Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojna. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 maja 2011

Rozwiązanie Al-Kaidy?

Po 10 latach szukania listem gończym, poszukiwań przez wojska z różnych krajów, poświęcając życia tysięcy żołnierzy, w końcu udało się utłuc najgroźniejszego terrorystę współczesnych lat. Niczym piękna bajka tudzież film z happy-end'em - i bardzo dobrze. Dziwi mnie jedynie, że nie odezwał się w tej sprawie jeszcze żaden post-Al-Kaidowski ruch szaleńczo-terrorystyczny. Świadczyć to może o dwóch rzeczach:
  1. Osama jednak żyje
  2. "Ścięta głowa nie odrasta", czyli Al-Kaida została rozwiązana.
Osobiście wolałbym ten drugi wariant, ale lepiej poczekajmy jeszcze parę dni, a przekonamy się, czy może ktoś jeszcze nie zaczął czegoś planować. Miejmy się na baczności z dostarczaniem informacji przez media, a jeszcze ważniejsze: oczy wokół głowy po wyjściu z domu, bo nie wiadomo, co wariatowi strzeli do łba - a nóż któryś wpadnie z bombą do naszego metra?

niedziela, 28 listopada 2010

Po co USA miesza się w sprawy między Koreami?

Nudząc się podczas okna na uczelni doczytałem się, że USA będzie czynnie uczestniczyć w konflikcie między Koreą Północną a Południową - stojąc po stronie tej drugiej. Zastanawia mnie to wielce, jak to jest, że Barack Obama dostał Nagrodę Nobla w dziedzinie działania na rzecz pokoju na świecie, mieszając się jednocześnie w każdy konflikt zbrojny na świecie, który nie dotyczy Rosji (jest to zapewne wynikiem spotkania Miedwiediew - Obama na początku kończącego się już roku).
Chińczycy, z uwagi na bezpośrednie sąsiedztwo lądowe z z Koreą Płn. i dostęp do morza żółtego zgłaszają obawy, czy im też się nie oberwie - nic dziwnego, tak porywczej i nieobliczalnej władzy jak Korea Płn. trudno szukać na świecie. Są oni jednak uspokajani przez władze amerykańskie. Ale nie mówi to nic, o poczynaniach Korei południowej. Po wydarzeniach sprzed paru lat, kiedy to doszło do osiągnięcia względnego spokoju pomiędzy Koreami (niektórzy pewnie pamiętają ten piękny, symboliczny obrazek, dwoje dzieci na granicy daje sobie kwiaty) mamy kolejny, zbrojny i według mnie niepotrzebny konflikt, zaczęty przez Koreańczyków z północy, którzy i tak ze względu na zaawansowanie technologiczne nie mają zbyt dużych szans na wygranie go.
Ech... po co to wszystko? przecież mogłoby być tak pięknie... Idealne podsumowanie ujmują Fenomen w "Ludzie przeciwko ludziom"

PS. Biorąc pod uwagę, że jest to Hip-Hop który mi się podoba, świadczy to o tym, że piosenka jest dobra, ale martwi mnie w niej tylko to, że od jej powstania minęło już ok. 10 lat, a ona nadal jest aktualna.

poniedziałek, 11 października 2010

Liu Xiaobo i jego nagroda Nobla

Nie byle jakie kontrowersje wywołała w Chińskiej Republice Ludowej nagroda Nobla dla Liu Xiaobo. Jest to Chiński dysydent, profesor literatury, bardzo światły człowiek, który obecnie odsiaduje wyrok 11 lat więzienia za "działalność wywrotową". Jak dla mnie to taki chiński Wałęsa z przypałem: Nasz nie siedział.
Na sam fakt tej przyznania nagrody Chińskie władze reagują w niewłaściwy według mnie sposób: groźby pod adresem Norwegii za przyznanie nagrody przez komitet pochodzący z Uniwersytetu w Sztokholmie to chyba jakaś chora pomyłka. Dodatkowo, Chiny stwierdziły w piątek, że przyznanie Liu tej nagrody jest sprzeczne z jej celami, a dziś media w tym kraju uznały, że jest to przejaw strachu przed rosnącą jego potęgą. Osobiście uważam, że władza komunistyczna w cale nie jest po stronie swoich obywateli w jakimkolwiek sporze - cały komunizm to dość dziwna idea, z którą zgadzam się tylko częściowo (ludzie na wsiach dobrze wspominają PGR'y).
Nie powinien nikogo dziwić fakt, że Dalajlama XIV też popiera Liu - mają podobne ideały, z niewielkimi różnicami (Liu walczy za Chiny, Dalajlama za Tybet).
Osobiście uważam, że w kraju kwitnącej wiśni i drzew morwowych nie dojdzie do żadnego przewrotu, dopóki Liu Xiaobo nie wyjdzie z więzienia lub nie pojawi się ktoś w jego miejsce, ale zanim Chińczycy zaczną krzyczeć powinni ukształtować sobie podziemie co najmniej na takim poziomie, co nielegalna Solidarność. Samymi słowami niczego nie wskórają, co najwyżej powtórzą się wydarzenia z Placu Niebiańskiego Spokoju (ta nazwa przestała pasować do owego miejsca).

