Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oprogramowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oprogramowanie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 marca 2011

Angry Birds

Choć graczem nie jestem, to jednak ta gra mnie wkręciła nie tylko dlatego, że słyszałem o niej wcześniej, i... nie wypuszczała przez dość długi czas. Otóż Angry Birds to gra produkcji skandynawskiej korporacji programistycznej o wdzięcznej nazwie Rovio, w której to grze dowodzimy grupą kolorowych ptaków mających na celu odzyskanie skradzionych przez zielone świnie jaj. Ci, którzy nie słyszeli jeszcze o tej grze, lub wiedzą o niej mało, pewnie się ubawili przy czytaniu poprzedniego zdania. W sumie nie dziwne, bo fabuła jest zwyczajnie komiksowa.
Wielu maniaków gier flash kojarzy zapewne Zamkową katapultę. Gra była na tyle popularna, że wyszła jej druga część, według mnie zdecydowanie ciekawsza, i podejrzewam, że mogła nawet być prekursorem Angry Birds. Wściekłe Ptaki same w sobie pojawiły się najpierw na platformę dla iOS (iPod Touch, iPhone), później na Androida (gdzie zdobyła największą popularność), Maemo, Symbiana, PSP, Palm Web OS, a na samym końcu na systemy stacjonarne typu PC i Playstation. Ja dorwałem wersję na Androida.
Fabuła gry jest taka: Świnie ukradły z gniazda ptasie jaka, więc te ptasie móżdżki, zamiast wziąć się za produkcję kolejnego zestawu, wolą odzyskać tamte, żywiąc cały czas nadzieję, że nie zostały jeszcze zjedzone. Przykład zaciągnięty chyba z iPhone'a:
Tu mamy 5 pierwszych poziomów. Co jakiś czas dochodzą nowe, i nie jestem w stanie określić, ile ich jest w chwili obecnej, ale mając jeszcze na uwadze aplikację Angry Birds Seasons (Walentynki, Boże Narodzenie, Halloween, Zielone Świątki, etc... logika i fizyka są te same, ale mamy do dyspozycji nowe poziomy stworzone na konkretne święta) można się spodziewać ok. 170-200.
Do dyspozycji mamy kilka ptaków:
  1. Czerwony, podstawowy, którego możliwości oglądaliśmy przed chwilą.
  2. Trójkątny żółty, który po wypuszczeniu i ponownym dotknięciu ekranu spłaszcza parabolę swojego lotu, przyspiesza i dobrze przecina żółte (prawdopodobnie drewniane) klocki i słupki.
  3. Mały niebieski, który po wypuszczeniu i ponownym dotknięciu ekranu dzieli się na 3 (WTF? minus za brak realizmu w tak wybitnym stopniu, przecież ptaki nie rozmnażają się w locie) i świetnie nadaje się przeciwko niebieskim klockom i bloczkom (zdają się być szklane).
  4. Czarny, przypominający bombę i jak bomba się zachowujący: po uderzeniu w kamienny (szary) słupek lub bloczek niszczy go doszczętnie, jak również 2 lub 3 znajdujące się za nim, na końcu wybucha. Nie bez powodu na obrazku obok nazwany został jako kamikadze.
  5. Biały, który z uwagi na swoją zawartość przypomina kształtem jajko. Tu właśnie pojawia się według mnie pewien absurd, ponieważ ptak ten zrzuca jajko jako bombę, a następnie zmienia trajektoria swojego lotu (a przecież o jajka im chodziło!).
  6. Zielony tukan, który po otwarciu dzioba zachowuje się jak bumerang, zastosowanie ma podobne co żółty, ale służy do uderzeń od tyłu konstrukcji.
  7. Pojawiają się też większe ptaki, które mają zastosowania takie same, co ich mniejsi koledzy o tych samych kolorach, ale zdecydowanie większą moc.
Gracz nie ma możliwości wyboru ptaków przed rozpoczęciem gry, ani w trakcie jej trwania. Ptaki są dobrane raz na zawsze do określonego poziomu, i trzeba się z tym pogodzić. Jeśli po wystrzeleniu ptaka z procy po lewej stronie nie dotkniemy ekranu, nie użyjemy jego dodatkowej właściwości, i będzie miał taką samą funkcję, co czerwony, czyli jeśli konstrukcja się nie przewróci, to niewiele się stanie.
Celem każdego poziomu jest usunięcie wszystkich zielonych świń na planszy. Konstrukcja sama w sobie może zostać nietknięta, o ile pozdychają te świnie (nie umierają ze starości).
Ciekawostką jest nowa część gry o nazwie Angry Birds Rio. Jest to sposób na promocję filmu animowanego o tym właśnie tytule, opowiadającego o ptakach właśnie. Trailer gry:
Poza tym, istnieje również możliwość zrobienia sobie tortu urodzinowego z Wściekłymi Ptakami w roli głównej, w tzw. "Real3D". Ot i właśnie:

piątek, 28 stycznia 2011

A tak sobie...

