niż rozumu

Nic dodać ani ująć w tym wypadku (tak, wypadek to dobre słowo). Wybuchłem po prostu śmiechem jak zobaczyłem, że motocyklista z tego wypadku wślizgiem na dupie wylądował tuż przed innym samochodem, wstał i poszedł. Choć bywają też niestety i takie wypadki, zwłaszcza w miejscach, gdzie sporo ludzi wyprzedza na 3-go, że ofiara wypadku zostaje rozjechana 2 samochodami. Czasem przeżywa, a czasem nie.
Dlatego warto się rozglądać i używać różnego typu odblasków. Koniecznie zobacz film poniżej.
A większość takich wypadków ma miejsce z powodu takich właśnie kierowców, jak ten.

Zobacz inne wiadomości z tej dziedziny tutaj

wtorek, 27 kwietnia 2010

Metoda uzbierania pieniędzy na podróż poślubną

Tak zawiedzionego pana młodego polskie kościoły, meczety i cerkwie chyba jeszcze nie widziały: jego wybranka w dniu ich ślubu zasymulowała własne porwanie, aby wyłudzić od rodziny garść drobniaków (100 tys. zł). To takie troszkę odwrotne efekt i podejście do sprawy ślubu niż to, które ujęła w słowach piosenki Monika Brodka. Zobaczcie sami:)

Głupota ludzka nie zna granic, ale według mnie wybryk tej dziewczyny to już skurwysyństwo, i na miejscu pana młodego odpuściłbym ją sobie, bo widać po prostu, że liczy się dla niej nie on, a jego pieniążki.

piątek, 19 marca 2010

Aparaty fotograficzne Samsung DualView

Jak wiadomo, rynek urządzeń elektronicznych jest ukierunkowany na wiele rodzajów odbiorców: znamy już przykłady produktów polskiej firmy myPhone, która produkuje przede wszystkim telefony z jednoczesną obsługą dwóch kart Sim lub dedykowane osobom starszym. Ale takiego czegoś, jak aparat fotograficzny dla kretynów to jeszcze nie widziałem.
Spodziewać się należy, iż przede wszystkim tego wynalazku będą bardzo namiętnie używać głupie małolaty mające manię na punkcie swojego wyglądu i/lub wrzucające na swój profil na Gronie, Facebook'u czy naszej-klasie gigabajty zdjęć będących własnymi autoportretami. Najprostszymi słowami to ujmując, dzieci Neostrady. Zastanówmy się, czy aby na pewno do tego ma służyć aparat?

Według mnie to urządzenie ma służyć uwiecznianiu chwil, o których miło pamiętać, służyć do tworzenia niepowtarzalnych pamiątek w postaci obrazów, o czym się przekonujemy za każdym razem jadąc na wczasy albo też na wycieczki. Może również znaleźć genialne zastosowanie jako narzędzie pracy, np. ja sam nieraz majstruję w elektronice, i życie mnie nauczyło, że zanim zacznę coś robić metodą Hot-Air warto zrobić zdjęcie temu, co się dłubie. Również, a nawet przede wszystkim, posługują się nim fotoreporterzy (jak sama z resztą nazwa wskazuje), lub inni ludzie, którzy piszą jakiekolwiek sprawozdania i muszą je dość dokładnie obrazować (tak, "obrazować" to dobre słowo w tym miejscu).
Rewolucyjną zmianą na dobre było rozpowszechnienie fotografii cyfrowej w powszechnym użyciu, ale niestety, ile megapixeli ten aparat by nie miał, i tak zdjęcie będzie do dupy, jeśli posługuje się nim idiota, który o robieniu robić zdjęć tak na prawdę nie ma pojęcia.