piątek, 1 października 2010

Bunt policjantów w Ekwadorze

Jak donosi wp.pl w Ekwadorze doszło do buntu policji z powodu projektu ustawy o odebranie im niektórych przywilejów. Osobiście uważam, że redukcja premii za zasługi i przedłużenie stażu wymaganego do awansu to już troszkę dużo, a to ponoć dopiero początek tych zmian na gorsze. Za prezydentem opowiedziało się wojsko, choć też chyba tylko dlatego, że taki jest ich obowiązek, bo jeden z generałów wypowiadał się w sposób nieprzychylny tym decyzjom.
Nie jestem pewny, czy gdyby taka sytuacja miała miejsce u nas, w Polsce, jak zareagowałoby społeczeństwo, ale biorąc pod uwagę ilość ludzi z tzw. pokolenia JP mogłoby być więcej ofiar w przypadku takiego protestu (choć też trudno to przewidzieć, bo i tak większość z nich boi się policji).

wtorek, 14 września 2010

Jak pięknie opowiedzieć bajkę o 11.09.2001

11 września 2001 roku doszło do zamachu na World Trade Center w Nowym Jorku. Dziś widzę, że na wp.pl jest artykuł o zamachowcach, którzy tego czynu dokonali. Są wzmianki z ich życiorysów, ich nastawienia do różnych spraw etc., tylko nasuwa mi się pytanie: Jaka jest wiarygodność tych informacji? Przykład - Sfrustrowany steward.
Wniosek: wp.pl staje się (już chyba nawet nie po mału) kolejnym plotkarskim portalem internetowym, który szuka popytu na swoje artykuły i liczy, że zarobi w ten sposób na reklamach, które wyświetla. Czyli metoda na zarobienie pieniędzy w internecie przy pomocy nieweryfikowalnych informacji.

niedziela, 15 sierpnia 2010

Ossów 1920-2010

Mówiąc o historii, tworzymy historię. Wczoraj (14.08.2010) na polach Ossowskich była rekonstrukcja bitwy zwanej przez wielu "cudem nad Wisłą" (choć do Wisły jest stamtąd ok. 20km). Jako członek chóru Echo czynnie uczestniczyłem w mszy po inscenizacji: podobno msza owa była nawet transmitowana w TV (owszem, widziałem kamery), ale na pewno będzie opisywana w "Wieściach podwarszawskich". Oprócz kamer widziałem jeszcze Chór i orkiestrę wojska polskiego, cały szereg różnego stopnia wojskowych, burmistrza Miasta Stołecznego Wołomina p. Jerzego Mikulskiego, prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej p. Bronka Komorowskiego, prymasa Józefa Glempa (poznałem po radarach), polonistę z liceum na Sasina a dziennikarza jednej z lokalnych gazet Rafała Pazio, grupkę harcerzy harcujących z wodą, i cały tłum bydła cywilnego. Na mszy odbyła się również ceremonia wręczenia Orderu Orła Białego.
Ogółem było tam dużo gadania, zwłaszcza pięknych słów, które i tak niczego politycznie nie zmienią, ale nie o to tu chodzi. Uważam, że takie wydarzenia, jak ta rocznica są potrzebne. Polska historia jest ciekawa, a taka nieobowiązkowa jej lekcja skusić może większą uwagę, niż te, które obowiązkowo w podstawówkach, gimnazjach i szkołach średnich są wmuszane na siłę. Jedyne, co mi się nie podoba, to że moja teczka w IPN tężeje od takich wydarzeń (aby móc wystąpić musiałem udostępnić moje dane osobowe, m. in. imię ojca i PESEL).

