Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cwaniactwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cwaniactwo. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 listopada 2012

Chomikuj.pl

Ściągając terabajty danych z sieci, zwłaszcza filmy i muzykę z Chomikuj.pl zauważyłem ciekawy wpis w jednym z opisów profili.
"Zgodnie z polskim prawem ściągnięte pliki posiadające prawa autorskie można przechowywać na dysku przez 24h. Administrator tego chomika nie odpowiada za znajdujące się tu pliki. Jeśli chcesz pobrać pliki musisz po 24h (od momentu pobrania ich na dysk) skasować je ze swojego komputera. Autor chomika nie ponosi żadnej odpowiedzialności za niezgodne z prawem wykorzystywanie zasobów znajdujących się na tej stronie."
Brzmi to trochę żartobliwie, gdyż mając na uwadze Polską mentalność i tak wszyscy to oleją, ale wypadało wkleić, coby się pajace od ACTA i innych podobnych debilizmów nie pruli. Tak dla świętego spokoju umysłu i duszy. Biorąc rzecz jeszcze trochę poważniej: nie widzę nic złego w kupowaniu płyt CD, DVD i BD, gdyż uważam, że jeśli ktoś robi coś, co mi się podoba, to należą mu się za to ode mnie pieniądze. Szkoda tylko, że takie persony jak np. Kazik Staszewski (za muzykę - pełen szacun, ale to inny wątek) życzą sobie chore kwoty za wejściówki na swoje koncerty, albo inne przypadki krzyczące sobie 120zł za płytę CD. Komentarz zaczerpnąć pragnę z dowcipu (dlaczego nie ma Żydów-Cyganów-murzynów-gejów? No rzesz kurwa bez przesady).
p.s. Nie jestem rasistą ani nie mam innych dziwnych uprzedzeń ale niektóre z tych żartów są po prostu śmieszne.

środa, 15 czerwca 2011

Wtorek, 14.

Jakoś tak się dziwnie złożyło, że wczoraj, czyli we wtorek, miałem jechać na szkolenie związane z nową pracą, a że miałem jeszcze odwołać się od mandatu wystawionego przez kanara w piątek w pociągu (jechałem na bilecie ulgowym, a zapomniałem legitki) musiałem wyjechać trochę wcześniej i pojechać na dworzec wschodni, by to osiągnąć (w końcu lepiej zapłacić 13zł aniżeli 150...). Było to powodem mojego wcześniejszego wyjścia z pracy ze szpitala. Tak więc ewakuowałem się ok. godziny 13.00 czy coś koło tego, poleciałem do domu, napiłem się, wykąpałem, opakowałem w garnitur, dwa razy sprawdziłem, czy mam legitkę i udałem się do kiosku po bilet ZTM.
Skasowałem go oczywiście, i choć chciałem pojechać bezpośrednio na wschodni z mojej stacji, to okazało się, że nie jest to jednak możliwe. No cóż, mówi się "trudno" i żyje się dalej.
Wsiadłem w pociąg na wileniak, gdzie aby znaleźć miejsce siedzące, by ustawić się wygodnie z netbookiem musiałem wydać 6zł w mac'u (cheeseburger + mała fanta to nic wielkiego, poza tym, że byłem głodny, a te fast-foody są tak zaprogramowane, by pobudzać apetyt). Dowiedziałem się, że da się tam dojechać linią Z-2, która to niegdyś podczas remontu mostu była mi dojazdem do szkoły. Niby fajnie, ale ta linia ma 2 przystanki pod wileńskim, a ja oczywiście musiałem znaleźć na początku ten niewłaściwy. Straciłem trochę czasu, ale miałem go na szczęście wystarczający margines, by mi to nie przeszkadzało (zawsze tak robię, jak jadę gdzieś po raz pierwszy - lepiej być za wcześnie, niż za późno). Pani w okienku "Windykacje" przy kasach prawie bez słowa obsłużyła mnie dość szybko (możliwe, że coś mówiła, ale przez tę szybę nic kurwa nie słychać!) i w miarę bezboleśnie. Potem doceniłem wiedzę, jaką zdobyłem podczas dojazdu w to miejsce.
Udałem się następnie z powrotem pod dw. Wileński i dojechałem do metra, którym udałem się na Wilanowską. Niedaleko tej stacji znajduje się siedziba firmy OVB Allfinanz, w której mam obecnie szkolenia aby zostać jej pracownikiem. Treść szkolenia pozostawię dla siebie, ale pochwalić się wypada, co się stało w siedzibie po jego zakończeniu. Mianowicie chodzi mi o spotkanie z wszystkimi pracownikami, i obecnymi, i dopiero zamierzonymi (jak np. ja) tej placówki, celem podsumowania miesiąca i dotychczasowego szkolenia. Dla mnie najważniejszym podpunktem było wymienienie osób, które już podczas szkolenia zaczęły coś robić w kierunku pracy w tym przedsiębiorstwie, gdyż zostali oni nagrodzeni firmowymi breloczkami, których ponoć w żaden inny sposób zdobyć się nie da. Ja takowy dostałem :)
Następnie pojechałem z jednym z kolegów do innego koleżki z uczelni, pogadać, zapalić, i jak się później okazało pomóc mu w przeprowadzce z jednej stancji na drugą. Moja pomoc co prawda była skromna, bo pilnowałem tylko otwartego samochodu, ale flaszka się należy! Niestety, aby zmieścić jego pokój w VW Golfie, kierowcę i jego samego, trzeba było składać tylną kanapę, więc ja już musiałem wracać komunikacją miejską. Dałem sobie radę bardzo dobrze, gdyż zauważyłem, że jeden z przystanków pierwszego tramwaju, w który wsiadłem, pokrywał się z trasą wspomnianego Z-2, więc dojechałem do niego, i dojechałem sobie spokojnie na wileński. Sam myślałem, że zejdzie mi się z tym dłużej. Do domu wróciłem oczywiście pociągiem, co dziwne, znalazłem nawet miejsce siedzące w jednojednostkowym składzie na Małkinię (i z nikim się nie biłem).
I jak na ironię, najciekawsze rzeczy działy się w moim miejscu pracy na chwilę po moim wyjściu.
Gdzieś niedaleko cmentarza w Kobyłce ktoś zaczął strzelać, w skutek czego mieliśmy dwóch nowych pacjentów. Fajna fura ich przywiozła: biały Lexus (choruję na GS300). Artykuł, który podrzuciłem, nie jest niestety zgodny z prawdą:
  1. Rany nie dotyczyły barku i uda, tylko klatki piersiowej i brzucha
  2. Sprawca wg artykułu został zatrzymany "nieopodal szpitala", a miało to miejsce na parkingu już za szlabanem, tuż pod samym głównym wejściem
Szkoda po trochu, że tego nie widziałem, ale podobno akcja była jak z filmu kryminalnego: Podjeżdża zajebista fura, zaraz do niej podbiega trzech policjantów, wyciągają z niej dwóch typów i aresztują. - polskie kino wymięka.
Ech, na tym terenie to chyba zawsze będą się strzelali. Większość Wołominiaków pamięta zapewne, jak ś.p. Gruszczyński powystrzelał połowę rodzeństwa Czajewiczów kilka lat temu. To była obława! Na co drugim skrzyżowaniu uzbrojony w kałasznikowy patrol minimum dwóch policjantów, pod Carrefourem (jeszcze wtedy stał) autobus policji i dwa vany z uzbrojeniem o godz. 7.00... a i tak kradli.

