Wiemy wszyscy, jak niskie w Polsce jest zainteresowanie literaturą... Jednak jest jeszcze w tym kraju banda degeneratów, którzy czytają, bo lubią. Z dumą na twarzy mogę oznajmić, iż ja do nich należę.
Od razu oznajmię, że nie interesuje mnie dzieciniada w stylu "Harry Potter" czy "Century", które to widzę na półkach u mojej smerfnej siostry. Dla mnie najlepsze są kryminały: książki wymagające myślenia, które niekiedy są oparte na faktach. Z takich książek można się nawet czegoś nauczyć - np. ostatnio przeczytałem "Dzień szakala": Książka pokazuje jakby zza kulis działalność OAS w dziedzinie zabójstwa Charles'a de Gaulle'a, powody, dla których planowano go zabić, jak to było rozpracowywane przez tamtejsze służby (nie była to tyljo policja) i gigantyczny fart samego generała, który nieraz w ostatniej chwili nieświadom niczego unikał jakiejś kuli lub innego przedmioti lecącego z gigantyczną prędlością, wymierzonego w jego głowę. Jest to podkoloryzowana fabuła.
Kompletnie inne mam nastawienie do książek nie mających zbyt wiele, albo nawet i nic wspólnego z historią: też jest to ciekawy podgatunek thriller'a, ale nie mam do tego podejścia naukowego. Owszem, są rzeczy których można się nauczyć, ale po przeczytaniu kilku książek Jeffery'ego Deaver'a jego fabuła staje się przewidywalna, więc po mału nudna. Choć ciekawą odskocznią od jego schematu są "Porzucone ofiary" - nie ma rozbudowanego etapu śledztwa, i następuje pewna zmiana miejsc: dobra postać icieka przed złymi, nie zdając sobie do końca sprawy z tego, ile tych złych ją tak na prawdę otacza.
Fajną pozycją jest też "Azazel" Borysa Akunina. Młody detektyw rozszyfrowuje organizację terrorystyczną, która ma plan i poważne możliwości przejąć po cichu władzę nad światem. Polecam doczytać całą książkę, do samego końca, bo zakończenie jest niesamowite.
niedziela, 27 marca 2011
Poczytajmy sobie...
piątek, 18 marca 2011
Angry Birds
Choć graczem nie jestem, to jednak ta gra mnie wkręciła nie tylko dlatego, że słyszałem o niej wcześniej, i... nie wypuszczała przez dość długi czas. Otóż Angry Birds to gra produkcji skandynawskiej korporacji programistycznej o wdzięcznej nazwie Rovio, w której to grze dowodzimy grupą kolorowych ptaków mających na celu odzyskanie skradzionych przez zielone świnie jaj. Ci, którzy nie słyszeli jeszcze o tej grze, lub wiedzą o niej mało, pewnie się ubawili przy czytaniu poprzedniego zdania. W sumie nie dziwne, bo fabuła jest zwyczajnie komiksowa.Wielu maniaków gier flash kojarzy zapewne Zamkową katapultę. Gra była na tyle popularna, że wyszła jej druga część, według mnie zdecydowanie ciekawsza, i podejrzewam, że mogła nawet być prekursorem Angry Birds. Wściekłe Ptaki same w sobie pojawiły się najpierw na platformę dla iOS (iPod Touch, iPhone), później na Androida (gdzie zdobyła największą popularność), Maemo, Symbiana, PSP, Palm Web OS, a na samym końcu na systemy stacjonarne typu PC i Playstation. Ja dorwałem wersję na Androida.