piątek, 28 maja 2010

Mao Zedong i jego poparcie w indiach

Na dzień dobry wchodząc w kanał RSS portalu Gazeta.pl znalazłem taką oto informację:
Krwawy zamach na pociąg w Indiach. 65 zabitych. No i proszę: Mao Zedong cały czas zabija, choć sam już dawno nie żyje.
Przypomina mi się książka Jeffery'ego Deaver'a "Kamienna małpa". Jeden z bohaterów tej książki, Duch, przemytnik ludzi z Chin do Stanów Zjednoczonych, facet z pewnymi skłonnościami socjopatycznymi wspomina, jak jego rodzina została zabita przez grupę studentów - zwolenników i promotorów idei Maoistowskich. Nie pamiętam już zbyt dokładnie tej książki, ale z tego, co sobie przypominam, to był on synem miejscowego przedsiębiorcy, dość bogatego i oskarżanego o korupcję. Później Duch wstąpił w szeregi tejże organizacji, aby odnaleźć tych konkretnych ludzi i zemścić się za śmierć swojej rodziny, co mu się z resztą bardzo skutecznie udało. Nigdy nie poszedł legalnie pracować.
Jak ja się cieszę, że Hindusi są przeważnie buddystami (a jest to najbardziej pokojowe wyznanie na świecie), bo gdyby każdy postępował tak jak wspomniany przeze mnie bohater literacki to bylibyśmy świadkami wojny domowej w Indiach, w którą prawie na pewno włączyliby się Chińczycy.

niedziela, 9 maja 2010

Paintball!