Z powodów sesją i lenistwem zwanych zaniedbałem ostatnio tego bloga - no cóż, bywa i tak. Siłą rzeczy są jednak sprawy ważniejsze niż n-planowy blog, na który wchodzi i tak tylko kilka osób.
Wziąłem teraz urlop w pracy, jeszcze przed ogłoszeniem przez uczelnię harmonogramu sesji, i już wiem, że w lutym prawdopodobnie znów będę musiał wziąć kolejny. Całe szczęście, zostało mi go jeszcze trochę z zeszłego roku. Niestety, będę musiał go brać zaraz po powrocie do pracy (31. stycznia), gdyż najbliższe 2 egzaminy mam już 6. lutego. I tak, nie dość, że tym urlopem się nie nabawiłem (bo i jak?), to już muszę wykorzystać kolejny.
Najbardziej, co mnie wkurwiło w międzyczasie to fakt, że będę musiał pisać poprawkę z egzaminu, z którego dostałem 28pkt na 30 możliwych. Szczyt skurwysyństwa.

poniedziałek, 26 lipca 2010

Synaptics i ich wynalazki

Firma Synaptics znana jest powszechnie z produkowania sterowników do urządzeń typu touchpad, czyli laptopowych odpowiedników komputerowych myszek. Ostatnimi czasy pojawiać się zaczęły touchpady z technologią multitouch, co jest w pewnym stopniu zasługą właśnie ich. Wyjaśnijmy sobie najpierw, czym jest wspomniana technologia multitouch: jest to wzbogacenie funkcjonalności powierzchni dotykowych takich jak wyświetlacze czy touchpady o obsługę 2 i więcej palców. Stąd np. wiemy, że iPhone ma wyświetlacz multitouch, bo gdy powiększamy na nim obrazek robimy to 2 palcami, dotykając nimi jego wyświetlacza na środku i rozsuwając je od siebie.
W netbooku, na którym piszę teraz tego posta mam touchpada z taką funkcją: obsługuje maksymalnie 3 palce, poruszające się lub nie. I tak np. dotykając touchpada dwoma palcami i przesuwając je w górę lub w dół mam efekt kręcenia kółkiem na myszy, z kolei jak przesuwam tak samo ułożone palce na boki dostaję rezultat przechylania tegoż kółka, a oprócz tego przy przeglądaniu obrazów czy dokumentów mogę je powiększać i zmniejszać tak jak przed chwilą wspomniałem w przypadku iPhone'a. Niektórzy pewnie pomyślą: fajnie, tylko po co, jak to jest odpowiednio na prawym i dolnym brzegu każdego touchpada? otóż odpowiadam: w netbookach o tak małych wymiarach jak mój touchpad ma bardzo ograniczoną przestrzeń osobistą, i ustawienie tych funkcji dostępnych pod jednym palcem bardziej mi przeszkadza, niż pomaga. Ponadto, istnieją jeszcze gesty trzech palców: przesunięcie ich w górę daje efekt play/pause na klawiaturze, w dół to stop, a na boki - następny/poprzedni utwór w playliście/slajd w prezentacji, lub - zależnie od aktywnego okna - przyciski następny/poprzedni, znajdujące się z reguły na którymś z brzegów standardowej myszki. Należy jednak uważać, gdy uruchamia się jednocześnie WMP i prezentację, gdyż systemowi mylą się priorytety. Istnieje jeszcze możliwość zaprogramowania aplikacji, która ma zostać uruchomiona po przytrzymaniu przez chwilę trzech paluchów na touchpadzie.
Kolejnym sympatycznym wynalazkiem Synaptics jest Scrybe. Jest to dość sympatyczny, choć trochę niedopracowany program do obsługi gestów, co prawda tylko monotouch, ale uruchamiany przez krótkotrwałe dotknięcie touchpada 3 palcami. Daje on nam możliwość zaprogramowania dowolnej aplikacji lub linku w sieci do wybranych gestów po uruchomieniu go wspomnianą przeze mnie metodą. Niestety, są pewne gesty, które choćbym chciał, to nie jestem w stanie ich przeprogramować z uwagi na wiążącą licencję (jest to program freeware, ale z zastrzeżeniem, że nie wolno go edytować). Synaptics daje nam w ten sposób kilka gestów, które osobom znajdującym się w Polsce do niczego nie są potrzebne albo są łatwiej dostępne z pozycji klawiatury, a tylko marnują niepotrzebne gesty, mianowicie:
  • Amazon - amerykański sklep internetowy, nie mający przedstawicielstwa poza USA i nie wysyłający nic poza och granice, a nawet jeśli, to nie byłbym zainteresowany żadnym z ich produktów.
  • Obsługa Windows'owskiego schowka - jakbym nie wiedział, do czego służą kombinacje klawisza [Ctrl] z [X], [C] i [V], to może bym i używał.
  • Funkcja research (pl odśwież) - dostępna w prawie każdej aplikacji po przyciśnięciu [F5].
  • Funkcje "Undo" i "Redo", działające tylko z Microsoft Office - [Ctrl]+[Z] lub [R].
  • Funkcja "zaznacz wszystko" - [Ctrl]+[A].
Cała reszta nawet przejdzie, ale kilka gestów im się nie udało:
  • Gest zaprogramowany do skrótu do bankowości, przypominający $ w niektórych czcionkach załącza się po wykonaniu zwykłego dużego S.
  • Istnieją gesty pojedynczych kresek, które różnią się od siebie kierunkiem i zwrotem wektora narzucanego przez palec. Fajnie, szkoda tylko, że gesty dla I i pionowej kreski przesuwanej palcem w dół są jednakowe, a można je niezależnie programować.
  • Brak możliwości stworzenia własnych gestów - istnieją tylko gotowe wzory liter, cyfr i niektórych znaków.
  • Brak możliwości wykonania wybierania połączeń z określonymi sieciami bezpośrednio przy użyciu gestu.
Jednak istnieją funkcje, które jednak na prawdę się przydają, takie jak np. prosty skrót do domyślnego odtwarzacza audio/video, skrót do wyszukiwania w Yahoo! zaznaczonego słowa (działa idealnie, pod warunkiem, że zaznaczona jest tylko jedna fraza, czyli zaznaczanie z [Ctrl] odpada) i cały szereg znaków, które się nie powtarzają.
Ogółem, Synaptics robią bardzo fajne oprogramowanie, ale Scrybe według mnie przesadza z niektórymi ograniczeniami i spamem. O ile dla ograniczeń jestem wyrozumiały, bo to pionierski program, to spam jest straszliwie denerwujący.

niedziela, 28 marca 2010

Androidy 2010

Systemy operacyjne dla urządzeń mobilnych to nic nowego, ale ostatnimi czasy dużą furorę robi Android. System ten jest najnowszy z oprogramowania dla urządzeń tego typu (telefony, smartphone'y, palmtopy), pomijając nie stosowany jak na razie Samsungowski Bada. Wymieńmy klika znanych nam systemów operacyjnych konkurencyjnych na rynku mobilnym:
  1. Symbian
  2. Windows Mobile
  3. oprogramowanie firmy Blackberry
  4. Linux Mobile
  5. Mac OS (pozbawiony framework'ów pracuje na iPhone oraz iPod Touch)
  6. Palm Pre
  7. Android
  8. Bada
Więcej systemów nie pamiętam, przysięgam, że żadnego nie zataiłem.
Te softy są w większości przypadków stosowane w kilku, kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu wersjach (co jakiś czas wychodzą do nich kolejne aktualizacje) i kompatybilne z niekreśloną liczbą urządzeń. Zasadnicza różnica między Linuxem Mobile, Blackberry'm i Symbianem a resztą wymienionych (brak informacji dot. Bada i Palm Pre) jest to, że jako jedyne nie są w stanie funkcjonować na komputerach klasy PC.
Dużą ciekawostką jest jednak dla mnie Android. Oto kilka zapowiedzi telefonów komórkowych z tym systemem na Anno Domini 2010:

Google Nexus One
Bez wątpienia najbardziej oczekiwany telefon na światowym rynku komunikacyjnym. Android w wersji 2.1, Bluetooth 2.1 z EDR i możliwością słuchania muzyki za pośrednictwem słuchawek stereo wykorzystujących technologię A2DP, do tego 4 standardy wi-fi (nie jeden laptop nie ma tylu). Rzecz jasna, na telefonie o tak zaawansowanym stopniu rozwoju technologicznego obecny będzie moduł sieci UMTS z transmisją internetową 7,2MB/s downlink'u. Wyświetlacz dotykowy o rozdzielczości 480x800 pixeli obsługiwać ma funkcje interface'u multitouch i automatycznie się obracać na podstawie danych z wbudowanego w telefon żyroskopu. Oprócz wspomnianych przed chwilą wyświetlacza i żyroskopu telefon będzie odbierał bodźce za pomocą trackball'a, dotykowej klawiatury, aparatu o rozdzielczości 5Mpx, odbiornika GPS, BTS'ów i oczywiście mikrofonu. Całkiem nieźle, i jak przystało na multimedialny kombajn za blisko 2000zł (sprawdzone na Allegro) ma kodeki do szeregu różnych formatów plików multimedialnych (MP3, AAC, AAC+, eAAC+, Wave, OGG, MPEG-4, H.263, H.264, JPG, BMP, GIF, PNG). Do sprzętowych i bardzo ważnych rzeczy należy dodać gniazdo słuchawkowe Jack 3,5mm, 512MB pamięci operacyjnej RAM, drugie tyle pamięci Flash (z czego pewna część będzie zarezerwowana na pliki systemowe) i złącze kart pamięci z ograniczeniem do 32GB. Sercem urządzenia ma być jeden z najlepszych procesorów na świecie, które są przeznaczone dla takich urządzeń - Qualcomm QSD 8250, o częstotliwości 1000MHz, a spiżarnią na energię akumulator o pojemności 1400mAh. HTC, czyli producent tego potwora podaje, jakoby urządzenie miało pracować do 12 dni bez konieczności ładowania. Jak dla mnie - 1,4Ah to za mało, by osiągnąć taki wynik przy 1GHz procesorze i tak dużym wyświetlaczu.

Google Nexus Two
Nazwa poprzednika wskazywała, iż będzie on miał swoich następców. I oto jest - lecz tym razem nie jest jeszcze dostępny na rynku, a produkować go będzie nie HTC, lecz dużo lepiej znana powszechnym użytkownikom telefonów i innych urządzeń Motorola. Jak widać, koncern Google (producent Androida) w tym wypadku postawił na firmę z tradycjami (Neil Armstrong powiedział swoją słynną kwestię "to mały krok dla człowieka, ale wielki krok dla ludzkości" właśnie przez radio Motoroli). Jednak Nexus Two będzie w Europie sprzedawany najprawdopodobniej pod nazwą Shadow. Pełna specyfikacja tego telefonu nie jest jeszcze osiągalna, na razie nieoficjalnie wiadomo o dotykowym wyświetlaczu multitouch o rozdziałce 480x854 pixeli, aparacie 8Mpx, wysuwanej klawiaturze QWERTY, GPS, gnieździe HDMI. Internet posiada zaskakująco mało grafik i zdjęć tego aparatu. Nie znalazłem również śladu informacji odnośnie zastosowanego procesora, ale biorąc pod uwagę, iż ten telefon jeszcze nie wyszedł należy się spodziewać Snapdragona przekraczającego magiczną barierę 1GHz.