Fabuła gry jest taka: Świnie ukradły z gniazda ptasie jaka, więc te ptasie móżdżki, zamiast wziąć się za produkcję kolejnego zestawu, wolą odzyskać tamte, żywiąc cały czas nadzieję, że nie zostały jeszcze zjedzone. Przykład zaciągnięty chyba z iPhone'a:
Tu mamy 5 pierwszych poziomów. Co jakiś czas dochodzą nowe, i nie jestem w stanie określić, ile ich jest w chwili obecnej, ale mając jeszcze na uwadze aplikację Angry Birds Seasons (Walentynki, Boże Narodzenie, Halloween, Zielone Świątki, etc... logika i fizyka są te same, ale mamy do dyspozycji nowe poziomy stworzone na konkretne święta) można się spodziewać ok. 170-200.
Do dyspozycji mamy kilka ptaków:
- Czerwony, podstawowy, którego możliwości oglądaliśmy przed chwilą.
- Trójkątny żółty, który po wypuszczeniu i ponownym dotknięciu ekranu spłaszcza parabolę swojego lotu, przyspiesza i dobrze przecina żółte (prawdopodobnie drewniane) klocki i słupki.

- Mały niebieski, który po wypuszczeniu i ponownym dotknięciu ekranu dzieli się na 3 (WTF? minus za brak realizmu w tak wybitnym stopniu, przecież ptaki nie rozmnażają się w locie) i świetnie nadaje się przeciwko niebieskim klockom i bloczkom (zdają się być szklane).
- Czarny, przypominający bombę i jak bomba się zachowujący: po uderzeniu w kamienny (szary) słupek lub bloczek niszczy go doszczętnie, jak również 2 lub 3 znajdujące się za nim, na końcu wybucha. Nie bez powodu na obrazku obok nazwany został jako kamikadze.
- Biały, który z uwagi na swoją zawartość przypomina kształtem jajko. Tu właśnie pojawia się według mnie pewien absurd, ponieważ ptak ten zrzuca jajko jako bombę, a następnie zmienia trajektoria swojego lotu (a przecież o jajka im chodziło!).
- Zielony tukan, który po otwarciu dzioba zachowuje się jak bumerang, zastosowanie ma podobne co żółty, ale służy do uderzeń od tyłu konstrukcji.
- Pojawiają się też większe ptaki, które mają zastosowania takie same, co ich mniejsi koledzy o tych samych kolorach, ale zdecydowanie większą moc.
Celem każdego poziomu jest usunięcie wszystkich zielonych świń na planszy. Konstrukcja sama w sobie może zostać nietknięta, o ile pozdychają te świnie (nie umierają ze starości).
Ciekawostką jest nowa część gry o nazwie Angry Birds Rio. Jest to sposób na promocję filmu animowanego o tym właśnie tytule, opowiadającego o ptakach właśnie. Trailer gry:
Poza tym, istnieje również możliwość zrobienia sobie tortu urodzinowego z Wściekłymi Ptakami w roli głównej, w tzw. "Real3D". Ot i właśnie:
wtorek, 1 lutego 2011
Jak się żebrze w XXI w.?
Jak podaje Komputer Świat, jeden z amerykańskich satyryków wpadł na bardzo oryginalny pomysł na dorwanie sporej kwoty. Zobaczcie sami:
No cóż, na pewno lepsze to, niż "Kierowniku, daj 2zł". I efektywniejsze - już ma jednego sponsora, jest o tym mowa w artykule. W Polsce pierdolnęliby mu taki podatek od darowizny, że przeszedłby mu ten pomysł.
No cóż, na pewno lepsze to, niż "Kierowniku, daj 2zł". I efektywniejsze - już ma jednego sponsora, jest o tym mowa w artykule. W Polsce pierdolnęliby mu taki podatek od darowizny, że przeszedłby mu ten pomysł.
piątek, 28 stycznia 2011
A tak sobie...
Z powodów sesją i lenistwem zwanych zaniedbałem ostatnio tego bloga - no cóż, bywa i tak. Siłą rzeczy są jednak sprawy ważniejsze niż n-planowy blog, na który wchodzi i tak tylko kilka osób.