czwartek, 21 kwietnia 2011

Gównowpierdalacze

Moje przemyślenia dotyczące tego, co dzieje się wokół nas zmusiły mnie do stworzenia lapidarnego słowa, które zamieściłem w tytule tego posta.
Otóż mianem tzw. Gównowpierdalacza określam ludzi, którzy z uwagi na swoją sytuację finansową muszą obniżać swój poziom życia kupując np. Mniejsze racje żywnościowe dla członków rodziny, rezygnować z pewnych towarów lub usług... wyliczać tak mogę bez końca.
Problem, który chcę tutaj poruszyć nie tkwi jednak w danym istnieniu takich ludzi ani w tempie ich przyrastania, co w przyczynie ich egzystencji. Bez wątpienia podstawową przyczyną są pieniądze, ale człowiek, który coś sobą reprezentuje jest z reguły na tyle sprytny, żeby jakoś do nich dojść i tylko kwestią czasu jestx kiedy to się stanie.
Ostatnio jednak pojawia się jeszcze dodatkowy problem, jakim jest podniesienie cen niektórych produktów: chociażby słynna sprawa cukru po 5zł/kg. Człowiek, który zarabiał do tej pory ilość pieniędzy idealną do utrzymania rodziny i zagwarantowania im przyzwoitego bytu zostaje postawiony przed tym przykrym faktem dokonanym, że choć zarabia tyle samo, to ma mniej pieniędzy.
Winą za ten stan rzeczy obarczam rząd Donalda Tuska, który wprowadził 23% Vat na towary i usługi i wprowadził go w ogóle na książki.
Jakiś czas temu myślałem, że Bronisław Kolorowemu będzie lepszym prezydentem od Lecha Kaczyńskiego. Teraz wiem, że w następnych wyborach prędzej zagłosuję na PiS niż PO - po prostu lepiej sprawdzał się w praktyce, pomimo gorszego wizerunku i paru innych wad. Trzeba tylko nie dopuścić, by doszło do kolejnej kretyńskiej koalicji z partiami typu LPR czy Samoobrona.
Sam tego nie zrobię, lecz spójrzcie na to, "wielce rozwinięci, daleko posunięci" i zadajcie sami sobie pytanie:
Czy chcemy jeszcze mieszkać w tym kraju, który zdziera z obywatela maksymalną ilość pieniędzy, czy lepiej coś zmienić? A może się wyprowadzić?
Polecam cytaty z Józefa Piłsudskiego i kilka minut przemyśleń.

wtorek, 1 lutego 2011

Jak się żebrze w XXI w.?

Jak podaje Komputer Świat, jeden z amerykańskich satyryków wpadł na bardzo oryginalny pomysł na dorwanie sporej kwoty. Zobaczcie sami:

No cóż, na pewno lepsze to, niż "Kierowniku, daj 2zł". I efektywniejsze - już ma jednego sponsora, jest o tym mowa w artykule. W Polsce pierdolnęliby mu taki podatek od darowizny, że przeszedłby mu ten pomysł.