Och, jakże wielu fanów ma gra "Counter Strike"! Widać po prostu, że mało kto z tych graczy kiedykolwiek posunął się do tego, co ja z paroma znajomymi 2 maja 2010, czyli w niedzielę długiego weekendu.
Otóż doszły do mnie pogłoski, że jeden tzw. "znajomy znajomego" organizuje takie właśnie imprezy (tutaj link do jego strony). Stwierdziliśmy z ekipą Gabi, Dzięcioł, Szopen, Lukas i Maniek, że skoro jest taka okazja, to czemu nie, i rzuciliśmy się na Poświętne postrzelać sobie.
Na miejsce dotarliśmy ok. godziny 12:00, może odrobinę wcześniej, i zastaliśmy tam szefa imprezy, całe rodzeństwo Szopena i przeciwną drużynę, która z uwagi na swoją liczebność musiała oddać nam jednego ze swoich. Na wstępie Tomek "Kowal" porozdawał nam maski, kombinezony, rękawice i kamizelki-ochraniacze. Jak odebraliśmy to od niego z samochodu poszliśmy do budynku, w którym było wydzielone jedno pomieszczenie na tzw. szatnię, i tam się w to wszystko ubraliśmy. Nie zmienialiśmy ubrań na kombinezony; doszliśmy do wniosku, że im grubiej każdy z nas będzie ubrany, tym mniej będzie go bolało, jak oberwie kulką (sprawdziło się), lecz niestety nie przewidzieliśmy jednej rzeczy: temperatury pod tymi warstwami. Gorąco i pot zaczęły nam dokuczać już po pierwszym scenariuszu, a ja tym większy błąd zrobiłem, że założyłem kamizelkę pod kombinezon i bluzę (na szczęście była to bluza, której na ogół używam tylko do pracy w ogrodzie, więc nie było mi szkoda, poza tym, dzięki temu wyróżniam się na zdjęciach). Oprócz tego, wpadł mi przed wyjazdem jeden jeszcze pomysł: Z racji tego, iż nie mieliśmy zapewnionych hełmów ani niczego takiego, postanowiłem pod kapturem mieć założoną tył-na-przód czapkę z daszkiem. Tą metodą miałem zapewnioną ochronę karku przed kulkami i czapka sama w sobie amortyzowała część siły uderzeniowej od kulki. Mi się to nie przydało, ale komu innemu, o ile dobrze pamiętam, owszem tak.
Następnie zaszliśmy jeszcze raz w okolice samochodu, który to później stanowił granicę tzw. "zielonej strefy", po markery (karabinki) i z powrotem do budynku po kulki.
Po przyodzianiu tego, co dostaliśmy wyszliśmy na dwór, gdzie szef imprezy (znaczy Kowal) dał nam krótki wykład, jak grać aby nie zrobić sobie ani nikomu innemu krzywdy. Tak więc wysnułem z tego kilka wniosków:
  1. Jeśli nie toczy się gra lub skończył się czas gry i jest przerwa to wszyscy muszą mieć zabezpieczone markery.
  2. Jeśli trafiono Cię podczas gry to musisz zabezpieczyć marker, rękę w której go trzymasz podnieść do góry, a drugą położyć na głowie, i w tej pozycji opuszczasz pole gry. Jest to informacja dla pozostałych graczy, że Cię trafiono, a jednocześnie stanowi ochronę twojego tyłu głowy przed zbłąkaną kulą (lepiej, żeby dostała nią twoja rękawica niż głowa).
  3. Jeśli widzisz jakiś problem, typu ktoś krwawi, albo boli Cię coś tak, że chcesz zejść z pola gry, to musisz wydrzeć się na cały głos "Przerwać ogień". Pozostali gracze mają wtedy zaprzestać gry (coś jakby funkcja "Pause" w konsolach). Tak samo i ty musisz się do tego stosować. Jeśli słyszysz takie hasło rzucone przez innego gracza należy przekazać je innym graczom, którzy mogli go nie słyszeć. Zmiesza się wtedy prawdopodobieństwo, że osobie już i tak rannej stanie się jakaś dodatkowa krzywda.
  4. Pod żadnym pozorem nie zdejmuj maski ani innych ochraniaczy na polu gry.
  5. Grać fair - trafiony gracz zabezpiecza marker i schodzi spokojnie do zielonej strefy, a nie wyciera plamę z kulki na kombinezonie i gra dalej.
  6. Nie wyżywaj się ani nie złość specjalnie na osobie, która Cię trafiła. Przecież na tym ta gra polega, by do siebie strzelać.
Tak więc mając już podstawową wiedzę o tej grze zostaliśmy poinformowani, jak odbezpieczyć i zabezpieczyć marker, jak postępować w razie zacięcia się mechanizmu itp.. Dostaliśmy też informację, jakie powinno być ciśnienie w zbiornikach ze sprężonym powietrzem: powinno się mieścić w granicach między 1,5-2 atmosfery. Jest to ciśnienie, przy którym trudno tą kulką zrobić komuś krzywdę większą niż siniak czy coś takiego (na skali ciśnieniomierza max to było 8 atmosfer, ale zabawa na takim poziomie jest już na tyle niebezpieczna, że lepiej nie osiągać tej wartości).