Wziąłem teraz urlop w pracy, jeszcze przed ogłoszeniem przez uczelnię harmonogramu sesji, i już wiem, że w lutym prawdopodobnie znów będę musiał wziąć kolejny. Całe szczęście, zostało mi go jeszcze trochę z zeszłego roku. Niestety, będę musiał go brać zaraz po powrocie do pracy (31. stycznia), gdyż najbliższe 2 egzaminy mam już 6. lutego. I tak, nie dość, że tym urlopem się nie nabawiłem (bo i jak?), to już muszę wykorzystać kolejny.
Najbardziej, co mnie wkurwiło w międzyczasie to fakt, że będę musiał pisać poprawkę z egzaminu, z którego dostałem 28pkt na 30 możliwych. Szczyt skurwysyństwa.
Wziąłem teraz urlop w pracy, jeszcze przed ogłoszeniem przez uczelnię harmonogramu sesji, i już wiem, że w lutym prawdopodobnie znów będę musiał wziąć kolejny. Całe szczęście, zostało mi go jeszcze trochę z zeszłego roku. Niestety, będę musiał go brać zaraz po powrocie do pracy (31. stycznia), gdyż najbliższe 2 egzaminy mam już 6. lutego. I tak, nie dość, że tym urlopem się nie nabawiłem (bo i jak?), to już muszę wykorzystać kolejny.
Najbardziej, co mnie wkurwiło w międzyczasie to fakt, że będę musiał pisać poprawkę z egzaminu, z którego dostałem 28pkt na 30 możliwych. Szczyt skurwysyństwa.
piątek, 3 grudnia 2010
Obraz bez kabla
Ostatnio pisałem o zbliżającej się śmierci Symbiana, dziś widzę, jak wymierają kolejne standardy transmisji obrazu: Sam jestem użytkownikiem monitora z podejściem VGA, zastąpionym przez D-Sub, wypieranym, ale też częściowo współżyjącym z HDMI, a z kolei oba te standardy wkrótce zostaną wygryzione przez DisplayPort.
Teraz już pojawia się pomysł, na przekazywanie obrazu komputer-monitor bezprzewodowo. I tu ciekawi mnie kilka rzeczy:
Teraz już pojawia się pomysł, na przekazywanie obrazu komputer-monitor bezprzewodowo. I tu ciekawi mnie kilka rzeczy:
- Jak to się ma do "słuchaczy fal radiowych", którzy obecnie wykradają nam dane z bezprzewodowych klawiatur i słuchawek? Czy oprócz przechwytywania naszych rozmów na komunikatorach, przez telefony i haseł do kont bankowych, pocztowych i społecznościowych okoliczni hakerzy będą mogli również podglądać faktury które mamy zapisane na pendrive'ach i korzystamy z nich bez udziału internetu?
- Jak podłączyć pierwszy bezprzewodowy monitor do komputera, który nie ma możliwości podłączenia innego (lub tego) monitora po kablu?
- Po co tak na prawdę w stacjonarnym komputerze bezprzewodowe połączenie z monitorem, który i tak będzie potrzebował połączenia po kablu do sieci 230V?
- Nie wiem jak reszta świata, ale nawet jeśli to miałoby własne zasilanie, to zamiast łazić po domu z monitorem, myszką i klawiaturą wolę wziąć laptopa ☺
poniedziałek, 29 listopada 2010
Symbian umiera
Fundacja Symbian, której nazwa nie bez powodu kojarzy się wielu użytkownikom Nokii z ich telefonami, ma bardzo poważne szanse zamknąć swoją działalność w niedługim czasie. Faktem jest, że jest to pierwszy w światowej telekomunikacji ustandaryzowany system operacyjny, okrzyknięty przez niektórych "Ojcem mobilnych systemów operacyjnych", i jest to bardzo obszerna karta w historii technologii informatycznych, ale... czy na prawdę mamy czego żałować?