Sony Ericsson Xperia X10
Niektórzy z pewnością pamiętają tą ciekawostkę, kiedy to telefon markowany przez duet Sony Ericsson był produkowany przez HTC. Cóż za ironia! ale pod wieloma względami w cale nie wypadło to tak źle: Xperia X1 (o której tutaj chwilowo mowa) miała złącze kart pamięci micro SD, a nie M2 jak to przeważnie się zdarza u tego producenta, a jego niestandardowe złącze zostało w tym modelu wyparte przez standardowe gniazdo USB mini. Szkoda, że obecną Xperię produkować ma już rzekomo wyłącznie sam Sony Ericsson, bez porozumienia z innymi markami, ale jest to pierwszy telefon z tej serii, który ma Androida na pokładzie (poprzedniczki miały Windows Mobile). Warto zwrócić uwagę, że X10 wychodzi od razu w 3 wersjach: X10e, X10 mini oraz X10 mini pro. Tak więc po kolei: Podstawowa wersja tego telefonu, która będzie bez wątpienia najdroższa cenowo, posiadać będzie czterocalowy dotykowy wyświetlacz TFT o rozdzielczości i funkcjonalności identycznej, do Nexus Two. Uboższa jednak będzie o klawiaturę QWERTY, ale przez to również sporo mniejsza (pomimo większego wyświetlacza) i lżejsza. Niszcząca potencjał 8,1Mpx aparatu pojedyncza diodka doświetlająca LED mnie trochę załamała - z takim doświetleniem użytkownik ma minimalne szanse na zrobienie dobrego zdjęcia w mizernych warunkach oświetleniowych. Qualcomm zaopatrzył ten model w 1GHz procesor, Google w Androida 1.6, Sony w odbiornik GPS, Ericsson w moduły sieci GSM, UMTS, HSDPA pracujące w zakresach 800/850/900/1700/1900/2100MHz.
Jej mniejsza siostra, X10 mini to propozycja dla zdecydowanie uboższych fanów tej serii telefonów. Cięcia po kosztach są widoczne już na pierwszy rzut oka: wyświetlacz został zredukowany do 2,55 cala o rozdzielczości QVGA, aparat do 5Mpx, procesor do 600MHz. I tak nieźle, ale nie to, co początkowo zamierzona X10. Warto zwrócić uwagę na fakt, że Xperia mini, która w fazie prototypowej miała kodową nazwę Robyn, została odkryta między projektami SE przez polski serwis android.com.pl.
Następna w kolejności jest X10 mini pro. Tu specyfikacja nie różni się w zasadzie niczym od X10 mini, za wyjątkiem dodania klawiatury w układzie QWERTY, która jest wysuwana identyczną metodą co w wspomnianej już tu przeze mnie Motoroli Shadow. Obie miniaturki pierwszego z wspomnianych telefonów Sony Ericssona można nawet ze sobą pomylić, o ile wersja pro będzie miała zamkniętą klawiaturę. Atutem tej marki jest w tym momencie to, że jako jedyny z wspomnianych do tej pory producentów daje w tych trzech telefonach opcję rozmowy wideo (z uwagi na wspominany już brak kompletności danych nie jestem w stanie pod tym względem ręczyć za Shadow).

Samsung M100S
Zapowiedź tego urządzenia miała miejsce w lutym 2010, na tydzień przed Mobile World Congress. Słuchawka pod względami wizualnymi do złudzenia przypomina Corby, głównie ze względu na przycisk cofania umieszczony pomiędzy klawiszami inicjowania i kończenia połączeń. Posiadać on będzie wyświetlacz AMOLED o przekątnej 3,7 cala o rozdzielczości żywcem zerżniętej z Nexus'a One, a do tego na prawdę porządnego wyświetlacza ma on posiadać tuner telewizji cyfrowej. Matryca aparatu do robienia zdjęć ma sięgnąć 5Mpx, i prawdopodobnie również będzie posiadał kamerkę do wideorozmów. Bateria ma mieć pojemność 1500mAh, czyli całkiem sporo, ale czas pokarze, jak będzie utrzymywać 800MHz procesor. Pamięć RAM 256MB powinna wystarczyć na okiełznanie mapy GPS (odbiornik jest wbudowany). Dość nietypowym parametrem u Samsunga jest moduł wi-fi, natomiast znacznie częściej rzucają się w oczy ładne modelki na ich prezentacjach.

Motorola Droid (Milestone)
Ponoć strasznie dużo zachodu kosztowało firmę Motorola wykupienie od George'a Lucasa praw autorskich na nazwę "Droid", a i tak w Europie ten telefon będzie sprzedawany jako Milestone, a przynajmniej pod tak nazwany ma być dostępny w Niemczech, w O2. Telefon sam w sobie podobny do Shadow, ale o zdecydowanie mniej agresywnej kolorystyce obudowy, co w moich oczach odbija mu się na niekorzyść względem tej już omawianej. Zdjęć Milestone jest zdecydowanie więcej, niż Shadow\Nexus Two, a i dane techniczne co do niej są pewniejsze. Jednak według wstępnych danych Milestone ma być uboższa np. o radio i mieć będzie deczko mniejszy wyświetlacz o identycznej rozdzielczości i funkcjonalności, a aparat fotograficzny będzie miał 5Mpx. Wiadomo natomiast na pewno, że procesor będzie miał zegar taktowany na 550MHz, a producentem tego podzespołu będzie ARM. Chyba jedyną rzeczą, która będzie w Droidzie, a w Shadow (prawdopodobnie) nie, będzie czujnik położenia. Zasmucę dotychczasowych fanów lub posiadaczy tej marki - na zdjęciach widać jest wyraźnie, że złącze do kabla nie ma raczej zbyt wiele wspólnego ze stosowanym do tej pory przez Motorolę USBmini.