Pierwszy scenariusz, jaki mieliśmy to było "zdobywanie twierdzy". Polega to na tym, że jedna drużyna obiera pozycje w budynku tak, by możliwie skutecznie go bronić przed drugą, a ta druga właśnie ma za zadanie wytępić z niego pierwszą. My budynku nie daliśmy rady zdobyć, ale jak zamieniliśmy się stronami to też nas nie zdjęli wszystkich ze środka. Nie wątpię, że część tej zasługi stanowi moje i Mańka dobre ustawienie w największej z sal, gdzie nie wpuściliśmy przeciwników nawet na pół długości lufy. Trudno mi mówić, jak sobie radzili pozostali nasi, bo nie było mnie z nimi, ale mnie nie trafiono wtedy ani razu, a ilu przeciwników ja trafiłem nie jestem pewien.
Następnym scenariuszem była "Obrona VIP'a". Jak my broniliśmy swojego, przeciwnicy dość szybko się nas pozbywali, lecz bohaterem drużyny okazał się Dzięcioł: w momencie, gdy został sam z VIP'em i chyba 5 czy 6 przeciwnikami nie dopuszczał ich do niego przez dobre 10min, trafił kilku z nich, po czym w końcu wymiękł. I tak nieźle się spisał. Niestety, drużyna przeciwna była w stanie wyprowadzić swojego VIP'a z budynku do zielonej strefy. Cóż, sami nam z resztą mówili, że już wcześniej w to grali.
Trzeci scenariusz to "Poszukiwanie walizki". Obie drużyny miały wejść jednocześnie do budynku z dwóch jego stron i znaleźć ukrytą w nim walizkę. Dla utrudnienia przed rozpoczęciem gry Kowal narobił tam dymu, w którym mało co było widać. Okazało się, że schował ją tak dobrze, że sam musiał się po nią wybrać.
Jako czwarty wariant było "Zdobywanie flag". Motyw podobny do walizki, ale zaczął się jak przewiało już większość tego całego dymu. W budynku ukryto 5 flag, i wygrywała ta drużyna, która w wyznaczonym czasie gry przyniosła ich więcej. Dzięcioł wykazał się po raz drugi i przyniósł 1. Dwie flagi przynieśli przeciwnicy, więc znów dostaliśmy po dupie.
Piąta gra polegała na tym, że każda z drużyn miała własną bazę, w której była flaga. Zadaniem każdej z drużyn było przejęcie flagi z bazy przeciwników i przeniesienie jej na teren swojej bazy. Też nas pocisnęli.
Podczas szóstej gry straciłem wątpliwości, że przeciwnicy nie byli wobec nas uczciwi. Gra polegała na wystrzelaniu się do ostatniego żołnierza, na zewnątrz budynku. Obrałem wspaniałą miejscówkę z tyłu budynku, we wgłębieniu z zamkniętymi drzwiami. Jak stałem oparty o drzwi i nie wychylałem kończyn, markera ani głowy było mnie widać z obu stron budynku, lecz trafić się mnie nie dało: kulki albo przelatywały mi o milimetry przed goglami maski, albo rozbijały się o ścianę. Miejsce było o tyle zajebiste, że o ile się nie wychylałem, to przeciwnicy mogli inwestować we mnie setki kulek, i ani jedną nie trafić, widząc mnie przy tym wręcz jak na dłoni. Jednak jak tylko zobaczyłem jakąś postać nie oznaczoną tak jak moja drużyna podejmowałem ryzyko i ładowałem w niego kulkami dopóki nie zobaczyłem, że się któraś rozbiła albo po prostu zdążył się schować. Dzięcioł i Lukas biegali po krzakach kawałek dalej i mówili mi, na jakiej wysokości będą wychylać się markery. Co najmniej 1 udało mi się trafić w markera, ale jak się schował to go wytarł i strzelał do mnie dalej - można się wkurzyć, co? w końcu Lukas musiał polecieć w inne miejsce, a i mnie znudziło takie prawie bezczynne stanie i ciskanie pod tymi drzwiami, i ruszyłem się spod nich, dając się błyskawicznie trafić. Ja jednak nie wycierałem plam i zszedłem grzecznie do zielonej strefy.
Ostatnia gra tego dnia to była powtórka z rozrywki - broniliśmy budynku. Razem z Szopenem zajęliśmy dobrze ukryte miejsca na ostatniej hali i tylko pilnowaliśmy, kiedy ktoś pojawi się w drzwiach. Sądząc po odgłosach zza drzwi, mianowicie po krzyku "Kurwa!" zaraz po tym, jak jeden z przeciwników otworzył świeżo zamknięte pewnie nawet przez siebie drzwi spodziewam się, że strzelając na ślepo trafiłem kogoś w miejsce, którego ochraniacz nie zasłaniał. Następnie kilka krótkich wymian ognia, podczas których Szopena trafiono (nie wiem nawet gdzie, nie wnikałem), aż w końcu sam dostałem pod rząd 3 kulki w czubek kaptura: czerwoną, różową i zieloną, od których kaptur spadł mi z głowy. Wtedy już grzecznie zszedłem do zielonej strefy.
Po rozliczeniu wypiliśmy jeszcze po piwie (ci, co nie prowadzili samochodów oczywiście) i ruszyliśmy do domów. Podsumowując, wypad się udał i to bardzo, zapłaciłem 80zł za 400 kulek i wypożyczenie sprzętu, a bawiłem się z tym całym ludem ok. 5 godzin. Jednym słowem - polecam :)