Jako były serwisant telefonów komórkowych mam wyrobione zdanie o tym systemie: nie ma nic bardziej awaryjnego, niż Symbian, i wszystkie jego wersje starsze niż 9.2 miały bardzo poważną wadę: otóż pewien Czech, oczywiście informatyk, napisał program dla telefonów komórkowych obsługujących Javę MIDP 1.0 i nowszą, który pozwalał na włączenie w tych telefonach bluetooth'a przez niego samego. Nie mam pojęcia, jak to jest możliwe, ale gdybym nie zobaczył, to bym nie uwierzył. Ów człowiek ponoć bardzo dobrze skończył, gdyż rzekomo dostał ofertę pracy w Symbian Ltd., w zamian za co nie miał wytoczonego procesu sądowego, ale musiał zaprzestać dystrybucji tego oprogramowania. Późniejsze przeboje związane z tym systemem operacyjnym biorą się głównie z przyczyn Nokii: źle dobrana moc obliczeniowa procesora w stosunku do oprogramowania i reszty sprzętu (ostatni świetny przykład - N8).
Nie dziwi więc, że Nokia zaprosiła do współpracy Intela, z którym pracują nad MeeGo. Może pomoże to uniknąć takich problemów i Nokia wróci na tron króla producentów telefonów komórkowych, o który tak często kłóci się z Samsungiem i koncernem Sony-Ericsson, mając coraz bliżej pleców jednocześnie LG i HTC. Z drugiej jednak strony, nie jest wykluczone, że owe problemy ze sprzętem Nokii pozostaną - przypomnijmy coś o Nokia Booklet 3G (netbook): kto stawia na kompie z Atomem 1,66GHz i z 1GB RAM'u Windows 7 Home Premium? Jak Home Basic nie będzie się mulił, to będzie cud technologiczny!
Dodam jeszcze do tego wszystkiego, że gdy Symbian przestanie być produkowany pojawią się utrudnienia z supportem czegokolwiek na niego i problemy z naprawą błędnego oprogramowania.
A więc mówiąc krótko, większość dzieci przeżywa swoich ojców, tak więc czas teraz na śmierć Symbiana... Nareszcie.
Jako były serwisant telefonów komórkowych mam wyrobione zdanie o tym systemie: nie ma nic bardziej awaryjnego, niż Symbian, i wszystkie jego wersje starsze niż 9.2 miały bardzo poważną wadę: otóż pewien Czech, oczywiście informatyk, napisał program dla telefonów komórkowych obsługujących Javę MIDP 1.0 i nowszą, który pozwalał na włączenie w tych telefonach bluetooth'a przez niego samego. Nie mam pojęcia, jak to jest możliwe, ale gdybym nie zobaczył, to bym nie uwierzył. Ów człowiek ponoć bardzo dobrze skończył, gdyż rzekomo dostał ofertę pracy w Symbian Ltd., w zamian za co nie miał wytoczonego procesu sądowego, ale musiał zaprzestać dystrybucji tego oprogramowania. Późniejsze przeboje związane z tym systemem operacyjnym biorą się głównie z przyczyn Nokii: źle dobrana moc obliczeniowa procesora w stosunku do oprogramowania i reszty sprzętu (ostatni świetny przykład - N8).
Nie dziwi więc, że Nokia zaprosiła do współpracy Intela, z którym pracują nad MeeGo. Może pomoże to uniknąć takich problemów i Nokia wróci na tron króla producentów telefonów komórkowych, o który tak często kłóci się z Samsungiem i koncernem Sony-Ericsson, mając coraz bliżej pleców jednocześnie LG i HTC. Z drugiej jednak strony, nie jest wykluczone, że owe problemy ze sprzętem Nokii pozostaną - przypomnijmy coś o Nokia Booklet 3G (netbook): kto stawia na kompie z Atomem 1,66GHz i z 1GB RAM'u Windows 7 Home Premium? Jak Home Basic nie będzie się mulił, to będzie cud technologiczny!
