Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NFZ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NFZ. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 września 2010

Jak ułatwić innym życie

To, o czym ostatnio czytałem to ponoć w większości bajery dla bogatych, ale według mnie bardziej się to przyda osobom niepełnosprawnym, niż leniwym burżujom. Liczmy na to, że gdy owe bajery pojawią się w Polsce, NFZ chociaż rozważy ich refundację.
Zacznijmy może od obrotowej poduszki na krzesło: pomysł wziął się w celu ułatwienia wsiadania do i wysiadania z samochodu osobom z uszkodzeniami kręgosłupa (np. oprawionych w gorset Jewett'a). Na innej stronie czytałem, że ma ona łożysko do obrotów, którego nie da się wyczuć tyłkiem. Ciekawe, jak to zostało zrobione.
Innym i dużo ciekawszym ciekawym rozwiązaniem na ułatwienie życia osobom niepełnosprawnym jest urządzenie do sterowania komputerem, za pomocą mimiki. Bardzo sympatycznie się to zapowiada dla osób z porażeniem czterokończynowym, lub z uszkodzonym kręgosłupem szyjnym, gdy pacjent jest sparaliżowany od szyi w dół. Byłoby to jeszcze świetniejsze, gdyby to dało się podłączyć do np. samochodu, i tym samym umożliwić jego prowadzenie przez osoby po amputacji nóg lub z niewładnymi nogami.
Szkła mające po 0 dioptrii, za to z wyświetlaczami ciekłokrystalicznymi, a oprawki z mikrofonami i układem rozpoznawania mowy niezależnie od głosu - tak prezentują się okulary dla niesłyszących. Urządzenie ma wychwytywać mowę z otoczenia i przetwarzać ją na tekst wyświetlany na wewnętrznej stronie oprawek, przez co ułatwi osobom niesłyszącym konfrontacje z ludźmi nieznającymi języka migowego. Ciekaw jestem, jak to się będzie sprawdzało w miejscach o dużym skupieniu gadatliwego bydła ludzkiego, i czy bardzo będzie zasłaniać pole widzenia. Poza tym, że te na zdjęciu wyglądają paskudnie, ale może będą też i inne, bardziej twarzowe oprawki:)
Jak się okazuje, również znana wszem i wobec firma Apple też ułatwia życie potencjalnym posiadaczom w/w okularów. Ma się to za sprawą aplikacji o małomówiącej nazwie "FaceTime". Chodzi o to, że w iPhone 4, jedynym jak do tej pory obsługującym wideorozmowy, zastosowany zostanie nowy format kompresji obrazu: rozmyte, lub nawet całkowicie usunięte tło, a w zamian za to wyostrzone twarz i dłoń rozmówcy - ułatwi to pokazywanie gestów migowych i ruchów ust na wyświetlaczu urządzenia docelowego. Jest to dobry sposób na pozyskanie dodatkowej grupy klientów, gdyż trafia to w potrzeby osób niesłyszących wręcz idealnie.
Z takimi nowinkami technologicznymi osobom niepełnosprawnym będzie na pewno dużo łatwiej poruszać się po współczesnym świecie, jednak pamiętajmy o tym, by do tych osób nie dołączać: nie zabijać się bez potrzeby, bo większość takich przypadków i tak kończy się kalectwem, ani też nie ucinać sobie rąk, nie wkładać ich do kwasów etc.
Poważniej rzecz ujmując, nie jestem w stanie znaleźć takiej statystyki, która mówiłaby, ile osób rodzi się jako niepełnosprawni, a ile okalecza się w wypadkach. Nierzadko takie przypadki opisywane są w "Nagrodach Darwina", ale czy wszyscy są chętni się tam załapywać? Może lepiej postępować z pewną rozwagą, a tylko dodatkowo liczyć na łut szczęścia, że na drodze nie spotkamy pijanego kierowcy?

czwartek, 23 września 2010

Kardiochirurgiczny Pulitzer

Cieszy mnie niezmiernie fakt, o jakim się dowiedziałem. Otóż polski lekarz, Jacek Kołcz, kardiochirurg z Krakowa, został wyróżniony bardzo prestiżową nagrodą za osiągnięcia w dziedzinie leczenia wrodzonych wad serca u dzieci. To nie lada osiągnięcie, biorąc pod uwagę, że oprócz Kliniki Kardiochirurgii Dziecięcej Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Prokocimiu na bardzo wysokim poziomie stoi jeszcze Instytut Kardiologii w Aninie oraz ośrodek przy ul. Spartańskiej 1 w Warszawie, a i tak wszystkich w Polsce nie znam.
Dodam jeszcze do tego, że ojciec koleżanki, która pomagała mi się przygotować do matury z niemieckiego, rodowity Austriak, przyjeżdża do dentysty do Polski.
Moi kochani, o czymś to świadczy - osiągnięcia Polskich medyków są po prostu bardziej doceniane za granicą, niż w naszym własnym kraju. Tak, mam na myśli śmieszne dofinansowanie przez NFZ i przepieprzanie pieniędzy przez ZUS oraz Skarb Państwa.