piątek, 7 maja 2010

UPA - Ukraiński odpowiednik naszej Armii Krajowej

Dla narodu Polskiego dość Kontrowersyjne może się wydawać, iż szef Ukraińskiej Powstańczej Armii dostał honorowe obywatelstwo Lwowa. Powiem szczerze - mnie jakoś to nie dziwi. Dla Ukraińców UPA była odpowiednikiem naszej Armii krajowej, a ten cały Szuchewycz jest dla nich kimś na wzór naszego Piłsudskiego - mówiąc najkrótszymi słowami są to dla nich wielcy bohaterowie narodowi, którzy u nas są widziani jak zbrodniarze. Ukraińcy stawiają im pomniki, a my byśmy im wszystkim odpłacili torturami, prawdopodobnie identycznymi jak te, które oni praktykowali na naszych przodkach podczas II wojny światowej.
Bardzo ciekawy artykuł, choć porażająco drastyczny, ale mówiący prawdę. Niestety, ukraińska historia nie mówi o tym, co się działo w obozach koncentracyjnych zakładanych w Małopolsce przez UPA - w sumie trudno im się dziwić, bo np. Niemcy też bardzo długo nie mówili o obozie Oświęcim-Brzezinka, a Rosjanie (gdyby nie śmierć naszego prezydenta przy okazji obchodów rocznicy Katyńskiej) też nie wiedzieliby, czemu tam stoi pomnik poświęcony Polakom. Zamieszczam tutaj filmik, mówiący o jeszcze jednym wydarzeniu, które według mnie nie powinno mieć w Polsce miejsca. Trudno życzyć w tym momencie "miłego oglądania".

Pochód działaczy UPA w Polsce to ewidentna drwina z poległych polskich ofiar, jak i z całego narodu.
Niestety, nasza historia też pomija fakty, za które inne narody nas nienawidzą: Nie mówimy, ile ludzkich (w tym ukraińskich) istnień pochłonęła "Polska od morza do morza". Nikt w szkołach nie mówi również o obozie koncentracyjnym w Berezie Kartuskiej na Białorusi ("Miejsce Odosobnienia", tam m. in. trafiali działacze OUN-UPA, których udało się złapać, a zabrakło dowodów by ich o cokolwiek skazać).
Przez takie właśnie skazy na kartach historii pojawiają się konflikty i wzajemna nienawiść pomiędzy narodami. Sami przecież nie chcemy być sądzeni za poczynania i złe uczynki naszych dziadków i innych przodków, więc nie powinniśmy również w ten sposób patrzeć na obywateli innych narodowości. Ja osobiście zdałem maturę z jęz. niemieckiego dzięki dużej pomocy koleżanki z Austrii, a nie gnębiłem jej przecież z powodu zaborów - nie opłacało mi się to, a z racji tego, że ją lubię dalej nie zamierzam zmieniać swojego postępowania. Tak powinno być w większej ilości przypadków: popatrzmy, jakie korzyści możemy wyciągać ze znajomości zagranicznych, jakich dobrych nawyków możemy się od nich nauczyć, i zapytajmy, jakie nasze nawyki im się podobają, a jakich powinniśmy według nich unikać. Dyskutujmy, rozmawiajmy, ubijajmy interesy i dobrze się bawmy zamiast kłócić się i bić.