Dodam jeszcze do tego wszystkiego, że gdy Symbian przestanie być produkowany pojawią się utrudnienia z supportem czegokolwiek na niego i problemy z naprawą błędnego oprogramowania.
A więc mówiąc krótko, większość dzieci przeżywa swoich ojców, tak więc czas teraz na śmierć Symbiana... Nareszcie.
niedziela, 28 listopada 2010
Po co USA miesza się w sprawy między Koreami?
Nudząc się podczas okna na uczelni doczytałem się, że USA będzie czynnie uczestniczyć w konflikcie między Koreą Północną a Południową - stojąc po stronie tej drugiej. Zastanawia mnie to wielce, jak to jest, że Barack Obama dostał Nagrodę Nobla w dziedzinie działania na rzecz pokoju na świecie, mieszając się jednocześnie w każdy konflikt zbrojny na świecie, który nie dotyczy Rosji (jest to zapewne wynikiem spotkania Miedwiediew - Obama na początku kończącego się już roku).
Chińczycy, z uwagi na bezpośrednie sąsiedztwo lądowe z z Koreą Płn. i dostęp do morza żółtego zgłaszają obawy, czy im też się nie oberwie - nic dziwnego, tak porywczej i nieobliczalnej władzy jak Korea Płn. trudno szukać na świecie. Są oni jednak uspokajani przez władze amerykańskie. Ale nie mówi to nic, o poczynaniach Korei południowej. Po wydarzeniach sprzed paru lat, kiedy to doszło do osiągnięcia względnego spokoju pomiędzy Koreami (niektórzy pewnie pamiętają ten piękny, symboliczny obrazek, dwoje dzieci na granicy daje sobie kwiaty) mamy kolejny, zbrojny i według mnie niepotrzebny konflikt, zaczęty przez Koreańczyków z północy, którzy i tak ze względu na zaawansowanie technologiczne nie mają zbyt dużych szans na wygranie go.
Ech... po co to wszystko? przecież mogłoby być tak pięknie... Idealne podsumowanie ujmują Fenomen w "Ludzie przeciwko ludziom"
PS. Biorąc pod uwagę, że jest to Hip-Hop który mi się podoba, świadczy to o tym, że piosenka jest dobra, ale martwi mnie w niej tylko to, że od jej powstania minęło już ok. 10 lat, a ona nadal jest aktualna.
Chińczycy, z uwagi na bezpośrednie sąsiedztwo lądowe z z Koreą Płn. i dostęp do morza żółtego zgłaszają obawy, czy im też się nie oberwie - nic dziwnego, tak porywczej i nieobliczalnej władzy jak Korea Płn. trudno szukać na świecie. Są oni jednak uspokajani przez władze amerykańskie. Ale nie mówi to nic, o poczynaniach Korei południowej. Po wydarzeniach sprzed paru lat, kiedy to doszło do osiągnięcia względnego spokoju pomiędzy Koreami (niektórzy pewnie pamiętają ten piękny, symboliczny obrazek, dwoje dzieci na granicy daje sobie kwiaty) mamy kolejny, zbrojny i według mnie niepotrzebny konflikt, zaczęty przez Koreańczyków z północy, którzy i tak ze względu na zaawansowanie technologiczne nie mają zbyt dużych szans na wygranie go.
Ech... po co to wszystko? przecież mogłoby być tak pięknie... Idealne podsumowanie ujmują Fenomen w "Ludzie przeciwko ludziom"
PS. Biorąc pod uwagę, że jest to Hip-Hop który mi się podoba, świadczy to o tym, że piosenka jest dobra, ale martwi mnie w niej tylko to, że od jej powstania minęło już ok. 10 lat, a ona nadal jest aktualna.
Etykiety:
akcje których nie popieram,
Korea Płd.,
Korea Płn.,
przemoc,
USA,
wojna
Subskrybuj:
Posty (Atom)