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Sympozjum naukowo-szkoleniowe

W piątek, 18 czerwca dostałem informację od mojego szefa odnośnie sympozjum, jakie miało się wydarzyć w MDK w Wołominie. Nie byłem tam zaproszony w celach edukacyjnych ani jako VIP, lecz do obsługi technicznej - tak wyszło, że główny informatyk u nas w szpitalu miał wystarczająco zajęć na ten dzień, a z kolei zapasowy (prawie)informatyk - urlop, więc zaciągnięto do tego celu mnie. Robota była prosta: zapuszczać po kolei prezentacje i pilnować, by nic się nie psuło. Zadanie wykonałem ☺
Samo w sobie sympozjum było organizowane w dwóch celach: 1.: Aby uczcić 35-lecie istnienia tegoż szpitala, i 2.: W celach dydaktyczno-szkoleniowych.
6 oddziałów przygotowało 8 prezentacji, na których były poruszane tematy cukrzycy u osób w każdym przedziale wiekowym (od noworodka do dinozaura), w tym cukrzycy widzianej z punktu, jaki widzą okuliści, o porodzie aktywnym, nowotworach jelita grubego, nowoczesnych metodach leczenia udarów mózgu, prezentacja oddziału okulistycznego i zachęcanie do korzystania z dostępnych badań bakteriologicznych.
Aż się zdziwiłem, gdy się dowiedziałem, jakim pionierem w swojej dziedzinie jest nasz oddział okulistyczny. Okazuje się, że oddział ten ma swoje autorskie metody leczenia np. skrzydlika i prace nad leczeniem błoną owodniową. Bardzo pozytywnie zaskoczyłem się i będę reklamował nasz Oddział Okulistyczny moim znajomym.
Niewielu również wie, że cukrzyca może zakończyć się dla diabetyka amputacją nogi. Chodzi o stopę cukrzycową - jest to specyficzne powikłanie tej choroby, powodowane przez jej złe kontrolowanie.
Ciekawych rzeczy dowiedziałem się odnośnie udarów mózgu: ponoć spożywanie do 2 kufli piwa, zamiennie z 2 kieliszkami wódki zmniejszają prawdopodobieństwo wystąpienia udaru niedokrwiennego mózgu. Nie chodzi o rodzaj alkoholu, ale o jego ilość: powinno to być nie więcej niż 30g etanolu. I weź tu nie popadnij w alkoholizm...

środa, 10 marca 2010

Parę słów o pracy

Praca w sekretariacie szpitalnym dla niektórych to pewnie coś śmiesznego, ale sam się przekonałem, że warto być pracownikiem służby zdrowia. Robota sama w sobie nie jest jakaś supertrudna, ani superpłatna, ale biorąc pod uwagę, że pracuję w miejscu oddalonym o 15min. spaceru od własnego domu i nie wydaję pieniędzy na dojazdy to 1300zł nie jest takie złe.
Ogółem mój dział nazywa się "Dział kontraktowania i rozliczania usług medycznych" i można go podzielić na kilka specyfikacji:
  1. Praca na oddziale
  2. Praca na rejestracji
  3. Wyznaczanie grup i JGP
  4. Poprawianie błędów po w/w
Ja obecnie pracuję na oddziale, i moja praca polega na pisaniu kart informacyjnych dla pacjentów, zbieraniu brakujących numerów ubezpieczeń, w zależności od specyfiki oddziału zajmowałem się również takimi rzeczami jak zamawianie karetek do transportu pacjentów, wystawianie faktur za leczenie (jeśli pacjent nie dostarczył dowodu ubezpieczenia), wypełnianie druków godzin pracy lekarzy. Z uwagi na to, co napisałem odnośnie faktur, pragnę zwrócić uwagę osób bezrobotnych: Urzędy Pracy, nawet jeśli nie wypłacają zasiłków, to opłacają ubezpieczenie osób zarejestrowanych jako bezrobotne, więc jeśli będziesz mieć wypadek podczas poszukiwania pracy (złamiesz nogę na lodzie, cegła z dachu spadnie Ci na głowę, pojedziesz na kurwy i złapiesz syfa czy cokolwiek innego) jako dowód ubezpieczenia pokażesz zaświadczenie z pośredniaka i nie martwisz się, że będziesz obciążony rachunkiem za leczenie (mogą one sięgnąć kwoty kilkunastu tysięcy złotych, więc chyba warto).
Praca na rejestracji, od czego zaczynałem, to trochę inna bajka. Jest tu zdecydowanie więcej pracy z pacjentem i trzeba umieć negocjować lub być po prostu upartym. I z uwagi na to wolę pracować na oddziale. Jak pracowałem w poradni i na rehabilitacji na rejestracji często zdarzało się tak, że pacjent był niezadowolony z zaproponowanego terminu i klął, chciał składać skargi albo nawet się bić. Jak sobie chce, ja mam ochroniarzy w szpitalu. Ale nie są to sytuacje miłe ani dla mnie, ani dla drugiej strony, lecz jestem wtedy postawiony w niezręcznej sytuacji: Szkoda mi człowieka, bo wiem, że go boli, a z drugiej strony nie mogę przecież przekroczyć fizycznych możliwości lekarza który też jest człowiekiem, też się kiedyś zmęczy i powie, że ma na dzisiaj dość, a w dodatku będzie miał w tym rację. Oprócz tego, nie mogę narażać poradni na straty, jakimi są wszystkie nadwykonania nierefundowane przez NFZ, a co za tym idzie obrywa się po kieszeni również całemu szpitalowi.