Motorola Backflip
Ten telefon urzekł mnie swoją formą - pierwszy raz spotkałem się z telefonem w kształcie takiego clamshell'a, i stawiam temu producentowi gigantyczny plus za niepowtarzalność. Telefon co prawda nie posiada oddzielnego obiektywu do wideorozmów, ale z uwagi na swoją konstrukcję nie zaskoczyłbym się, gdyby obsługiwał je po otwarciu klapki.

Warto zwrócić uwagę na dodatkowy panel dotykowy wewnątrz aparatu, znajdujący się jakby na lewej jego stronie, pod wyświetlaczem. Jego funkcjonalność jest identyczna, co trackball'i w innych telefonach z tym systemem operacyjnym. A na pierwszy rzut oka ten telefon sprawia wrażenie, jakby to był zwykły telefon "bezklawiaturowy". Chodzi m. in. w zakresie szybkiego internetu w pasmach WCDMA/HSDPA, ma wbudowany 5Mpx aparat z autofocusem i diodą doświetlającą, a orientację zdjęcia będzie rozpoznawał na podstawie własnej, o czym będzie go informował wbudowany czujnik ruchu. Obsługuje karty pamięci z ograniczeniem do 32GB. Niestety, ze wszystkich wymienionych tutaj telefonów Backflip ma najsłabszy wyświetlacz (320x480).

piątek, 12 marca 2010

Uwolnij Laptopa

Wreszcie doczekałem się, aż ktoś wpadnie na taki pomysł: zorganizować akcję dotyczącą przymusu zakupu oprogramowania na zakupionym sprzęcie komputerowym. W zeszłym miesiącu kupiłem Netbook'a, standardowy sprzęt jak to komputerek tego typu: Atom 1,6GHz, 160GB dysku, 1GB ramu... nic specjalnego. Preinstalowany na nim Windows 7 Starter co prawda spełnia moje wymagania, ale będąc studentem za sprawą MSDN mogę przecież posiadać taki system nie płacąc za niego w markecie. I tu wkracza akcja pt. Uwolnij Laptopa. Przeglądając oferty sklepów z takim sprzętem zauważyłem, że wszystkie sklepy dają preinstalowane systemy, przeważnie Windows 7, choć na niektórych Netbook'ach klasy tej co mój często pojawia się jeszcze Windows XP. Obecność na moim komputerze legalnego systemu jest powodem, dla którego on jeszcze na tym komputerze stoi, ale jakby go nie było też bym sobie dał z tym radę. Nie chcę, żeby przy następnym zakupie takiego sprzętu spotkało mnie niemiłe rozczarowanie, jakim jest niepotrzebny wydatek na system operacyjny wliczony w cenę komputera, tym bardziej, że ingerencja w oprogramowanie, jaką jest wymiana systemu operacyjnego stanowi podstawę do nieuwzględnienia gwarancji na ten sprzęt. I w tym momencie użytkownik zostaje postawiony w kropce, zwłaszcza, jeśli jest miłośnikiem Linuxa lub chce postawić na tym komputerze starszy system (ponoć oprogramowanie do konfiguracji komputerów pokładowych w niektórych samochodach najlepiej współpracuje z Windows 98 i Windows 95). Dodajmy jeszcze do tego, że nie każdy sklep chce w ogóle przyjmować takie zwroty zapewne dlatego, że w grę wchodzi zwrot pieniędzy klientowi, a oprogramowanie może być instalowane bezpośrednio u producenta. Nietrudno znaleźć winnego w tym sporze - producenci/dystrybutorzy sprzętu komputerowego, którzy decydują się na zarabianie pieniędzy sprzedając razem ze swoim sprzętem oprogramowanie innych firm.