sobota, 3 kwietnia 2010

Moskiewskie metro

Nie lada zaskoczeniem była nowina, w której dowiedzieliśmy się o eksplozjach w moskiewskim metrze. Przypomnijmy: Dwa zamachy na dwóch sąsiadujących ze sobą stacjach w godzinach porannego szczytu 29.03.2010. Jeszcze tego samego dnia, pani Krystyna Kurczab-Redlich mówi o tej sytuacji tak:
Okropnie współczujemy moskwianom. Są zakładnikami polityki. Każdy akt terrorystyczny jest rezultatem fatalnej polityki prowadzonej przez Kreml
W 100% zgadzam się z jej wypowiedzią, choć niektórzy mogą dojść do wniosku, że źle ją interpretuję. Nie raz już mówiłem o zbyt agresywnej polityce, jaką prowadzi duet Miedwiediew & Putin. Jednak ja uważałem, iż UE nie będą chcieli robić z nimi więcej interesów jak np. często wspominane gaz i prąd. Tu z kolei mamy akt przemocy, który za brutalną politykę prowadzoną przez ludzi sprawujących władzę odbija się na niewinnych cywilach. Osobiście uważam, że to zajście będzie miało dla Kaukazu gorsze konsekwencje, niż by tego chcieli - już doszło w Rosji do przemocy pod adresem kilku osób o kaukaskim wyglądzie. Przez głupotę władców dwóch państw rośnie wzajemna nienawiść ich narodów do siebie, i cierpią ludzie, którzy nie są niczemu winni. Metoda "jak Kuba bogu, tak bóg Kubańczykom" pociągnie za sobą setki niepotrzebnych ofiar. Jeśli ludzie z Kaukazu chcą osiągnąć jakiś konkretny efekt swoich zamachów, powinni je przeprowadzać bezpośrednio na władzy spoczywającej wygodnie w Kremlu - tak jak zaczęła to robić rosyjska strona: mieć na celu przede wszystkim górne sfery hierarchii, a nie osoby postronne (ponoć jedną z zamachowczyń z metra była wdowa po "Emirze Dagestanu").
Najbardziej martwiącym jest fakt, że jeśli obie strony nie dojdą do pokojowego porozumienia (a sytuacja nie wskazuje, by do tego doszło w najbliższym czasie) to obie strony działające w tym sporze będą włączać w to kolejnych "sprzymierzeńców", co tylko zwiększy liczbę ofiar, nie wnosząc przy tym nic mądrego ani dobrego do zaistniałej sytuacji.
Obecny papież może mieć to w dupie, ale nasz Papież z pewnością potępiłby te zamachy, i być może też zauważyłby ich przyczynę w działaniach rosyjskiego rządu. Ja uważam, że obie strony robią źle, a zwłaszcza Kaukaz, włączając w konflikt tak wiele niepotrzebnych ofiar, ale o tym już tutaj mówiłem.

wtorek, 16 marca 2010

Starsze i młodsze pokolenia

Każde pokolenie ma własny czas
Każde pokolenie chce zmienić świat
Każde pokolenie odejdzie w cień
A nasze ? nie
Pozwoliłem sobie na wstępie zacytować piosenkę zespołu Kombi "Pokolenie", gdyż ów cytat dość dobrze, choć też nie do końca, oddaje przesłanie tego posta.
Od jakiegoś czasu, wchodząc na demotywatory.pl zauważyć można, zwłaszcza w poczekalni, iż jest całe mnóstwo demotów zawierających słowa "Młodsze pokolenie tego nie zrozumie". W końcu jakiś małolat stwierdził, że czuje się staro wchodząc na tę stronę, i nawet jak ma 15 lat, to mu się nie dziwię, bo widząc demota z pokemonami czy dragonball'em jak ten tutaj i takim właśnie podpisem można się zastanawiać, gdzie jest to młodsze pokolenie.
Podobnie na żywo słyszę hasła w stylu "dawniej jakby ktoś tak zrobił to co by to było", z zasadniczą różnicą, że to słyszę od ludzi którzy już faktycznie coś przeżyli. No, i może mają rację, komentując np. wyjścia dziesięciolatków na piwo czy papierosa (czego osobiście nie popieram) ale też ilość młodych z telefonami czy z dostępem do komputera/internetu, obowiązek przyjścia do zakładu opieki zdrowotnej z ubezpieczeniem, konieczność uiszczania pewnych opłat etc. Zgadza się, kochani - dawniej tak nie było. Ale dawniej to nie jest teraz. I dawniej odeszło, niestety, a może i na szczęście, bezpowrotnie. Cywilizacja idzie na przód, i jeśli ktoś nie jest w stanie za nią nadążyć, to może spokojnie komentować, ale niestety również musi się do wielu nowych rzeczy dostosować. Moja babcia np. nie rozumie, że mimo, iż pracowała w Telekomunikacji Polskiej 60 lat temu to nie będzie miała zniżki na usługi prywatnych operatorów telekomunikacyjnych czy np. będzie płaciła za satelitę tyle samo, co wszyscy inni. Dyrygent na chórze nie zna w zasadzie 99% współczesnych muzyków ani z nazwy, ani z twórczości (związane jest to z faktem, iż nie słucha stacji nadających muzykę rozrywkową, a ukierunkowanych bardziej na muzykę poważną).
Weźmy inny przykład: kto nie słyszał krytycznych komentarzy ze strony swoich rodziców odnośnie gustów muzycznych, literackich, kinematograficznych, jakichkolwiek form spędzania wolnego czasu? Moi drodzy, Czesław Niemen, Ryszard Riedel, Grzegorz Ciechowski, Krystyna Feldman, Hanka Bielicka, Marek Perepeczko, Zdzisław Beksiński, Zbigniew Herbert, Kornel Makuszyński to artyści, którzy jakby zastosowali się do wiersza Horacego "Non omnis morial". Podałem tu przykłady polskich artystów zmarłych na przestrzeni ostatnich 12 lat (+ K. Makuszyński, zm. 31.07.1953), ale tacy ludzie znajdą się w każdym pokoleniu i w każdym narodzie, a wszyscy są godni podziwu. Zobaczymy, którzy współcześni artyści, albo ci, którzy zaistnieją dopiero za 20 czy 30 lat będą mieli taki status po śmierci (znajdą się na pewno). Część z nich może być dopiero w planach swoich rodziców, ale kto nie chciałby, aby jego dziecko było wspominane jak Niemen?