Bardzo przykrą sytuacją zarówno dla pacjentów, co i dla pracowników jest mniejszy kontrakt na rok 2010 niż na 2009. Ta różnica zaowocuje tym, że tak jak w 2009 roku do niektórych specjalistów mieliśmy wykończone zapisy do końca roku w październiku, bo Narodowy Fundusz Zdrowia nie płacił za większą ilość wizyt niż to było ustalone, tak teraz taka sytuacja może mieć miejsce już w sierpniu. Fundusz nie da wystarczającej kwoty na zaspokojenie potrzeb pacjentów, więc poradnia nie może wykonać porady. A fundusz nie da, bo nie dostał ze skarbu państwa, który woli postawić kolejny kościół na 2000 wiernych na zadupiu gdzie w promieniu 15km nie ma nawet tylu ludzi, zamiast dofinansować faktycznie potrzebną instytucję (bo modlitwy do Boga okażą się nieskuteczne, jeśli ten Bóg, jakkolwiek nazwany, nie będzie miał na ziemi rąk do pracy). Nam z kolei słucha się za to wszystko od ludzi. I to jest podstawowy problem, dla którego nie lubię pracować na rejestracji.
Drugim z tych problemów jest ilość osób, z którymi muszę się kontaktować: zdecydowanie wolę pracować z zamkniętym gronem ludzi, z którymi wiem jak rozmawiać, niż z co chwilę zmieniającymi się w kolejce pacjentami. Owszem, pod względem zaplecza przyznać muszę, że dziewczyny z rejestracji w poradni to na prawdę przesympatyczna ekipa, i bardzo miło wspominam przegadane z nimi godziny nudy, gdy nie było pacjentów do rejestrowania. Nie zaprzeczam również, że przy ściąganiu ubezpieczeń muszę rozmawiać z pacjentem, ale ta rozmowa wygląda kompletnie inaczej, i nie ma tak niemiłych sytuacji, jak przy rejestrowaniu.
Wyznaczanie grup JGP to dość skomplikowany wątek, i rozwijanie go tutaj jest zdecydowanie złym pomysłem, ale dla mnie ma jedną zaletę: Brak kontaktu z pacjentami. Niestety, gdy był ogłoszony konkurs na te stanowiska (są w moim szpitalu 3) to ja zająłem 4. miejsce, co mnie klasyfikuje jako "pierwszego rezerwowego" w przypadku, gdy zaistnieje potrzeba znalezienia dodatkowej pary rąk do pracy.
Poprawianie błędów - błędy są nieodłącznym elementem każdej pracy, a w przypadku pracy w szpitalu dotyczą one w zasadzie tylko błędnie wyznaczonych produktów, grup i procedur. Dość zawiły motyw, dotyczy bardzo szczegółowych zagadnień związanych z oprogramowaniem do prowadzenia rozliczeń z NFZ, więc również muszę to traktować jako tajemnicę zawodową.


UWAGA!
Dość ważny link, który dotyczy fragmentu tego posta, ale i post dotyczy jego:
Budowa kościoła zamiast rozbudowy szpitala w Woli Justowskiej
Przypadek, o którym już tutaj mówiłem!

Zdjęcia, które tu wstawiłem pochodzą ze strony internetowej Szpitala Powiatowego w Wołominie