W podanym przeze mnie cytacie jest zawarta jedna mądrość, która zajmuje 3 wersy, ale też jedna głupota, zajmująca ostatni - każde pokolenie kiedyś się kończy, jego członkowie wymierają, ale pamięć o osiągnięciach pozostaje (wbrew pozorom, nawet SMS'y w 36i6 kiedyś się kończą, ale nie o to tu chodzi). Na tym polega motyw Nie wszystek umrę, i ja też chciałbym pozostawić po sobie taki ślad na kartach historii. Każdy tak może, i ma całe życie, by to osiągnąć.

sobota, 13 marca 2010

Wojna Gruzińsko-Ruska

W Gruzińskim serwisie informacyjnym wyemitowano reportaż, od obejrzenia którego co najmniej 1 osoba zmarła na zawał. W owym filmie zaistniała wzmianka o zabójstwach dwóch ważnych polityków: Prezydenta Osetii płd., (Eduard Kokojty), i prezydent Gruzji (Micheil Saakaszwili). Gazeta.pl podaje również, że władzę w Gruzji przejęła Nino Burdżanadze, rzekomo mająca bardzo wiele z opozycją w gruzińskim rządzie, co wskazywałoby na prawdopodobną współpracę jej z Rosjanami. Nie pomyliłem się, pisząc "wskazywałoby" - wikipedia nie wie (jak na razie, a sprawdzałem w kilku językach) o zgonach wspomnianych polityków. Zobaczymy, czy informacje docierają do nich z takim opóźnieniem, czy któreś z mediów (polski portal gazeta.pl lub gruźińska stacja telewizyjna Imedi) okaże się być małowiarygodnym źródłem.Dziwnym, i moim zdaniem niepotrzebnym faktem jest, że Rosja prowadzi tak agresywną politykę. Jeśli gdzieś w Europie pojawiłby się jeszcze jeden zespół polityków taki jak Putin i Miedwiediew to mielibyśmy gwarantowaną wojnę, której największym powodem byłby gaz. Rosja jest krajem, który posiada na swym terenie całe mnóstwo surowców, i gdyby je lepiej wykorzystywali, a przede wszystkim prowadzili łagodniejszą politykę, to ich współpraca z Unią Europejską sprawiła by z Europy krainę prądem i gazem płynącą, a Rosję zalałaby fala pieniędzy i nowych metod terapii dla AA, co bez wątpienia podniosłoby standard życia w tym kraju, podwyższyło PKB i zaowocowało z pewnością długoletnią przyjaźnią z krajami unii. A oni najprawdopodobniej wyszli z założenia: "chcecie mieć gaz itp, to macie ustąpić na nasze warunki" i tu wylicza się długą listę rzeczy, przez które Europa żałuje, że nie poprowadziła alternatywjnego gazociągu ze Szwecji. Rosja prowadzi monopol, przez który pozwala sobie na zbyt dużo, i stwarza sytuację, że ma coraz mniej możliwości innej współpracy z resztą krajów w Europie, bo są po prostu nieprzewidywalni.